Jeśli ktoś chciałby się wczuć w klimat tego rozdziału, polecam kawałek HYDE >>Shining Over You<<, również ze względu na tekst. A teraz, moje kochane, zapraszam do czytania!
****
Hyde przetarł dłonią oczy i zerknął na telefon, który znów zawibrował oraz zamigotał, obwieszczając przyjście maila. Pewnie od Yasu. Zasypywał go wiadomościami od kilku tygodni, a wokalista czuł się coraz gorzej z faktem, że przez cały ten czas oszukiwał chłopaka. Gdyby tylko mógł, to spędzałby z nim każdą wolną chwilę, mógłby nawet wynająć małe mieszkanie w Hirakacie, by nie nocować tam stale w hotelach; postanowił jednak, że odetnie się od Yasu. Tak będzie lepiej dla nich obu.
Podniósł się powoli z kanapy i sięgnął po aparat, niepewnie otwierając klapkę. Przebiegł szybko wzrokiem po wiadomości od ukochanego, czując lekkie ukłucie w okolicach serca.
Odezwij się, proszę... Kochanie! Zrobiłem coś nie tak, prawda? Przepraszam... Ja się zmienię, zobaczysz! Przyjedź tutaj, potrzebuję Cię.
Nie zrobiłeś niczego złego, pomyślał Hyde. Był idealny. To przy nim wokalista mógł być sobą, bo Yasu akceptował wszystkie jego dziwactwa. Był w niego wpatrzony jak w jakieś bóstwo. Mężczyznę zawsze zadziwiało to, że chłopak spoglądał na niego z niegasnącym, żywym błyskiem w oczach, wyrażającym bezgraniczne oddanie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Yasu zrobiłby dla niego wszystko, skoczyłby za nim nawet w ogień. Przedkładał własne szczęście nad jego. Dlatego też Hyde traktował go jak bezcenny skarb, rozpieszczał, otaczał opieką, co oczywiście zwracało mu się z nadwyżką. W końcu nie na darmo mówi się, że szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.
Wszystko zepsuło się dwa miesiące temu. Gdy Hyde zdał sobie sprawę z tego, że będzie musiał zerwać wszelkie kontakty z ukochanym, by bardziej go nie skrzywdzić, był zrozpaczony. Ostatnie spotkanie z Yasu było dla niego ciężkim przeżyciem. Nie umiał mu powiedzieć prosto w twarz, spoglądając mu w oczy, że prawdopodobnie nidy więcej się nie zobaczą. Choć maskowanie ogarniającego go smutku chyba nie najlepiej mu wychodziło, miał cichą nadzieję, że Yasu nie dostrzegł w jego zachowaniu niczego dziwnego.
Schody zaczęły się dopiero, gdy chłopak zaczął za nim tęsknić. Na początku było jeszcze kilka telefonów, podczas których brunet był wciąż w miarę radosny. Opowiadał Hyde z zapałem, jak to będzie cudownie, gdy mężczyzna znów zjawi się w Hirakacie. Zbliżała się zima, za kilka dni miał spaść pierwszy śnieg. Yasu snuł plany wspólnych spacerów, a później mile spędzonych wieczorów z kubkiem gorącego kakao. Hyde w tym czasie zagryzał mocno wargi i potakiwał cicho, starając się, by chłopak nie usłyszał, jak ten płacze. Dałby wszystko, by móc urzeczywistnić te plany.
Zaprzestał telefonowania, kiedy nie był już w stanie słuchać jego głosu. Uwielbiał go i Yasu doskonale o tym wiedział; często leżeli wtuleni w siebie, a chłopak szeptał lub pomrukiwał cicho, spoglądając w tym czasie na ukochanego z rozkosznym uśmiechem. Hyde musiał przyznać, że Yasu czasem mówił za dużo i nie umiał trzymać języka za zębami, ale miało to swój urok. Wysłuchiwał z uwagą oraz cierpliwością wszystkiego, o czym mu opowiadał. Chłonął każde jego słowo z taką samą przyjemnością, rozkoszował się barwą jego głosu. Brak telefonów był nie tylko sposobem odcięcia się od Yasu, ale także karą dla niego samego. Żałował, że doprowadził do tej sytuacji. Gdyby tylko mógł cofnąć czas...
Z każdym dniem miale od chłopaka stawały się coraz bardziej rozpaczliwe, co odzwierciedlało też stan ducha Hyde. Cierpiał widząc, jak bardzo Yasu za nim tęskni. Doskonale rozumiał zachowanie ukochanego, choć każda kolejna wiadomość była coraz bardziej bolesna. Chłopak musiał odchodzić od zmysłów w samotności, ale tak musiało być. Hyde na niego nie zasługiwał.
Telefon znów zawibrował. Wokalista natychmiast odczytał wiadomość z mocno bijącym sercem. Tak bardzo chciał móc się teraz do niego odezwać. Napisałby mu, że go kocha i wszystko będzie dobrze; że zaraz przyjedzie i utuli go do snu, że nadrobią wszystkie zaległości i będzie jak dawniej.
Hyde, błagam... Kocham Cię...
