Rozdział jest bardzo puchaty (ふわふわ, jakby to powiedział Yasu), ale takie właśnie lubię najbardziej i proszę mnie za to nie bić! Rozdział jest o czasie, więc mam nadzieję, że się cieszycie, moje dziubaski. Miłego czytania!
*****
Wracając wspomnieniami do wydarzeń sprzed niecałej godziny na jego policzki wciąż wstępowały ciemne rumieńce, które starał się nieudolnie ukryć, wtulając swoją twarz w szyję Hyde. Jemu samemu wcale to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - tym chętniej przytulał do siebie nagiego Yasu, chcąc go ogrzać swoim ciepłym ciałem. Chłopak uparcie twierdził, że nie chce wsunąć się pod kołdrę. Co z tego, że dostał gęsiej skórki! Uwielbiał, gdy mężczyzna go dotykał i głaskał, więc korzystał z każdej nadarzającej się ku temu okazji.
- Yasu... Może jednak czymś się okryjemy? - zapytał szeptem Hyde, leniwie odgarniając kosmyki włosów z jego ucha i policzka, które znów zaczął muskać palcami. Młodszemu wyjątkowo podobały się te pieszczoty, dlatego burknął coś niewyraźnie z niezadowoleniem i objął kochanka mocniej.
Usłyszał ciche parsknięcie śmiechu ze strony mężczyzny, jemu samemu ciężko było w tym momencie ukryć uśmiech. Czuł się zupełnie swobodnie w jego towarzystwie i nie przeszkadzała mu cisza, co jakiś czas przerywana ich spokojnymi, głębokimi oddechami. Jego serce w dalszym ciągu biło jak oszalałe z radości, jaką niosła bliskość ukochanego. Zawędrował palcami na jego tors, chcąc upewnić się, że Hyde czuje to samo i jest przy nim szczęśliwy.
- Chciałbym cię gdzieś jutro zabrać - mruknął mężczyzna, przerywając w końcu to milczenie, które tak mile pieściło jego uszy, choć głos ukochanego lepiej radził sobie z tym zadaniem. Z początku nie dotarł do niego sens słów Hyde, więc na jego usta ponownie wstąpił uśmiech i obdarzył do delikatnym pocałunkiem w szyję. - Pojedziesz ze mną do Tokio? -
Yasu podniósł głowę i spojrzał na niego nieco zdziwiony, kompletnie nie spodziewając się z jego strony takiej propozycji. Nigdy nie był w stolicy i od dawna marzył o tym, by tam zamieszkać, gdy już zrobi karierę jako wokalista Janne Da Arc. Domyślał się, że Hyde chce pokazać mu swoje mieszkanie oraz by chłopak pomieszkał z nim kilka dni, wobec czego mogliby się codziennie widywać. Mógłby zasypiać i budzić się u jego boku...
- Do Tokio? Ale szkoła... - wymamrotał, zagryzając wargę. Chciał jeszcze wspomnieć o rodzicach i zespole, ale postanowił teraz nie poruszać tego tematu. Gdyby nie fakt, że dopiero za kilka miesięcy skończy naukę, bez zastanowienia przystałby na tę propozycję i zaraz chciałby się pakować.
Mężczyzna oczywiście wyczuł jego zdenerwowanie i objął go zdecydowanie ramieniem, przyciągając Yasu z powrotem do siebie. Niczym nie zrażony przesunął palcami po miękkim policzku rudowłosego i uśmiechnął się ciepło.
- Przecież możesz się nagle poważnie rozchorować, prawda? - zapytał rozbawionym tonem, jednak wciąż biła od niego powaga. Chłopak zamyślił się na moment. Teoretycznie wszyscy nauczyciele przełknęliby tę wymówkę bez żadnych podejrzeń, a on sam nie musiałby przez kilka dni widywać się z Ka-yu, co byłoby mu bardzo na rękę. I nie tylko jemu. Hyde widocznie bardzo chciał go odciągnąć od codzienności, z którą musiał się sam mierzyć przez ostatnie kilkanaście dni. Jedynym problemem była tylko jego matka... - Przekonam ją, kotku - dodał cicho mężczyzna, zupełnie jakby czytał mu w myślach.
- Nie byłbym tego taki pewien - mruknął Yasu, pochmurniejąc nieco. Matka pozwalała mu na wszystko, o ile nie kolidowało to z nauką. Kobieta zawsze miała nadzieję, że w końcu znudzi mu się robienie kariery z zespołem i zajmie się pracą w jakieś nudnej korporacji, gdzie będzie siedział w garniturze za biurkiem.
