16 lutego 2012

Rozdział VIII

Przepraszam za to dwudniowe opóźnienie! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, prócz dzisiejszego rozdziału ^^". Miłego czytania!

*****


    - Słucham? -
    - Umów się ze mną - powtórzył Ka-yu rozbawionym tonem, uparcie wpatrując się w mężczyznę.
    - Mam lepsze rzeczy do roboty, niż umawianie się z takimi frajerami - mruknął pod nosem Hyde, pakując pospiesznie do torby kosmetyczkę i resztę ubrań, którą z siebie uprzednio zrzucił. Widać było, że jest zdenerwowany i najchętniej rzuciłby się mu do gardła, co tylko wprawiało Ka-yu w doskonały humor.
    - I tak za minutę odjeżdża twój pociąg, nie ma już sensu się spieszyć - odparł niby od niechcenia, wciąż opierając się ramieniem o zimną ścianę. Mężczyzna oczywiście mu nie uwierzył, więc zerknął na wyświetlacz swojego telefonu i jęknął cicho. Ka-yu uśmiechnął się tryumfalnie. Więc miał go teraz w garści. - Proponuje po prostu pójść do jakieś knajpy i poczekać na następny, a ja to potraktuję jako randkę. Będziemy kwita -
    Obserwował z uwagą, jak twarz Hyde nabiera nieco ciemniejszych barw i jak ten z wściekłością zapina torbę. Nie miał zbyt wielkiego wyboru, bo basista domyślał się, że mężczyzna nie może wrócić do Yasu, skoro już się przebrał i zmył makijaż. Sam również nie znał miasta, więc był zdany na jego łaskę.
    - Jak nas ktoś zobaczy, to przysięgam, że powieszę cię za jaja - warknął cicho wokalista i zarzucił torbę na ramię. Wsunął jeszcze tylko na nos ciemne okulary, choć to wcale nie sprawiało, że przestawał być rozpoznawalny. Ka-yu jednak naprawdę o to nie dbał. Cieszył się, że Hyde przystał na jego warunki i już po chwili, ciągnąc go za łokieć, kroczył w stronę swojego ulubionego klubu.
    Dobrze pamiętał zachowanie Hyde po ich koncercie w Hirakacie, kiedy to całkiem pijany uwiesił się na szyi Yasu i kazał go zabrać ze sobą. Wystarczy więc tylko kilka mocniejszych drinków, by Hyde stracił kontrolę nad swoim zachowaniem i mu się odda. A jeśli Yasu się o tym dowie, z pewnością nie będzie chciał go już nigdy więcej widzieć. Co prawda domyślał się, że wcale nie tak łatwo będzie go upić; Hyde z posępną miną powoli sączył swoją whisky, uprzednio zarzuciwszy na głowę kaptur.
    - Co ty takiego widzisz w Yasu? Przecież mógłbyś mieć każdą dupę na skinięcie palca - mruknął w końcu Ka-yu, przerywając to niezręczne milczenie, które panowało od dobrych kilkunastu minut. Wokalista w odpowiedzi zmierzył go krytycznym spojrzeniem i wypił duszkiem swojego drinka.
    - Jest uroczy. Spodobał mi się i tyle - odparł obojętnym tonem, zaraz potem oblizując swoje wargi. Ka-yu podsunął mu zaraz kolejną pełną szklankę, nie chcąc by ten miał czas na zastanowienie się, czy ma ochotę na więcej. Ku jego uciesze mężczyzna sięgnął od razu po szklankę i zmoczył swoje wargi w trunku.
    - Tylko tyle? A jaki jest w łóżku? Równie nieśmiały, jak na co dzień? - Nachylił się nad nim, teraz z żywym zainteresowaniem. Od kiedy pamiętał miał ochotę przespać się z Yasu, jednak nigdy nie mógł znaleźć okazji ku temu, by się do niego dobrać. Był o to cholernie zazdrosny o Hyde, zwłaszcza pod tym względem. Jak to jest, że facet przeleciał go już przy pierwszym spotkaniu, a Yasu miał jeszcze ochotę na więcej? Jeszcze to jego zachowanie dzisiaj rano... Gdyby Ka-yu był na jego miejscu, rudowłosy z pewnością nie pozwoliłby mu się w ten sposób przytulać i całować. Basista zagryzł wargi, powstrzymując się przed powiedzeniem czegoś niemiłego.
    - Ode mnie się tego nie dowiesz - warknął Hyde, choć Ka-yu wyraźnie widział, że ten zaczynał mięknąć. Jego oczy stawały się coraz bardziej błyszczące, a na policzki powoli wstępowały wypieki. Przy piątej szklance mężczyzna zaczął się nawet uśmiechać i przestał na niego syczeć.