Wybacz, Yasu. To byłoby zbyt piękne, gdyby nic nie stanęło na drodze do ich szczęścia, gdyby mogli być tylko dla siebie. Ich spotkanie wtedy, po koncercie, nie mogło być dziełem przypadku. Mężczyzna wierzył w zbiegi okoliczności, wierzył w to, że to przeznaczenie popchnęło ich ku sobie. Ale happy endy występują tylko w bajkach lub komediach romantycznych. Teraz będzie musiał zejść na ziemię i zmierzyć się z rzeczywistością, bez ukochanego u boku.
Działo się coś dziwnego. Yasu wyraźnie to czuł. To nie było w stylu Hyde, nie odbierać telefonów i nie odpisywać na wiadomości. Zawsze po jakimś czasie oddzwaniał i przepraszał, przyjeżdżał. Chłopak nie umiał się na niego długo gniewać, więc wszystko szybko wracało do normy, był znów radosny. Teraz godzinami siedział i wpatrywał się w telefon z nadzieją, że ten zawibruje i dostanie choć krótkiego maila od ukochanego.
Może Hyde się nim zwyczajnie znudził? Nie mógł wykluczyć tej możliwości; chłopak nigdy nie uznawał siebie za duszę towarzystwa, raczej ciężko nawiązywał bliższe przyjaźnie, nie mówiąc już o związkach. Pierwszy raz był z kimś na poważnie i wszystko było dla niego nowe. Nowy był też strach o stratę ukochanej osoby. Yasu coraz częściej rozmyślał nad tym, co by zrobił, gdyby Hyde faktycznie powiedział mu, że ma go dosyć. To oznaczałoby koniec wszystkiego, chłopak z pewnością nie umiałby sobie z tym poradzić.
Zawsze miał jednak Ka-yu. Podczas tej nieobecności Hyde bardzo się do siebie zbliżyli. Znów żartowali tak jak dawniej, rozmawiali. Często przesiadywali u siebie w domach, lub w garażu Ka-yu, gdzie mieściło się ich prowizoryczne studio. Nie wiedzieć czemu, basista stał się nagle taki ludzki, nie było w nim już tej wcześniejszej zazdrości. Czyżby pogodził się z faktem, że Yasu należy teraz do Hyde? Jeśli tak, to chłopak był mu naprawdę wdzięczny. Spotkania z nim były przyjemną odskocznią od tkwienia w samotności i tęsknoty za ukochanym.
- Wciąż się nie odezwał? - zapytał pewnego dnia Ka-yu, jakby od niechcenia. Znajdowali się wówczas u niego w pokoju. Basista siedział na podłodze z gitarą, opierając się plecami o łóżko, na którym leżał Yasu z notatnikiem w ręku. Zapisywał tam tekst piosenki, która miała pojawić się na ich nowym singlu, trzecim z kolei. Zazwyczaj nie miał problemów z układaniem słów, teraz jedna miał z tym duże trudności i nie umiał się skupić na swoim zadaniu. Pytanie przyjaciela tym bardziej zbiło go z pantałyku.
- Co...? Nie, nadal nic - mruknął cicho Yasu, bawiąc się teraz ołówkiem. W pewnym momencie przypadkowo przełamał go na pół, a w pokoju rozległ się cichy trzask. Szczątki ołówka były ostre na końcach i w żaden sposób nie można było ich połączyć z powrotem. Chłopak westchnął cicho.
Ka-yu podniósł się z podłogi i usiadł obok niego na łóżku. Rozczochrał mu włosy w czysto przyjacielskim geście, po chwili wciskając jego głowę w poduszkę ze śmiechem. Yasu oczywiście zaraz zaprotestował i wymamrotał coś złowieszczo, zerkając na basistę ze złością.
- Może powinienem tam pojechać? Teraz będą mieli koncert... -
- Gdzie, do Tokio? Nie puszczę cię samego - odparł natychmiastowo Ka-yu i jakby chcąc potwierdzić swoje słowa chwycił Yasu za nadgarstek, przyciągając go bliżej siebie. Wokalista zręcznie wyswobodził się z jego uścisku.
- Nie jestem dzieckiem, trafię chyba do klubu. Poza tym, już tam byłem, znam trochę okolicę. Muszę się z nim zobaczyć... - dodał cicho brunet i zagryzł wargę. Ostatnie zdanie powtarzał dość często w ciągu ostatnich kilku dni. To już dwa miesiące, od kiedy Hyde nie dawał znaku życia, a Yasu z upływem czasu coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że musi coś zrobić, inaczej go straci.
Podniósł się z łóżka i jak gdyby nigdy nic zaczął zbierać do wyjścia. Wciągnął na siebie ciepłą bluzę i sięgnął po torbę, którą miał ze sobą. Ka-yu zerkał na niego z powagą wypisaną na twarzy, najwyraźniej nie chcąc, by Yasu wyruszał w podróż samemu, jednak klamka już zapadła. Nietrudno było przekonać matkę, by puściła go do stolicy, wystarczyło kilka argumentów za tym, jak bardzo tęskni za Hiko, bo przecież dawno się nie widzieli i już miał pozwolenie w kieszeni.
Strach ogarnął go dopiero w pociągu. Przecież Tokio to ogromne miasto, a Yasu znał zaledwie kilka uliczek, nie mówiąc już o tym, że nie bardzo umiał trafić tam z powrotem. Szczęście jednak chciało, że wraz z nim do stolicy podążali inni fani Laruku, wybierający się na sobotni koncert. Yasu oczywiście nie ujawnił im prawdziwego celu swojej podróży, jednak zaznajomił z nimi na tyle, by zechcieli mu pomóc trafić pod klub. A raczej halę koncertową, bo w takim właśnie miejscu miał zagrać zespół Hyde.