- Przecież uwielbia moje kobiece wcielenie, prawda? Uśmiechnę się ładnie, zatrzepocę rzęsami i pozwolenie na wyjazd będziesz miał jak w banku, jeszcze kanapki na drogę nam zrobi - wyszeptał mu do ucha Hyde i trącił je wargami, na co Yasu zareagował wdzięcznym miauknięciem, domagając się więcej, jak rozpieszczony kociak.. Mężczyzna chętnie zaczął obsypywać drobnymi pocałunkami płatek ucha swojego kochanka, powoli przenosząc je na policzek chłopaka, aż w końcu dosięgnął jego ust.
- I to już jutro? - zapytał cicho, zanim wokalista go pocałował. Rozchylił wargi, wpuszczając jego język do środka, jednak Hyde nie skorzystał z zaproszenia i w zamian posłał mu ciepły uśmiech.
- Dobrze ci to zrobi,tydzień lub dwa, z dala od tego wszystkiego... Zespołowi nic się nie stanie, jeśli zrobicie sobie przerwę. Bo zgaduję, że i tak od tamtego koncertu nic nie ruszyło z miejsca. Wszyscy ochłoniecie, w Tokio może poznam cię z jakimiś producentami - mruczał cicho mężczyza, kusząc go tymi wszystkimi możliwościami, jakie niósł za sobą ten wyjazd.
Gdyby miał taką możliwość, to wyjechałby z ukochanym do stolicy i nie wracał już do rodzinnego miasta. Jeśli miał być ze sobą szczery, to w Hirakacie trzymał go tylko zespół, którego nie miał zamiaru zostawiać, nie po tym ostatnim paśmie sukcesów. Wierzył w to, że w niedalekiej przyszłości staną się naprawdę popularni, może nawet dorównają L'Arc~en~Ciel. Czasami jednak wciąż widział tę przepaść między nim a Hyde, na płaszczyźnie wokalnej. Czuł się przy nim jak zupełny amator i gdy tylko słuchał jego śpiewu zaczynał wątpić w swoje umiejętności.
- Dwa tygodnie tylko z tobą... - wymamrotał z rozmarzeniem w głosie i wtulił się mocniej w ukochanego. Niczego innego teraz nie pragnął, jak tylko możliwości zatrzymania Hyde tylko dla siebie, choćby na tak krótki okres czasu. Już wyobrażał sobie te wszystkie spacery po mieście, romantyczne kolacje i mile spędzone chwile w łóżku... Znów oblał się intensywnym rumieńcem i przytulił do niego tak, by schować swoją twarz.
- Mam nadzieję, że moi sąsiedzi mi to wybaczą - Hyde zaczął cicho chichotać, jak to miał w zwyczaju, w międzyczasie przewracając już Yasu na plecy i całując jego szyję. Chłopak zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu, czując obezwładniające go podniecenie.
- Kocham cię... - wyszeptał, za moment wydając z siebie cichy jęk, gdy mężczyzna zsunął swoją dłoń między jego uda. Hyde odpowiedział mu czarującym uśmiechem, od którego miękły mu nogi. Odruchowo objął go za szyję i przyciągnął do siebie bliżej, już po chwili zatracając się w przyjemności.
***
Gdy kilkanaście godzin później, następnego dnia, siedział w pociągu razem z Hyde, nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Z ust nie schodził mu teraz szeroki uśmiech, od którego bolały go już policzki, ale niespecjalnie go to martwiło. Nikt nie zwracał na nich szczególnej uwagi, dlatego cały czas trzymał go za rękę, co jakiś czas wbijając w nią lekko paznokcie z podekscytowania.
Nie miał pojęcia, co mężczyzna powiedział jego matce, bo nie było go przy tej rozmowie, ale najważniejsze, że się udało. Wspomniał oczywiście o wyjeździe reszcie zespołu, jednak przeczucie podpowiadało mu, że Ka-yu nie zareaguje dobrze na wieść o tym.
- Za moment będziemy na miejscu - mruknął Hyde, także się uśmiechając. Delikatnie zacisnął swoje palce na jego dłoni, chcąc dać mu w ten sposób do zrozumienia, by się nie denerwował i nie stresował.