     - Może przeniesiemy się w jakieś przytulniejsze miejsce? Nie możesz usnąć na blacie - zapytał Ka-yu przesadnie miłym tonem i wstał od ich stolika, by pomóc mężczyźnie się podnieść. Hyde nawet nie protestował, chyba nie do końca świadomy tego, że ktoś wynosi go z klubu. Chichocząc cicho położył się na tylnym siedzeniu taksówki, przytulając do siebie swoją torbę. Basista, chcąc nie chcąc, zajął miejsce u boku kierowcy, cały czas jednak zerkając do tyłu. Tak, jak się tego spodziewał, Hyde zachowywał się jak małe dziecko i można było z nim zrobić na co tylko miało się ochotę.
    Nie przepadał za takimi miejscami, jak hotele miłości, ale lepszego pomysłu nie miał, by przenocować gdzieś za niewielką opłatą wokalistę, a przy okazji się z nim zabawić. Potem tylko zrobi pamiątkowe zdjęcie i niby przypadkiem wyśle je Yasu. Gdy udało mu się wyjść z windy razem z chwiejącym się na nogach Hyde, w myślach już rzucał go na łóżko i dobierał się do jego spodni. Wątpił, by mężczyzna miał siłę protestować i w jakiś sposób ta myśl napawała go podnieceniem. Wcześniej wcale nie miał zamiaru przespać się z wokalistą, ale szkoda byłoby nie skorzystać z okazji.
    - Nie podoba mi się tutaj... - wymamrotał Hyde, rozglądając się nieprzytomnym wzrokiem po niezbyt gustownie urządzonym pokoju. Zachichotał jednak, gdy Ka-yu chwycił go za dłoń i przyciągnął do siebie, po chwili wpijając się w jego wargi. Basista zamruczał z zadowoleniem, wsuwając język między jego chętne wargi, które tak kusząco się rozchylały.
    Popchnął go na łóżko i sam zawisnął nad nim w chwilę później, sprawnie podwijając i zrzucając z Hyde koszulkę. Nie myślał teraz o tym, że swoim zachowaniem przysporzy sobie tylko więcej kłopotów, niż do tej pory. Oraz że być może Yasu nie będzie chciał go już znać, gdy pozna prawdę i dowie się, że to właśnie Ka-yu uwiódł jego ukochanego i się z nim przespał. Nie domyślał się, że złamie niczego nieświadomemu przyjacielowi serce; teraz górę nad nim wzięło podniecenie, które odebrało mu zdolność racjonalnego myślenia. Tym bardziej, że Hyde wcale się nie bronił, wręcz przeciwnie: wił się seksownie na łóżku, paznokciami przesuwając po udach basisty i pomrukując dziko.
    Jeśli wokalista zawsze zachowywał się tak w łóżku, to nie dziwił się Yasu, że za każdym razem mu ulegał. Ka-yu pozwolił mu ściągnąć z siebie spodnie i zacząć dobierać do męskości uwięzionej pod materiałem bielizny, w międzyczasie zabawiając się jego języczkiem, który tak chętnie wsuwał między wargi chłopaka. Basista nigdy nie przyznawał się do tego, że ma już doświadczenie, jeśli chodzi o te sprawy; jego wcześniejsi kochankowie nie dorastali do pięt Hyde, który najwyraźniej doskonale wiedział, jak doprowadzić go do ekstazy.
    - Yasu też zawsze zmienia się w takiego kociaka? - wymruczał rozbawionym tonem Ka-yu, gdy oderwał się od ust wokalisty. Ten jeszcze przez moment uśmiechał się w charakterystyczny dla siebie sposób, jednak chwilę zrzucił z siebie basistę i odsunął od niego jak oparzony. Ciemnowłosy nie miał pojęcia, dlaczego Hyde się tak zachowuje. Przecież jeszcze przed momentem był zajęty pieszczotami! A teraz wyglądało to tak, jakby mężczyzna nagle otrzeźwiał: podniósł się z łóżka i w pośpiechu zaczął wciągać na siebie ubrania, wciąż jednak chwiejąc się na nogach. - Gdzie się wybierasz? Nie trafisz sam na dworzec, jesteś przecież pijany - warknął Ka-yu, już na dobre rezygnując z przymilnego tonu głosu i tym samym obnażając się ze swoimi intencjami.
    - Poradzę sobie... - wymamrotał niewyraźnie Hyde, w chwilę później zarzucając na ramię torbę i bez słowa opuścił pokój, zostawiając w nim zszokowanego basistę, siedzącego niemal nago na łóżku Poczuł, jak pieką po policzki. Nie ze wstydu, lecz ze złości, że jego plany na ten wieczór nie wypaliły. Przecież był tak blisko! Zaraz jednak uspokoił się nieco i ułożył na plecach na łóżku.
    Będzie miał okazję go jeszcze dorwać na koncercie Janne, bo Hyde z pewnością się na nim pojawi, by obserwować Yasu, a później się z nim spotkać. Tym razem mu nie ucieknie i rudowłosy zobaczy, że jego mężczyzna nie jest wcale taki święty.