Miejsce na balkonie nie było przez niego wymarzonym, jednak z takiej odległości dobrze widział olbrzymie ekrany, na których również pokazywano muzyków w trakcie gry. Gdy wyszli na scenę, Yasu serce zabiło mocniej. Oczywiście ostatni był Hyde. Chłopak zawiesił na nim swój wzrok. Wokalista pod warstwą makijażu w dalszym ciągu skrywał zmęczenie i zdenerwowanie, które towarzyszyło mu dwa miesiące temu, gdy widzieli się po raz ostatni. Uwadze chłopaka nie umknął również fakt, że mężczyźnie kilka razy w trakcie występu załamał się głos. Hyde był wyraźnie nie w formie, mimo to dawał z siebie wszystko, by koncert wypadł jak najlepiej.
To zdenerwowanie udzielało się również Yasu. Chłopak zacisnął mocno dłonie na barierce i wpatrywał się uporczywie w ukochanego, pragnąć być teraz obok niego. Przecież byli tak blisko, dzieliło ich raptem kilkadziesiąt metrów... Wokalista co jakiś czas rozglądał się po publice, zupełnie jakby szukał go wzrokiem. A może jemu się tylko tak wydawało? Serce chłopaka biło jak szalone, chcąc wyrwać się z jego piersi.
Najdroższy...
Gdy koncert dobiegł końca, fani zaczęli powoli kierować się ku wyjściu z loży. Chłopak już wiedział co zrobi, to była jego jedyna szansa. Zaczął przeciskać się w stronę drzwi, przepraszając po drodze wszystkich, a gdy już wydostał się na korytarz, popędził nim w stronę backstage. Tam oczywiście napotkał przeszkodę w postaci ochroniarzy, jednak szybko się opanował, starając zachować zimną krew.
- Słucham? - zapytał jeden z osiłków, skutecznie blokując przejście. Yasu zerknął tęsknie w stronę garderoby i zacisnął na moment wargi. Był tak blisko...
- Ja... Chciałbym się zobaczyć z Hyde - odpowiedział głośno, siląc się na spokój. Gdy drzwi za plecami ochroniarzy uchyliły się, jego serce znów zabiło mocniej. Wśród wychodzących ludzi nie było jednak wokalisty.
- Nikogo nie możemy wpuścić, przykro mi - mruknął mężczyzna, spoglądając na niego z góry. Gdy Yasu przesunął się w bok, by mieć lepszy widok, warknął cicho i spiął mięśnie.
- A nie mógłby pan po niego pójść? Proszę, muszę z nim porozmawiać... Wystarczy pięć minut - jęknął cicho i znów zacisnął wargi, starając się trzymać nerwy na wodzy. Tak bardzo chciał go teraz zobaczyć, przytulić się, powiedzieć mu coś miłego. Hyde wyglądał naprawdę kiepsko tego wieczora. Yasu czuł, że on go potrzebuje, że musi się nim zaopiekować.
- Zjeżdżaj stąd, chyba że wolisz zostać wyniesiony - warknął ponownie ochroniarz i łyknął na niego nieprzyjaźnie. Chłopak oddalił się z miejsca niczym szczeniak z podkulonym ogonem. Nie wiedział, co ma teraz z sobą zrobić. Nie chciał wracać do domu bez niczego, bez rozmowy z ukochanym, w końcu po to tutaj przyjechał.
Pozostało mu więc jedno: udanie się do mieszkania wokalisty. Nie miał pojęcia, w jakiej dzielnicy się znajduje. Odnalezienie go w tej miejskiej dżungli, zwłaszcza teraz, gdy wszystko leżało pod śniegiem, nie będzie wcale takie proste. Chłopak pamiętał jedynie, że w pobliżu jego bloku znajduje się wesołe miasteczko, w którym całkiem niedawno spędzali mile czas. Teraz stanowiło to dla niego punkt zaczepienia. Gdy wsiadł do taksówki, podał kierowcy te niezbyt dokładne instrukcje; o dziwo mężczyzna bez problemu zawiózł go na miejsce.
Ślizgając się na chodniku pokrytym cienką warstewką lodu, Yasu dobrnął w końcu do klatki i zaczął się wspinać po schodach na piętro, na którym mieściło się mieszkanie Hyde. Oczywiście chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzny nie będzie w środku i będzie musiał czekać na niego na korytarzu, ale był gotów koczować tam choćby kilka dni, byleby tylko się z nim zobaczyć. W końcu będzie musiał wrócić do domu. Yasu położył swoją torbę obok drzwi mieszkania i usiadł na niej. Otulił się szczelniej szalikiem i wcisnął w kurtkę, po chwili zamykając oczy.
Był zmęczony podróżą i koncertem, choć pewnie nie tak bardzo, jak ukochany. Mimo to szybko zapał w płytki sen. Głowę opierał o ścianę, uprzednio zarzucając na nią kaptur kurtki. W budynku nie było zimno, nie docierał tutaj mroźny wiatr szalejący na zewnątrz, ale nie można też było powiedzieć, by na korytarzu było ciepło. Yasu dotkliwie odczuwał każdą zmianę temperatury, więc teraz dokuczał mu chłód. Gdzieś nad ranem przebudził się i wyciągnął z torby bluzę, również się nią okrywając.