Na dźwięk tych słów Yasu poczuł przyjemny ucisk w okolicy podbrzusza. Poprzedniej nocy praktycznie nie spał, mimo próśb ze strony mężczyzny, który dzielnie wytrwał przy nim całą noc przytomny. Chłopak odczuwał co prawda zmęczenie i co chwila przecierał wierzchem wolnej dłoni oczy, ale nie miał jednak ochoty ucinać sobie drzemki, ponieważ chłonął teraz wzrokiem widoki za oknem. W oddali widział już las drapaczy chmur i mniejszych wieżowców, których ilość mu imponowała.
Kiedy Hyde otworzył w końcu drzwi swojego mieszkania, Yasu wszedł do środka oniemiały z zachwytu. Mieściło się na dwunastym piętrze jednego z brzydkich, betonowych, wysokich budynków. Chłopak od razu podbiegł do jednego z dużych okien, które wpuszczały do środka całą masę światła. Widok rozciągającego się pod jego stopami miasta robił wrażenie na rudowłosym, który domyślał się, że okolica wyglądała bajkowo w nocy.
Mężczyzna wykorzystał ten moment nieuwagi Yasu i przykleił się do jego pleców, obejmując go jedną ręką w pasie. Chłopak zamruczał cicho i zerknął na niego przez ramię.
- Podoba ci się? Może chcesz obejrzeć resztę domu, sypialnię? - zapytał cicho, mając na ustach tajemniczy uśmiech, który jednak został szybko rozszyfrowany przez młodszego. Yasu zdjął z siebie jego dłonie i pokręcił głową z rozbawieniem.
- Zboczeniec... Nie wytrzymasz do wieczora? - wymamrotał, siląc się na całkiem poważny ton. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby nie zmęczenie po podróży, to Hyde już zdzierałby z niego poszczególne części garderoby i ciągnął go w stronę łóżka. W końcu byli całkiem sami i nikt nie zamierzał im przeszkadzać przez najbliższych kilka dni.
Wokalista niechętnie odsunął się od niego i rozejrzał po swoim salonie, w którym jak na gust Yasu, panował względny porządek. Pozwolił sobie usiąść na skórzanej kanapie, pasującej do dwóch foteli stacjonujących przy niskim, również czarnym stoliku. Wciąż jednak zerkał w stronę okna, dostrzegając górujący nad najbliższą okolicą diabelski młyn.
- Chodźmy do wesołego miasteczka... - mruknął cicho, wręcz nieśmiało. Nigdy nie był w tego typu miejscu, o czym marzył jako małe dziecko. Poza tym, naoglądał się tych wszystkich romantycznych filmów (tak, Yasu był ich miłośnikiem), gdzie dwójka zakochanych spędzała cały dzień na zabawie w wesołym miasteczku i sam chciał przeżyć coś takiego. Będąc sam na sam z Hyde miał ku temu idealną okazję, w końcu nikt go tutaj nie rozpozna.
Nieco czerwony zerknął na mężczyznę, który wciąż stał przy oknie i wpatrywał się teraz w niego z szerokim uśmiechem. Chłopak nie wiedział, czy Hyde ma teraz ochotę zadrwić sobie z niego i wyśmiać jego pomysł, czy przystanie na propozycję. Po ukochanym mógł się spodziewać wszystkiego, czego nauczył się już przez ostatnie kilka tygodni.
- Dzisiaj? - zapytał w końcu, co Yasu przyjął z ulgą. Pokiwał głową, pełen entuzjazmu. W końcu nie było jeszcze późno i wystarczyło, by wokalista dał mu moment na odświeżenie się i będzie gotów do wyjścia. - No dobrze, księżniczko. Rozumiem, że zjemy coś po drodze? -
- W twojej ulubionej restauracji - mruknął rudowłosy z uśmiechem nie schodzącym z jego warg. Poderwał się z kanapy i złożył na policzku Hyde przelotny pocałunek, zanim zniknął w łazience ze swoją niewielką torbą. Zamykając za sobą drzwi usłyszał jeszcze cichy chichot.