***


    Jakimś cudem, przy pomocy taksówkarza, trafił na dworzec i siedział teraz w mieszczącej się tam całodobowej kawiarni. Na głowę miał naciągnięty kaptur, tak by nikt nie mógł go rozpoznać. Wpatrywał się pustym wzrokiem w blat stolika, na którym stała filiżanka zimnej już kawy, a on sam starał się zignorować towarzyszący mu ból głowy i cisnące się do oczu łzy wściekłości.
    Czuł do siebie obrzydzenie, omal nie przesypiając się z chłopakiem, którego ledwie znał i który zapewne przedtem życzył mu śmierci. Co w niego wstąpiło? Wcześniej co prawda dość często sam doprowadzał do takich sytuacji, zabawiając się po koncertach czy bankietach z kim popadnie, po pijanemu. Teraz jednak sytuacja miała się inaczej. Nie miał zamiaru krzywdzić Yasu, który mu przecież zaufał. Na dźwięk jego imienia natychmiast oprzytomniał i w porę uniknął błędu.
    Nie miał pojęcia, o której miał następny pociąg do Tokio, ale nie dbał o to. Miał tylko nadzieję, że Ka-yu go tutaj nie znajdzie, chociaż nie łudził się, że chłopak ma go teraz zamiar szukać po całym mieście. Jedyne, czego się teraz bał, to tego, że w jakiś sposób Yasu dowie sie o całym tym zajściu, jeżeli oczywiście jego basista będzie na tyle głupi i wszystko mu wyśpiewa. Co prawda nie czuł jeszcze tak silnej więzi z Yasu, by chcieć teraz wrócić do jego domu i przepraszać go za wszystko na kolanach, ale mimo to czuł wyrzuty sumienia.
    - Może dolać kawy? - zapytała uprzejmym tonem kelnerka, pochylając się teraz nad Hyde i dotykając jego ramienia.
    - Nie chcę - warknął lodowato mężczyzna i obrzucił kobietę niezbyt miłym spojrzeniem, na co ta szybko cofnęła swoją dłoń i oddaliła się od jego stolika. Zaraz jednak tego pożałował, bo gdy tylko pociągnął łyk z filiżanki zaczął się krzywić. Nienawidził zimnej kawy, ta w dodatku była kiepska gatunkowo. Marzył o tym, by znaleźć się już w swoim mieszkaniu i następnego dnia móc pójść do studia, by przez śpiewanie odciągnąć swoje myśli od tego całego zamieszania.
    Podskoczył momentalnie, gdy telefon w jego kieszeni zawibrował, obwieszczając dostarczenie e-maila. Wiedział, że to pewnie Yasu ma zamiar zasypać go słodkimi wiadomościami na dobranoc, przez co zrobiło mu się słabo. Nie miał teraz ochoty z nim rozmawiać. A raczej bał się, że nie będzie umiał, bo wciąż pamiętał pocałunki Ka-yu. Wzdrygnął się lekko.
    "Jesteś już u siebie, Hyde-sama? Pewnie musisz być zmęczony podróżą... Tęsknię już za tobą".
    Hyde uśmiechnął się mimowolnie, wyobrażając sobie Yasu leżącego w łóżku i wzdychającego do jednego z plakatów. Gdyby tylko wiedział, że mężczyzna w rzeczywistości jest tak blisko... Przez moment miał ochotę zakraść się pod jego dom i kazać mu wyjrzeć przez okno, ale z pewnością zauważyli by go sąsiedzi albo w najgorszym przypadku rodzice chłopaka. Nie mógł tak ryzykować.
    "Ja również tęsknię, Skarbie. Widzimy się w niedzielę na koncercie, pamiętasz? Na pewno przyjadę".
    Wsunął telefon do kieszeni, gdy tylko wysłał wiadomość, jednak ledwie to uczynił, a znów poczuł wibracje. Szybki jest.
    "Kocham Cię. Idź już spać, jutro pewnie musisz wracać do pracy".
     Znów się uśmiechnął, jednak zamiast odpowiedzieć na e-maila ponownie schował telefon. Był naprawdę zmęczony i najchętniej by się teraz zdrzemnął. Jak na zawołanie na dworcu rozbrzmiał komunikat nadjeżdżającym pociągu do Tokio, co doskonale było słychać również w kawiarni. Hyde zostawił pieniądze na stole i powlókł się w stronę peronów.