Ze snu wyrwały go na dobre dopiero kroki na schodach. Chłopak jak na komendę usiadł prosto pod ścianą i zerknął w tamtą stronę, choć wciąż był jeszcze zaspany. Dopiero gdy się poruszył zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo było mu niewygodnie; większość mięśni zdrętwiała i czuł się obolały. Zaraz jednak o tym zapomniał, bo w korytarzu stanął nie kto inny, jak Hyde we własnej osobie.
Yasu na pierwszy rzut oka stwierdził, że mężczyzna nie jest pijany, co przyniosło mu sporą ulgę. Nie chciałby z nim rozmawiać, gdy ukochany był w takim stanie, bo oczywiście niczego by od niego nie wyciągnął.
Wokalista był wyraźnie zszokowany obecnością chłopaka w takim miejscu. Omal nie wypuścił z dłoni sporej torby z, jak się domyślał Yasu, podarunkami od fanów. Wyraźnie się spiął i zagryzł nerwowo wargę, najwyraźniej pragnąc uniknąć konfrontacji, jednak ta była nieunikniona. Niepewnie podszedł bliżej.
- Yasu... Co ty tutaj robisz? - wymamrotał w roztargnieniu, szukając po kieszeniach kluczy od mieszkania. Chłopak w tym czasie podniósł się z podłogi i zaraz wydobył z tynej kieszeni jego jeansów breloczek, do którego był przyczepiony klucz; zawsze go tam chował. Mężczyzna natychmiast mu go zabrał, nieco zażenowany i otworzył drzwi, oczywiście przepuszczając Yasu przodem.
- Byłem wczoraj na koncercie. Chciałem cię zobaczyć, ale nikt nie chciał mnie wpuścić na backstage, więc czekałem na ciebie tutaj... - odparł prostolinijnie chłopak i potarł o siebie zimne dłonie, chcąc je nieco rozgrzać. W mieszkaniu mężczyzny było zdecydowanie cieplej, niż na korytarzu.
- Pewnie zmarzłeś, głuptasku. Trzeba było posiedzieć w jakieś kawiarni, albo nawet hotelu... Zdejmij kurtkę - mruknął Hyde, gdy już położył torbę na kanapie. Nie patrzył na niego, jakby się czegoś obawiał. Yasu dziwiło to zachowanie. Mężczyzna zniknął na moment w sypialni, skąd przyniósł dla niego koc. Okrył nim ramiona chłopaka, podczas gdy na jego twarzy nie zagościł nawet cień uśmiechu. - Zrobię ci herba... -
Yasu objął ukochanego mocno w pasie i wtulił w niego. Nie miał pojęcia, czy trzęsie się jeszcze z zimna, czy z nadmiaru emocji. Zamknął oczy i oparł podbródek na ramieniu Hyde. Od razu uderzył go zapach perfum mężczyzny, który tak uwielbiał i który go uspokajał. Przesunął powoli palcami po jego plecach i mimowolnie uśmiechnął, bo w jego sercu w końcu zagościł spokój.
Ale Hyde nie odwzajemnił tego gestu. Objął go tak jakoś niezgrabnie i poklepał po plecach w przyjacielskim geście, cały czas milcząc. Yasu zacisnął wargi i spojrzał na niego pytająco. To nie był ten sam ciepły, czuły mężczyzna, w którym był po uszy zakochany. Teraz był zimny, wręcz odpychający. W jego spojrzeniu chłopak dostrzegł lodowatą pustkę, aż się wzdrygnął.
- Tęskniłem za tobą, kochanie... Przepraszam, ja wiem, że miałeś dużo pracy i nie powinienem ci przeszkadzać, ale nie mogłem dłużej wytrzymać bez ciebie. Nie odbierałeś nawet moich telefonów - dodał zbolałym tonem i zacisnął mocno dłonie na materiale jego koszuli, w dalszym ciągu wpatrując się prosto w jego oczy.
- Musimy porozmawiać, Yasu - mruknął cicho Hyde i odsunął się od chłopaka. Usiadł na kanapie i wskazał mu miejsce obok. Przez ciało bruneta przeszły dreszcze. Nie podobał mu się ton głosu ukochanego. Był taki... obcy. Yasu zupełnie go nie poznawał. Mimo to posłusznie usiadł obok niego na sofie, tym razem trzymając ręce przy sobie, by go przypadkiem nie zdenerwować swoim zachowaniem. Owinął się szczelniej kocem i czekał.
Długie minuty mijały, a Hyde w dalszym ciągu milczał. Yasu ciągle bił się z myślami, nie był pewien, czy może go dotknąć, przytulić się. Zerkał na niego z lękiem, bojąc się tego, co chce mu powiedzieć ukochany.
Znudził się mną.
- Skarbie... - zaczął Yasu niepewnie i sięgnął po jego dłoń.
- Ja... Ja jestem zaręczony - powiedział cicho Hyde, nie patrząc na niego. Chłopakowi zrobiło się nagle duszno, poczuł nieprzyjemny ucisk w brzuchu. Nie dotarło do niego to, co właśnie wyznał mu ukochany.