Być może było to egoistyczne z jego strony, ale cieszył się, że ma ukochanego tak blisko i może kontrolować każdy jego ruch, nie musząc zamartwiać się całymi dniami, czy mężczyzna rzeczywiście jest mu wierny i znów ciągnie go do Ka-yu. Nie wyjaśnili sobie do końca tamtej afery, ale skoro Hyde tak się upierał, że to było nieporozumienie i nie chce pamiętać o tamtej chwili słabości, brzydząc się tym co zrobił, Yasu postanowił mu zaufać. Mówi się, że miłość jest ślepa i tak chyba było w tym przypadku - chłopak wolał na pewne sprawy przymknąć oko i pomieszkać teraz z Hyde kilka dni, by utwierdzić się w przekonaniu, że ten pragnie tylko jego i jest mu szczerze oddany.
Ułożył szybko włosy i nałożył delikatny makijaż, chcąc wyglądać dobrze, gdy już wyjdą na ulicę. Powoli wychodziło z niego zmęczenie i widział już lekkie sińce pod oczami z powodu zbyt małej ilości snu, ale postawnowił, że to zignoruje i wyśpi się przy pierwszej lepszej nadarzającej się ku temu okazji. Teraz najważniejszy był ukochany i każda chwila spędzona razem z nim. Uśmiechnął się jeszcze do swojego odbicia w lustrze, starając się nie sprawiać wrażenia zestresowanego tą randką, ale mimo wszystko był lekko poddenerwowany. Co powiedzą ludzie, gdy będą szli ramię w ramię, trzymając się za ręce? Nie miał pojęcia, jak to jest w wielkim mieście. A jeśli ktoś rozpozna Hyde i będzie miał przez to kłopoty?
- Yasu... - rozległ się cichy pomruk tuż za drzwiami łazienki, które po chwili zaskrzypiały i uchyliły się lekko. Hyde zaglądnął do środka i posłał mu buziaka w powietrzu. - No już, wyglądasz seksownie i bosko, jak zawsze. Idziemy? - Wyciągnął w jego stronę dłoń, którą zaraz chwycił chłopak.
***
Wcale mu się to nie podobało. Wiadomość o wyjeździe Yasu do Tokio była tak niespodziewana, Ka-yu nie miał nawet czasu, by zareagować. Kiedy zadzwonił do matki przyjaciela dowiedział się, że tego już nie ma w domu i jest w drodze ze swoją dziewczyną. Kiedy, jak się pogodzili?! To nie trzymało się kupy. Przecież Yasu wszystkich unikał, nie odbierał telefonów, a nagle ucieka z nim do stolicy!
Wyczuwał tutaj jakiś podstęp. Hyde musiał naopowiadać mu niestworzonych rzeczy, jak to zrobi z Yasu gwiazdę rocka i jakie wygodnie życie będą tam razem wiedli, innego wytłumaczenia nie było. Pewnie jeszcze błagał go przy tym na kolanach o wybaczenie, a jego naiwny wokalista mu uwierzył i pewnie zaraz rzucił mu się w ramiona. Typowe.
Nie lubił tego przed sobą przyznawać, ale często denerwowało go zachowanie Yasu. W jego oczach był wyjątkowo zniewieściały i infantylny, zachowywał się wręcz jak cnotliwa nastolatka z tym uczuciem, jakie żywił do Hyde. Dla rudowłosego wszystko musiało kończyć się happy endem; miało być różowo, jak w filmie romantycznym. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że chłopak marzy o typowych, nudnych randkach, trzymaniu się za ręce, niewinnych pocałunkach i innych tego typu bzdurach, zupełnie jakby nie dostrzegał tej brutalności, w jaką obfituje rzeczywistość.
Zmartwiła go nieco reakcja wokalisty po tym, gdy zobaczył go całującego się razem z Hyde, ale dopiero po jakimś czasie dotarło do Ka-yu, że mógł się spodziewać po Yasu takiego zachowania. Że będzie starał się uciec od problemu odcinając się od wszystkich i udając, że miłosny epizod z wokalistą Laruku w ogóle nie miał miejsca. Jak małe dziecko. Nie raz miał ochotę postawić go do pionu i kazać zachowywać się jak facet, a nie cipa. W dodatku zostawiać tak nagle zespół... Jeśli Janne Da Arc się rozpadnie, to tylko i wyłącznie z jego winy.
Mimo wszystko Yasu był mu bliski... bardzo bliski. Każdej nocy rozmyślał, jakby to było, gdyby po tamtym koncercie chłopak nie uparł się, by czekać na Hyde. Nigdy by się nie poznali i wówczas droga do serca rudowłosego stałaby przed Ka-yu otworem. Kto wie, może byliby teraz szczęśliwą parą i być może wokalista już nie raz by mu się oddał... Świadomość, że Hyde sypia z Yasu niezwykle go frustrowała i basista nie raz korzystał z usług hostów, by wyładować na nich swoją wściekłość i podniecenie.