***



    Nie podobało mu się to, że w tygodniu z twarzy Yasu nie schodził ten zadowolony uśmiech, gdy często w trakcie lekcji wymieniał z kimś wiadomości. Oczywiście wiedział, że rozmawiał z Hyde, ale irytowało go zachowanie rudowłosego. Jak zakochana nastolatka! Jednocześnie Ka-yu pragnął, by to na jego widok wokalista Janne miał taki maślany wzrok i do niego się tak radośnie uśmiechał. Już niedługo...
    Zespół spędzał masę czasu w garażu przy domu państwa Matsumoto, ćwicząc przed niedzielnym koncertem. Basista oświadczył reszcie, że pogodził się już z Yasu, o dziwo sam zainteresowany przyznał mu rację, dzięki czemu nikt nie zadawał zbędnych pytań i wszyscy nareszcie skupiali się na muzyce. Może poza Yasu, który często mylił teksty, ale Shuji oraz reszta postanowili wybaczyć to rudowłosemu. Ka-yu w tym czasie w myślach mordował Hyde i obiecywał sobie, że nie spocznie, póki nie skłóci ze sobą zakochanych. Zwłaszcza po tym, jak mężczyzna uciekł mu z hotelu.
    W miarę, jak zbliżał się weekend, w nim samym rosła determinacja. Nikt nie będzie mu zabierał Yasu i sobie go ot tak przywłaszczał. Całą sobotę spędził sam w ich prowizorycznym studiu, zastanawiając się nad tym, jak uda mu się nakłonić Hyde do kolejnego numerku lub choćby obściskiwania się, koniecznie na oczach Yasu. Również i tym razem nie brał pod uwagę tego, że przyjaciel być może nigdy się do niego nie odezwie, to nie wchodziło w grę. Yasunori nie umiał się na niego przecież złościć i potrafił mu wszystko wybaczyć.
    Niedzielne przedpołudnie nie było już tak przyjemne. Cały zespół od rana był w klubie, przygotowując sprzęt i nagłośnienie przy pomocy obsługi. Ka-yu z uśmiechem obserwował, jak Yasu w garderobie co chwila przymierza różne stroje, w efekcie biegając po pomieszczeniu niemal półnagi. W końcu, również ku uciesze basisty, wybrał czarne, skórzane spodnie i dość wyzywający top w zeberkę. Będzie miał na co patrzeć w trakcie koncertu, a być może i tym razem smakować jego ust...
    - Tym razem obejdzie się bez fanserwisu - mruknął wokalista, jakby czytając mu w myślach. Siedział teraz przy lustrze i starannie wykonywał makijaż, co chwila zerkając jednak na wyświetlacz telefonu. Drażniło do Ka-yu.
    - Fani będą zawiedzeni... - zaczął ciemnowłosy, również przeglądając się w lustrze i próbując ułożyć swoje włosy.
     - Hyde będzie oglądał koncert. Nie chcę mieć potem żadnych nieprzyjemności - mruknął Yasu i jęknął cicho, gdy zrobił niechcący kreskę na policzku na dźwięk wibracji. Zmył szybko niechciany makijaż i sięgnął po telefon, nagle się rozpromieniając. - Za sekundkę wracam - rzucił, najwyraźniej mając zamiar wyjść na korytarz i porozmawiać. Jeszcze w drzwiach Ka-yu usłyszał, jak wokalista mruczy cicho do telefonu "kotku", co niemal zupełnie wyprowadziło go z równowagi.
    A więc Hyde pewnie jest już na miejscu.