- C-co? -
- Za miesiąc biorę ślub. Wybacz, że dopiero teraz cię o tym informuję, nie miałem zamiaru tak długo tego ukrywać. Wszyscy w branży już wiedzą, a ja nie wiedziałem, jak ci to powiedzieć... -
Teraz czuł się tak, jakby dostał czymś ciężkim w głowę. Patrzył na Hyde zupełnie osłupiały, jakby rzeczywiście nie rozumiał ani słowa. Duchota stawała się nie do zniesienia. Yasu nabierał łapczywie powietrza do płuc, jego ręce zaczęły drżeć, tym razem już nie z zimna. Poczuł, jak robi sie czerwony na twarzy ze zdenerwowania i bezsilności. Ślub? Jaki ślub? Z kim? Dlaczego? W jego głowie kłębiło się mnóstwo myśli i pytań, na które nie umiał sobie odpowiedzieć. Nie był też w stanie zadać ich Hyde, bo głos uwiązł mu w gardle. Miał ochotę się rozpłakać, ale w tym momencie obiecał sobie, że nie zrobi tego przy nim.
- Żenię się z Megumi. Tak wygląda - mruknął mężczyzna, po czym sięgnął po leżącą na stoliku, obok wazonu z kwiatami, ramkę ze zdjęciem. Na fotografii widniał Hyde obejmujący ramieniem niższą od niego ładną brunetkę, która uśmiechała się promiennie. Wyglądali razem na szczęśliwych. To go zabolało. Oni nie mieli wspólnego zdjęcia, wokalista nie miał też zamiaru chwalić się ich związkiem.
Zerkał na zdjęcie przez kilka ciągnących się w nieskończoność sekund, potem odwrócił wzrok. Dlaczego mu to pokazywał? Yasu wolał nie wiedzieć, jak wygląda ta kobieta. Czyżby Hyde chciał mu dać wyraźnie do zrozumienia, że jest od niego w czymś lepsza? Upokorzyć go w ten sposób?
- Myślałem, że uda mi się w tobie zakochać... Wówczas zerwałbym te zaręczyny. Pomyliłem się jednak. Kocham Megumi, Yasu. Nie żałuję naszego romansu i mam nadzieję, że ty też nie... -
Tego już było dla niego za wiele. Yasu poderwał się z kanapy i potykając o własne nogi rzucił się w stronę drzwi, po drodze wciągając na siebie kurtkę, która leżała na oparciu fotela. Drżącymi rękami zaczął ją zapinać, nie obyło się bez przycięcia palców, ale teraz się tym nie przejmował. Owinął wokół szyi szalik i już sięgał po torbę, z jedną ręką na klamce. Nie chciał pozostawać tutaj ani chwili dłużej.
Jego serce krwawiło. Romans? Tak właśnie określił ostatnie kilka miesięcy, najpiękniejszy okres w życiu Yasu. Więc był dla niego nikim więcej, jak tylko weekendowym kochankiem. Jaki on był naiwny. Naprawdę uważał, że Hyde go kocha, zwłaszcza po tygodniu spędzonym tutaj, w Tokio. Dlaczego wcześniej nie zauważył, że jest dla niego tylko zabawką?
- Yasu... - Mężczyzna wstał i podszedł do niego, niepewnie kładąc mu dłoń na ramieniu. - Wybacz mi. Nie chciałem tego kończyć w ten sposób... -
- Nie dotykaj mnie! - pisnął histerycznym tonem i cofnął się kilka kroków do tyłu. Wcisnął nos w szalik, a twarz schował za długą grzywką, tak by Hyde nie mógł dostrzec mokrych policzków. Znów było mu duszno, tak że niemalże nie mógł oddychać. Silny ból w klatce piersiowej sprawiał, że Yasu zrobiło się słabo i ledwie trzymał się na nogach. Cofnął się jeszcze o krok, trafiając plecami na ścianę. Oparł się o nią i zaczął uparcie wpatrywać w swoje buty. Nie pociągał nosem, ani nie ocierał łez, nie na jego oczach.
- Przepraszam. Zamówić ci taksówkę? - zapytał cicho wokalista. Chłopak cały czas czuł na sobie jego wzrok. Żałował, że tutaj przyjechał. Miał nadzieję spędzić z ukochanym kilka dni, nadrobić zaległości, a tymczasem miał już wracać do domu? Mimo to pragnął znaleźć się już w pociągu, by wkrótce znaleźć się w swoim pokoju i nie wychodzić z niego przez najbliższy miesiąc.
Naciągnął na głowę kaptur i znów ruszył do drzwi. Stojąc u progu posłał mu ostatnie spojrzenie. Twarz Hyde nie wyrażała żadnych emocji, nie było tam miejsca nawet na wyrzuty sumienia, czy smutek. Mężczyzna odprowadzał wzrokiem, najwyraźniej nie mając odwagi, by dodać cokolwiek. Yasu zacisnął wargi i wyszedł z mieszkania, zamykając za sobą cicho drzwi. Zbiegł po schodach i dopiero gdy znalazł się na zewnątrz zdołał wziąć głęboki oddech. Mroźne powietrze wdarło się do jego płuc, tak ostre, że każdy oddech był bolesny.
Wszedł do pierwszej lepszej kawiarni, gdzie usiał przy stoliku i zamówił mocną kawę. Oparł się łokciami o blat i schował twarz w dłoniach, dopiero teraz dając ujście wszystkim emocjom kłębiącym się w nim od jakiegoś czasu. Płakał cicho, tak by nikt inny go nie usłyszał. Nie chciał zwracać na siebie uwagi, ani też przeszkadzać innym klientom. Był zły na siebie, zastanawiał się, gdzie popełnił błąd.