Nie rozumiał, dlaczego były przyjaciel go nie chce. Przecież znali niemal wszystkie swoje sekrety, więc kto jak nie on wiedział najlepiej, czego potrzebuje Yasu? Gdyby tylko się zgodził być jego chłopakiem, Ka-yu z pewnością sam inicjowałby te nudne randki, mógłby mu nawet kupować codziennie kwiaty, gdyby to było konieczne. W końcu, miałby dla siebie to cudne ciałko, które półnagie i spocone mógł podziwiać przy okazji każdego koncertu Janne. Dla takich widoków, zarezerwowanych wyłącznie dla niego, mógłby przeboleć ciągłe przytulanie, pocałunki i powtarzanie co pięć minut kocham cię, bo tak właśnie wyobrażał sobie umawianie się z rudowłosym.
Jeszcze będziesz mój, Yasu.
***
Hyde znów się roześmiał, zerkając na zażenowanego Yasu. Od kilku dobrych minut próbował się uporać z wielką watą cukrową w kolorze pastelowego różu, która częściej zamiast w jego ustach lądowała na policzkach chłopaka. To zaś z kolei wykorzystywał mężczyzna i zlizywał lub scałowywał słodkości z jego zaczerwienionej twarzy, nie zważając zupełnie na ciekawskie spojrzenia przechodniów.
- Wszyscy się gapią... - wymamrotał pod nosem rudowłosy, spuszczając wzrok, gdy Hyde w niezwykle sugestywny sposób przesunął językiem po jego wargach, mrucząc przy tym równie perwersyjnie. Musiał przyznać, że podobała mu się ta cała zabawa, gdyby nie fakt, że odbywało się to na oczach ludzi.
- Niech patrzą i mi zazdroszczą - mruknął rozbawionym tonem wokalista. Zmrużył oczy, gdy zachodzące słońce wyjrzało zza jednego z wieżowców, święcąc teraz prosto na nich. Mimo dość później godziny w wesołym miasteczku wciąż było pełno rozwrzeszczanych dzieci, co nieco psuło im romantyczną atmosferę, podobnie jak karcące spojrzenia ich matek, ale ani Yasu, ani Hyde to nie przeszkadzało.
Zjadł kolejny kęs waty, oczywiście znów brudząc policzki, bo nie posiadał doświadczenia w jedzeniu tego typu rzeczy, w co początkowo nie mógł uwierzyć jego ukochany. Bo jak to, prawie dorosły facet i nigdy nie był w takim miejscu, w życiu nie jadł waty cukrowej? Po tym oświadczeniu Hyde obiecał mu, że przez te kilka dni, które spędzą razem w stolicy, będą nadrabiali wszystkie zaległości, jakie posiada Yasu, co jego samego okropnie krępowało.
- Jutro wybierzemy się razem na zakupy. Oczywiście ja za wszystko zapłacę i nie chcę słyszeć żadnych protestów, zrozumiano? - zapytał z szerokim uśmiechem mężczyzna i leniwie musnął wargami podbródek młodszego, który kończył już jedzenie słodkości. Chłopak przeniósł na niego zdziwione spojrzenie i tym bardziej się zaczerwienił.
- Będzie mi głupio - dodał szybko, zanim Hyde poderwał się z ławki i zaczął go ciągnąć w bliżej nieokreślonym kierunku, a Yasu w ostatniej chwili złapał równowagę. - Gdzie ty... - urwał zaraz, gdy poderwał wzrok w górę. Zbliżali się niebezpiecznie diabelskiego młyna, którego chłopak tak unikał przez cały dzień. Nie zdradził wcześniej ukochanemu, że cierpi na lęk wysokości i samo wyobrażenie tego, jak trzęsłyby mu się nogi w wagoniku napawało go lękiem.
Hyde dostrzegł to trwożne spojrzenie, nie komentując go jednak. Wokalista najwyraźniej już postanowił i nie miał zamiaru pozwolić Yasu na jakiekolwiek protesty. Wyrzucił do pobliskiego kosza patyczek po wacie cukrowej i niemal siłą wepchnął zapierającego się nogami chłopaka do jednej z kabin, uprzednio płacąc za ich bilety. Rudowłosy od razu poczuł, jak ogarnia go panika mimo, że jeszcze nie oderwali się od ziemi. Objął mocno ramię Hyde, gdy już usiedli.