***


    Cały spocony, ale szczęśliwy schodził ze sceny po ponad dwugodzinnym występie. Cudem nie pomylił tekstów, bo przez ostatnie kilka piosenek myślami był już przy ukochanym, w jego ramionach. Tęsknił za nim przez ostatni tydzień i gdy udało mu się z nim zobaczyć przez kilka minut tuż przez koncertem, miał wrażenie, że oszaleje ze szczęścia.
    Teraz pobiegł szybko do garderoby, po drodze już rozpinając opinające go ciasno spodnie. Musiał się przebrać i wziąć szybki prysznic, zanim zobaczy się z Hyde, bo ten obiecał mu zabrać go prosto do hotelu. Zrzucił z siebie przepocone ubrania i w samej bieliźnie usiadł przed lustrem, by zmyć makijaż. Co jakiś czas syczał cicho, gdy trafiał wacikiem prosto w oko, ale nie umiał opanować trzęsących się z podniecenia dłoni. Gdy do garderoby dotarła reszta zespołu, Yasu wychodził już spod prysznica i wciągał na siebie czyste ubrania.
    - Gdzie ci się tak spieszy? - zapytał You, podchodząc do chłopaka i pomagając mu wysuszyć ręcznikiem włosy. Yasu spojrzał na niego z wdzięcznością, w czasie gdy sam próbował uporać się skórzaną kurtką.
   - To moja tajemnica. Gdzie Ka-yu? - zapytał głośno, gdy gitarzysta sięgnął po suszarkę. Często zachowywał się jak starszy brat rudowłosego, dlatego nikogo nie dziwiło jego zachowanie.
    - Szedł tutaj z nami... Zapodział się najwyraźniej gdzieś po drodze, ale to przecież duży chłopiec, prawda? - zapytał ze śmiechem Shuji. Wokalista musiał przyznać mu rację, teraz skupiając się raczej na swoim wyglądzie. Z pomocą You już po kilku minutach był gotowy do wyjścia. Sięgnął po swoją torbę i pożegnał się z resztą zespołu, wypadając z garderoby.
     Serce waliło mu jak młotem, gdy niemal biegiem zmierzał w stronę tylnego wyjścia z klubu, gdzie miał na niego czekać Hyde. Na ustach miał już szeroki uśmiech i musiał się pilnować, by nie zacząć piszczeć z radości na jego widok. Miał zamiar dokończyć z ukochanym ostatnie pieszczoty, które zostały im brutalnie przerwane przez jego rodziców.Przed samymi drzwiami przygładził jeszcze włosy i po chwili niepewnie je uchylił, mając nadzieję natrafić wzrokiem na ukochanego.
    Ale Hyde tam nie było.
    Wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się wokoło, mając nadzieję, że mężczyzna wyskoczy gdzieś zza rogu z tym swoim charakterystycznym chichotem, ale nic takiego się nie wydarzyło. Chłopak wziął głęboki wdech i sięgnął po swój telefon, wybierając numer ukochanego. Zaraz usłyszał jednak automatyczną sekretarkę.
    Wrócił do środka, mając złe przeczucia. Przecież Hyde zawsze odpowiadał na jego telefony i był niemal stuprocentowo pewien, że będzie na niego czekał w umówionym miejscu. Ze spuszczoną głową ruszył korytarzem, mając zamiar wyjść głównym wejściem i skierować się ku stacji metra. Patrzył cały czas pod nogi, po drodze omal nie wpadając na otwarte na oścież drzwi kantorka. Zdziwiło go to, bo prawie nigdy nikt go nie używał. Zerknął więc do środka, zaraz potem żałując, że to zrobił.
    Zrobiło mu się słabo.
    Ka-yu przypierał Hyde do ściany i całował go w taki sposób, że Yasu robiło się niedobrze od samego patrzenia. Co gorsza, wokalista również go obejmował i najwyraźniej z zadowoleniem oddawał pocałunki, mając zamknięte oczy. Żaden z nich nie zauważył obecności Yasu, tak bardzo byli zajęci sobą.
     Odwrócił szybko wzrok, czując ból w klatce piersiowej. Wychodząc z pomieszczenia potknął się o mop, który przewracając się zrobił mnóstwo hałasu. Yasu poczuł, jak robi się cały czerwony, miał ochotę stamtąd jak najszybciej uciec, jednak nogi wrosły mu w siebie i stał jak kretyn na środku korytarza, zerkając na całującą się parę przez ramię. Ka-yu i Hyde odkleili się od siebie zaraz po tym, jak mop upadł na podłogę.
    - Y-Yasu... -