Dlaczego nie był w stanie rozkochać w sobie Hyde? Dlaczego mężczyzna postanowił szukać szczęścia w objęciach kogoś innego? W dodatku kobiety. To bolało go najbardziej. Niczego nie rozumiał. Sądził, że Hyde woli mężczyzn, że on sam go pociąga... Najwyraźniej było inaczej. Dlaczego dowiedział się o wszystkim ostatni? Bał się dopuścić do siebie myśl, że gdyby nie jego własna determinacja, być może dowiedziałby się wszystkiego już po fakcie, kiedy Hyde byłby po ślubie. I to z jakichś brukowców, bo przecież ukochany wcale nie miał zamiaru go o tym poinformować.
Dlaczego?
Nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z domu w taką pogodę. Na zewnątrz prószył śnieg, co przy dość silnym wietrze ograniczało widoczność do minimum. Dodatkowo oblodzone chodniki również nie zachęcały do spacerów. Jednak gdy otrzymał telefon od pani Hayashi, że coś niedobrego dzieje się z Yasu, natychmiast wybiegł z domu, przednio wciągając na siebie ciepłą kurtkę. Dowiedział się, że chłopak od kilku dni nie wychodzi z pokoju i nie chce jeść. Faktycznie, wokalista nie zjawiał się ani w szkole, ani na próbach, ale nie wzbudzało to u Ka-yu żadnych podejrzeń - przecież równie dobrze mógł się przeziębić.
Jego matka nie dzwoniłaby bez powodu. Właściwie nigdy wcześniej tego nie zrobiła, więc basista zrozumiał, że było to coś poważnego. Oczywiście mógłby wziąć autobus i podjechać dwa przystanki do domu państwa Hayashi, jednak Ka-yu zamiast tego wolał puścić się biegiem w tym kierunku. Co prawda po drodze kilka razy omal nie połamał kończyn, ale znalazł by się przy Yasu choćby w kilku kawałkach. Chłopak był teraz najważniejszy.
- Matsumoto-kun! Nie sądziłam, że tak szybko się zjawisz... - powiedziała szczerze zaskoczona kobieta, gdy otwierała mu drzwi. Ka-yu przed wejściem otrzepał się ze śniegu i wszedł do środka. Podał jej swoją kurtkę i pospiesznie zrzucił ze stóp buty, przed wbiegnięciem na schody potarł swoje dłonie, by nie nieco rozgrzać; wiecznie zapominał zabierać ze sobą rękawiczki. - Nie mówiłam mu, że przyjdziesz. Yasu chyba śpi - dodała jeszcze jego matka, wyraźnie zaniepokojona, zanim basista zdążył wejść na piętro.
Yasu miałby spać o tej porze? To nie w jego stylu. Ka-yu miał złe przeczucia. Uchylił niepewnie drzwi jego pokoju i wsunął głowę do środka. Nie musiał przekraczać progu, by wiedzieć, co się stało. Na jego usta mimowolnie wpełzł szeroki uśmiech.
Ze ścian zniknęły wszelkie plakaty i wycinki z gazet na temat L'Arc~en~Ciel. Nie było po nich nawet śladu. Pomieszczenie odzyskało swój wygląd sprzed dwóch lat; znów było schludne i czyste. Dzięki temu pedantycznemu porządkowi pokój przypominał szpital, pusty, bez cienia życia. Chory leżał na łóżku, zerkając w stronę drzwi.
Jego wzrok był równie pusty i pozbawiony wyrazu. Yasu przyciskał do siebie poduszkę, na której zaciskał mocno palce, tak że widać było zbielałe ścięgna. Na stoliku nocnym leżał talerz z nietkniętym posiłkiem, na biurku kolejny. Chłopak był blady jak duch, najwyraźniej wycieńczony przez kilka dni bez jedzenia.
A więc go zostawił. Co za skurwysyn. Wcześniejsza euforia gdzieś wyparowała, ustępując miejsca wściekłości. Niech Ka-yu go tylko dorwie... Będą zdrapywać Hyde ze ścian. Swoją drogą basista nie spodziewał się, że Yasu tak źle to przyjmie i będzie przeżywał od tygodnia, jakby mu ktoś umarł.
Podszedł bliżej i usiadł na brzegu łóżka, ostrożnie, jakby nie chciał spłoszyć Yasu. Chłopak poruszył się niespokojnie i zamknął oczy, gdy basista pogładził go włosach w pieszczotliwym geście. Zaczął je powoli przeczesywać, jakby w dalszym ciągu nie był pewien, czy ma na to przyzwolenie. Yasu równie dobrze mógł chcieć z kimś pobyć, jak i wyrzucić do za drzwi z płaczem.
Ku jego zdziwieniu chłopak powoli się podniósł, jednak tylko po to, by położyć mu swoją głowę na kolanach. Basista usłyszał ciche pociągnięcie nosem. Więc jednak będzie się rozklejał. Dobrze. Niech płacze ile chce. W tym momencie Ka-yu postanowił, że nigdy nie doprowadzi go do płaczu, na pewno nie ze swojej winy. Wiedział, że Yasu już jest jego, bo tylko w nim wokalista miał teraz oparcie.