- Strach obleciał? Nie ma się czego bać... - zachichotał mężczyzna i stanowczo objął go swoim ramieniem, przyciągając tym samym jeszcze bliżej, o ile było to możliwe. Yasu było to w zasadzie na rękę, bo czuł się raźniej, mając przy sobie ciepłe ciało ukochanego i jego uspokajający, głęboki głos do dyspozycji. - Chciałem po prostu porozmawiać z tobą na osobności, a te dzieciaki mnie rozpraszają. Nie masz mi tego za złe, prawda? - Zerknął na chłopaka z rozbawieniem i obdarzył jego policzek czułym całusem.
- Ja... nie lubię takich miejsc - wydukał cicho młodszy, niezbyt uspokojony dotykiem ukochanego, gdy wagonik powędrował już w górę. Wiedział, że teoretycznie nic im nie grozi i kabina jest naprawdę stabilna, a widoki zapierające dech w piersiach, lecz on jednak wolał zaciskać powieki i przytulać się mocno do Hyde, modląc się w duchu, by to się już skończyło. Serce biło mu jak oszalałe, kolana zaczęły drżeć. Wokalista gładził go powoli po plecach, zaczepnie zahaczając paznokciami o materiał jego koszulki, jednak Yasu nie reagował. Z tego okropnego letargu wyrwał go dopiero namiętny pocałunek złożony na jego wargach, tak niespodziewany, że przez chwilę zabrakło mu powietrza w płucach. Chłopak odruchowo odwzajemnił tę pieszczotę, prowokując Hyde do kolejnych. Musiał przyznać, że pomysł mężczyzny zadziałał - Yasu zapomniał o bożym świecie, gdy ten całował go gorąco, tak że nie zwrócił nawet uwagi na wędrującą po jego udzie dłoń wokalisty.
- Jesteś moją wisienką na torcie - wyszeptał Hyde, tuż przy jego wargach.
- Wisienką? - wymamrotał cicho rudowłosy wciąż czując, jak kręci mu się w głowie, jednak już nie ze strachu, a z powodu natłoku wrażeń. Podobało mu się to określenie, było takie pieszczotliwe i jednocześnie oryginalne, nie to co te wszystkie kochania, skarby i żabcie.
- Sweet cherry, właśnie tak... Kocham cię, pamiętaj o tym. Może nie powtarzam tego tak często, jakbyś tego chciał, ale możesz być pewien, że dzięki tobie jestem szczęśliwy, Yasu - dodał, znów szeptem, wokalista i zamknął mu usta kolejnym pocałunkiem, tym razem o wiele słodszym i czulszym, niż poprzednie.
- Wszyscy się gapią... - wymamrotał pod nosem rudowłosy, spuszczając wzrok, gdy Hyde w niezwykle sugestywny sposób przesunął językiem po jego wargach, mrucząc przy tym równie perwersyjnie. Musiał przyznać, że podobała mu się ta cała zabawa, gdyby nie fakt, że odbywało się to na oczach ludzi.
- Niech patrzą i mi zazdroszczą - mruknął rozbawionym tonem wokalista. Zmrużył oczy, gdy zachodzące słońce wyjrzało zza jednego z wieżowców, święcąc teraz prosto na nich. Mimo dość później godziny w wesołym miasteczku wciąż było pełno rozwrzeszczanych dzieci, co nieco psuło im romantyczną atmosferę, podobnie jak karcące spojrzenia ich matek, ale ani Yasu, ani Hyde to nie przeszkadzało.
Zjadł kolejny kęs waty, oczywiście znów brudząc policzki, bo nie posiadał doświadczenia w jedzeniu tego typu rzeczy, w co początkowo nie mógł uwierzyć jego ukochany. Bo jak to, prawie dorosły facet i nigdy nie był w takim miejscu, w życiu nie jadł waty cukrowej? Po tym oświadczeniu Hyde obiecał mu, że przez te kilka dni, które spędzą razem w stolicy, będą nadrabiali wszystkie zaległości, jakie posiada Yasu, co jego samego okropnie krępowało.
- Jutro wybierzemy się razem na zakupy. Oczywiście ja za wszystko zapłacę i nie chcę słyszeć żadnych protestów, zrozumiano? - zapytał z szerokim uśmiechem mężczyzna i leniwie musnął wargami podbródek młodszego, który kończył już jedzenie słodkości. Chłopak przeniósł na niego zdziwione spojrzenie i tym bardziej się zaczerwienił.