10 komentarzy:

  1. TaKtóraPrzezTwojePisanieBędzie16 lutego 2012 19:14

    Lepiej tego rozegrać nie mogłaś!
    Pijany Hyde niesamowicie mi się podoba...:)
    Och rety, rety!
    Początek ostatniej części... zazdroszczę Twojemu Yasu tego szaleńczego zakochania.

    I co mogę powiedzieć jeszcze...
    to było WSPANIAŁE!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Irytujące te zachowania bohaterów w tym rozdziale.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym powiedziała, że intrygujące...

    OdpowiedzUsuń
  4. To brutalne co robi Kazu ._.

    OdpowiedzUsuń
  5. O znów nowy wygląd bloga. Ładny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, cudny szablon!

    OdpowiedzUsuń
  7. Znalazłam twojego bloga przez lasta, przeczytałam wszystkie rozdziały i cóż... Bardzo mi się podoba twój styl pisania, jest bardzo przyjemny w odbiorze i miło się czyta ;) Największą zaletą tego opowiadania jest Yasu <3 Uwielbiam go, a to jak go opisujesz jest czasami trochę wnerwiające, a czasami aż ma się go ochotę wyściskać ^^ Och i Ka-yu - biedny źle ulokował swoje uczucia :( Za to Hyde... niby go lubię, ale tutaj strasznie działa mi na nerwy. Mam nadzieję, że Yasu w końcu przestanie być w niego ślepo zapatrzony i dotrze do niego, że Hyde nie jest w stosunku do niego w porządku.
    Ja chcę, żeby Ka-yu był z Yasu! <3 Hyde nie zasługuje na takiego rozkosznego chłopaka >.<'
    Co do ostatniego rozdziału... to podłe jakim dupkiem jest Hyde, naprawdę. Coraz mniejszą sympatią go darzę, uch. Mam nadzieję, że Yasu mu tego nie wybaczy, jakkolwiek będzie się tłumaczył.
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ^^
    Weny życzę :)
    PS. fajny szablon ^^ Yaaasu <3 xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh, znowu nie ma notki~!

    OdpowiedzUsuń
  9. A mnie się takie plątanie i mieszanie bardzo podoba. Zgadzam się jednak, że to trochę dziwne, że nie-pijany Hyde obściskuje się z Ka-yu, no ale może w kolejnym rozdziale dowiem się więcej <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Biedny Yasu, co raz bardziej mi go szkoda, to się teraz zacznie dramat.

    OdpowiedzUsuń