- Już dobrze... - mruknął cicho ciemnowłosy, nadal głaszcząc chłopaka po włosach. - Zaopiekuję się tobą, Yasu -
Podniósł się powoli z kanapy i sięgnął po aparat, niepewnie otwierając klapkę. Przebiegł szybko wzrokiem po wiadomości od ukochanego, czując lekkie ukłucie w okolicach serca.
Odezwij się, proszę... Kochanie! Zrobiłem coś nie tak, prawda? Przepraszam... Ja się zmienię, zobaczysz! Przyjedź tutaj, potrzebuję Cię.
Nie zrobiłeś niczego złego, pomyślał Hyde. Był idealny. To przy nim wokalista mógł być sobą, bo Yasu akceptował wszystkie jego dziwactwa. Był w niego wpatrzony jak w jakieś bóstwo. Mężczyznę zawsze zadziwiało to, że chłopak spoglądał na niego z niegasnącym, żywym błyskiem w oczach, wyrażającym bezgraniczne oddanie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Yasu zrobiłby dla niego wszystko, skoczyłby za nim nawet w ogień. Przedkładał własne szczęście nad jego. Dlatego też Hyde traktował go jak bezcenny skarb, rozpieszczał, otaczał opieką, co oczywiście zwracało mu się z nadwyżką. W końcu nie na darmo mówi się, że szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.
Wszystko zepsuło się dwa miesiące temu. Gdy Hyde zdał sobie sprawę z tego, że będzie musiał zerwać wszelkie kontakty z ukochanym, by bardziej go nie skrzywdzić, był zrozpaczony. Ostatnie spotkanie z Yasu było dla niego ciężkim przeżyciem. Nie umiał mu powiedzieć prosto w twarz, spoglądając mu w oczy, że prawdopodobnie nidy więcej się nie zobaczą. Choć maskowanie ogarniającego go smutku chyba nie najlepiej mu wychodziło, miał cichą nadzieję, że Yasu nie dostrzegł w jego zachowaniu niczego dziwnego.
Schody zaczęły się dopiero, gdy chłopak zaczął za nim tęsknić. Na początku było jeszcze kilka telefonów, podczas których brunet był wciąż w miarę radosny. Opowiadał Hyde z zapałem, jak to będzie cudownie, gdy mężczyzna znów zjawi się w Hirakacie. Zbliżała się zima, za kilka dni miał spaść pierwszy śnieg. Yasu snuł plany wspólnych spacerów, a później mile spędzonych wieczorów z kubkiem gorącego kakao. Hyde w tym czasie zagryzał mocno wargi i potakiwał cicho, starając się, by chłopak nie usłyszał, jak ten płacze. Dałby wszystko, by móc urzeczywistnić te plany.
Zaprzestał telefonowania, kiedy nie był już w stanie słuchać jego głosu. Uwielbiał go i Yasu doskonale o tym wiedział; często leżeli wtuleni w siebie, a chłopak szeptał lub pomrukiwał cicho, spoglądając w tym czasie na ukochanego z rozkosznym uśmiechem. Hyde musiał przyznać, że Yasu czasem mówił za dużo i nie umiał trzymać języka za zębami, ale miało to swój urok. Wysłuchiwał z uwagą oraz cierpliwością wszystkiego, o czym mu opowiadał. Chłonął każde jego słowo z taką samą przyjemnością, rozkoszował się barwą jego głosu. Brak telefonów był nie tylko sposobem odcięcia się od Yasu, ale także karą dla niego samego. Żałował, że doprowadził do tej sytuacji. Gdyby tylko mógł cofnąć czas...
Z każdym dniem miale od chłopaka stawały się coraz bardziej rozpaczliwe, co odzwierciedlało też stan ducha Hyde. Cierpiał widząc, jak bardzo Yasu za nim tęskni. Doskonale rozumiał zachowanie ukochanego, choć każda kolejna wiadomość była coraz bardziej bolesna. Chłopak musiał odchodzić od zmysłów w samotności, ale tak musiało być. Hyde na niego nie zasługiwał.
Telefon znów zawibrował. Wokalista natychmiast odczytał wiadomość z mocno bijącym sercem. Tak bardzo chciał móc się teraz do niego odezwać. Napisałby mu, że go kocha i wszystko będzie dobrze; że zaraz przyjedzie i utuli go do snu, że nadrobią wszystkie zaległości i będzie jak dawniej.
Hyde, błagam... Kocham Cię...
Wybacz, Yasu. To byłoby zbyt piękne, gdyby nic nie stanęło na drodze do ich szczęścia, gdyby mogli być tylko dla siebie. Ich spotkanie wtedy, po koncercie, nie mogło być dziełem przypadku. Mężczyzna wierzył w zbiegi okoliczności, wierzył w to, że to przeznaczenie popchnęło ich ku sobie. Ale happy endy występują tylko w bajkach lub komediach romantycznych. Teraz będzie musiał zejść na ziemię i zmierzyć się z rzeczywistością, bez ukochanego u boku.
***
Działo się coś dziwnego. Yasu wyraźnie to czuł. To nie było w stylu Hyde, nie odbierać telefonów i nie odpisywać na wiadomości. Zawsze po jakimś czasie oddzwaniał i przepraszał, przyjeżdżał. Chłopak nie umiał się na niego długo gniewać, więc wszystko szybko wracało do normy, był znów radosny. Teraz godzinami siedział i wpatrywał się w telefon z nadzieją, że ten zawibruje i dostanie choć krótkiego maila od ukochanego.