- Będzie mi głupio - dodał szybko, zanim Hyde poderwał się z ławki i zaczął go ciągnąć w bliżej nieokreślonym kierunku, a Yasu w ostatniej chwili złapał równowagę. - Gdzie ty... - urwał zaraz, gdy poderwał wzrok w górę. Zbliżali się niebezpiecznie diabelskiego młyna, którego chłopak tak unikał przez cały dzień. Nie zdradził wcześniej ukochanemu, że cierpi na lęk wysokości i samo wyobrażenie tego, jak trzęsłyby mu się nogi w wagoniku napawało go lękiem.
Hyde dostrzegł to trwożne spojrzenie, nie komentując go jednak. Wokalista najwyraźniej już postanowił i nie miał zamiaru pozwolić Yasu na jakiekolwiek protesty. Wyrzucił do pobliskiego kosza patyczek po wacie cukrowej i niemal siłą wepchnął zapierającego się nogami chłopaka do jednej z kabin, uprzednio płacąc za ich bilety. Rudowłosy od razu poczuł, jak ogarnia go panika mimo, że jeszcze nie oderwali się od ziemi. Objął mocno ramię Hyde, gdy już usiedli.
- Strach obleciał? Nie ma się czego bać... - zachichotał mężczyzna i stanowczo objął go swoim ramieniem, przyciągając tym samym jeszcze bliżej, o ile było to możliwe. Yasu było to w zasadzie na rękę, bo czuł się raźniej, mając przy sobie ciepłe ciało ukochanego i jego uspokajający, głęboki głos do dyspozycji. - Chciałem po prostu porozmawiać z tobą na osobności, a te dzieciaki mnie rozpraszają. Nie masz mi tego za złe, prawda? - Zerknął na chłopaka z rozbawieniem i obdarzył jego policzek czułym całusem.
- Ja... nie lubię takich miejsc - wydukał cicho młodszy, niezbyt uspokojony dotykiem ukochanego, gdy wagonik powędrował już w górę. Wiedział, że teoretycznie nic im nie grozi i kabina jest naprawdę stabilna, a widoki zapierające dech w piersiach, lecz on jednak wolał zaciskać powieki i przytulać się mocno do Hyde, modląc się w duchu, by to się już skończyło. Serce biło mu jak oszalałe, kolana zaczęły drżeć. Wokalista gładził go powoli po plecach, zaczepnie zahaczając paznokciami o materiał jego koszulki, jednak Yasu nie reagował. Z tego okropnego letargu wyrwał go dopiero namiętny pocałunek złożony na jego wargach, tak niespodziewany, że przez chwilę zabrakło mu powietrza w płucach. Chłopak odruchowo odwzajemnił tę pieszczotę, prowokując Hyde do kolejnych. Musiał przyznać, że pomysł mężczyzny zadziałał - Yasu zapomniał o bożym świecie, gdy ten całował go gorąco, tak że nie zwrócił nawet uwagi na wędrującą po jego udzie dłoń wokalisty.
- Jesteś moją wisienką na torcie - wyszeptał Hyde, tuż przy jego wargach.
- Wisienką? - wymamrotał cicho rudowłosy wciąż czując, jak kręci mu się w głowie, jednak już nie ze strachu, a z powodu natłoku wrażeń. Podobało mu się to określenie, było takie pieszczotliwe i jednocześnie oryginalne, nie to co te wszystkie kochania, skarby i żabcie.
- Sweet cherry, właśnie tak... Kocham cię, pamiętaj o tym. Może nie powtarzam tego tak często, jakbyś tego chciał, ale możesz być pewien, że dzięki tobie jestem szczęśliwy, Yasu - dodał, znów szeptem, wokalista i zamknął mu usta kolejnym pocałunkiem, tym razem o wiele słodszym i czulszym, niż poprzednie.
Yasu dosłownie się rozpływał, nie zwracając najmniejszej uwagi na to, że znajdują się kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Cały świat przestał dla niego istnieć, teraz liczył się tylko Hyde i jego boskie usta oraz obejmującego go silne ramiona. Było jak we śnie.
Jeśli to właśnie było szczęście, to chciał, by trwało wiecznie.
Jeśli to właśnie było szczęście, to chciał, by trwało wiecznie.
Nomnomnomnom, gdzie to romantyczne wyznanie?
OdpowiedzUsuńJej, to chyba twój najlepszy rozdział! Czytałam zapatrzona jak nigdy! Może to czekanie i liczne spoilery... Hmmm... Ale zajebiście, chcę dalej!
już miałam iść spać bo na 8 ma się wykład, ale coś mnie podkusiło by spojrzeń na bloga i tu taka niespodzianka :D ach, najpierw nowa pv'ka live od Wisienek, a zaraz po tym kolejny rozdział :D dziękować bardzo <3
OdpowiedzUsuńco do treści... ten rozdział był... słodki jak tort z wisienką :P przez cały czas jak go czytałam to miałam po prostu banana na twarzy (ale się mój post kulinarny robi~~)
gratuluję Hyde pomysłu nr 1- zabranie yasu do Tokio na jakiś czas oraz pomysłu nr 2- jak zrobić by tasu przestał się bać diabelskiego :D oczywiście też mnie zastanawia jak pan H przekonał mamusię co tylko dokłada węgle do ogniska oczekiwania na część z punktu widzenia Hyde...
jedyne co mnie trochę przeraziło to ta determinacja Kazu... naprawdę zaczęłam się go trochę bać z tym jego - yasu będzie mój- nawet wyobraziłam go sobie z takimi stanowczym wzrokiem płatnego mordercy, który jest pewny tego, że wykona zadanie, że aż mnie ciarki przeszły~~
co do yasu- może i jest zbyt ufny w stosunku do Hyde, ale robi to w taki słodki sposób że nie jestem w stanie się jakoś tym irytować... poza tym przypomina mi pewną osobę, która też kiedyś była pierwszy raz zakochana >>odwraca głowę i patrzy w sufit pogwizdując sobie<<
tak więc mira jest jak najbardziej zadowolona z tego rozdziału i będzie grzecznie czekać te dwa tygodnie na kolejny odcinek :D Powodzenia!
Ty wiesz, że ja cieszę się z każdego rozdziału... ale ten wywołał taaakie ciepełko!
OdpowiedzUsuńRozdział jest puchaty, ale w sposób niezwykle uroczy i całkiem pozbawiony kiczowatego romantyzmu. Ten romantyzm jest... godny pozazdroszczenia! Ach, znaleźć się na miejscu Yasu:3
Wyłoniłaś z Hyde'a wszystko co najlepsze. Ich "pieszczoty" opisałaś w tak delikatny i subtelny sposób, że więcej wyobraźni nie trzeba:)
Naprawdę zazdroszczę Yasu!:) Tego, co on teraz przeżywa...
Postawa Ka-yu bardzo mi się podoba. Taki "pazur" w tej całej miłości. Dobrzeeee, nie będzie za słodko!
Kiedy teraz w oczach stawiam sobie tego aktualnego Ka-yu, to stwierdzam, że nikt nie nadawałby się lepiej do tej sceny:D
I właśnie, pv, Twoje opowiadanie, album. Mam wrażenie, że utopię się w tej rozkoszy...:3
Prześliczny! Najpiękniejszy z tych, które dotychczas napisałaś!
No no no, już nie mogę się doczekać dalszego rozwoju wydarzeń.
OdpowiedzUsuńGdzie kolejny puchaty rozdział?
OdpowiedzUsuńAh, cała niedziela przeznaczona na czytanie!
OdpowiedzUsuńStrasznie spodobało mi się to określenie Yasu wisienką.
Życzę powodzenia w tworzeniu kolejnego wspaniałego rozdziału, który pocieszy nasze oczy.
w jednym z poprzednich wpisów na blogu było napisane, że rozdziały będą wychodzić co dwa tygodnie :P
OdpowiedzUsuńTak puchato mogłoby być zawsze.
OdpowiedzUsuńAch, ja też lubię czasami takie rozdziały, działają bardzo odprężająco ^_^.
OdpowiedzUsuńPoczułam fajny uścisk w żołądku na tą trochę mściwą obietnicę Ka-yu, to brzmi bardzo intrygująco.
No i nabrałam ochoty na... watę! :D :D
Racja, słodki rozdział. :) Takich mogłoby być jeszcze więcej, ale wiem, że to zapewne zapowiedź czegoś dłuższego. ^^ A tak w ogóle ciekawi mnie, kiedy na prawdę zrozumie co czuje do Yasu.
OdpowiedzUsuń