Może Hyde się nim zwyczajnie znudził? Nie mógł wykluczyć tej możliwości; chłopak nigdy nie uznawał siebie za duszę towarzystwa, raczej ciężko nawiązywał bliższe przyjaźnie, nie mówiąc już o związkach. Pierwszy raz był z kimś na poważnie i wszystko było dla niego nowe. Nowy był też strach o stratę ukochanej osoby. Yasu coraz częściej rozmyślał nad tym, co by zrobił, gdyby Hyde faktycznie powiedział mu, że ma go dosyć. To oznaczałoby koniec wszystkiego, chłopak z pewnością nie umiałby sobie z tym poradzić.
Zawsze miał jednak Ka-yu. Podczas tej nieobecności Hyde bardzo się do siebie zbliżyli. Znów żartowali tak jak dawniej, rozmawiali. Często przesiadywali u siebie w domach, lub w garażu Ka-yu, gdzie mieściło się ich prowizoryczne studio. Nie wiedzieć czemu, basista stał się nagle taki ludzki, nie było w nim już tej wcześniejszej zazdrości. Czyżby pogodził się z faktem, że Yasu należy teraz do Hyde? Jeśli tak, to chłopak był mu naprawdę wdzięczny. Spotkania z nim były przyjemną odskocznią od tkwienia w samotności i tęsknoty za ukochanym.
- Wciąż się nie odezwał? - zapytał pewnego dnia Ka-yu, jakby od niechcenia. Znajdowali się wówczas u niego w pokoju. Basista siedział na podłodze z gitarą, opierając się plecami o łóżko, na którym leżał Yasu z notatnikiem w ręku. Zapisywał tam tekst piosenki, która miała pojawić się na ich nowym singlu, trzecim z kolei. Zazwyczaj nie miał problemów z układaniem słów, teraz jedna miał z tym duże trudności i nie umiał się skupić na swoim zadaniu. Pytanie przyjaciela tym bardziej zbiło go z pantałyku.
- Co...? Nie, nadal nic - mruknął cicho Yasu, bawiąc się teraz ołówkiem. W pewnym momencie przypadkowo przełamał go na pół, a w pokoju rozległ się cichy trzask. Szczątki ołówka były ostre na końcach i w żaden sposób nie można było ich połączyć z powrotem. Chłopak westchnął cicho.
Ka-yu podniósł się z podłogi i usiadł obok niego na łóżku. Rozczochrał mu włosy w czysto przyjacielskim geście, po chwili wciskając jego głowę w poduszkę ze śmiechem. Yasu oczywiście zaraz zaprotestował i wymamrotał coś złowieszczo, zerkając na basistę ze złością.
- Może powinienem tam pojechać? Teraz będą mieli koncert... -
- Gdzie, do Tokio? Nie puszczę cię samego - odparł natychmiastowo Ka-yu i jakby chcąc potwierdzić swoje słowa chwycił Yasu za nadgarstek, przyciągając go bliżej siebie. Wokalista zręcznie wyswobodził się z jego uścisku.
- Nie jestem dzieckiem, trafię chyba do klubu. Poza tym, już tam byłem, znam trochę okolicę. Muszę się z nim zobaczyć... - dodał cicho brunet i zagryzł wargę. Ostatnie zdanie powtarzał dość często w ciągu ostatnich kilku dni. To już dwa miesiące, od kiedy Hyde nie dawał znaku życia, a Yasu z upływem czasu coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że musi coś zrobić, inaczej go straci.
Podniósł się z łóżka i jak gdyby nigdy nic zaczął zbierać do wyjścia. Wciągnął na siebie ciepłą bluzę i sięgnął po torbę, którą miał ze sobą. Ka-yu zerkał na niego z powagą wypisaną na twarzy, najwyraźniej nie chcąc, by Yasu wyruszał w podróż samemu, jednak klamka już zapadła. Nietrudno było przekonać matkę, by puściła go do stolicy, wystarczyło kilka argumentów za tym, jak bardzo tęskni za Hiko, bo przecież dawno się nie widzieli i już miał pozwolenie w kieszeni.
Strach ogarnął go dopiero w pociągu. Przecież Tokio to ogromne miasto, a Yasu znał zaledwie kilka uliczek, nie mówiąc już o tym, że nie bardzo umiał trafić tam z powrotem. Szczęście jednak chciało, że wraz z nim do stolicy podążali inni fani Laruku, wybierający się na sobotni koncert. Yasu oczywiście nie ujawnił im prawdziwego celu swojej podróży, jednak zaznajomił z nimi na tyle, by zechcieli mu pomóc trafić pod klub. A raczej halę koncertową, bo w takim właśnie miejscu miał zagrać zespół Hyde.
Miejsce na balkonie nie było przez niego wymarzonym, jednak z takiej odległości dobrze widział olbrzymie ekrany, na których również pokazywano muzyków w trakcie gry. Gdy wyszli na scenę, Yasu serce zabiło mocniej. Oczywiście ostatni był Hyde. Chłopak zawiesił na nim swój wzrok. Wokalista pod warstwą makijażu w dalszym ciągu skrywał zmęczenie i zdenerwowanie, które towarzyszyło mu dwa miesiące temu, gdy widzieli się po raz ostatni. Uwadze chłopaka nie umknął również fakt, że mężczyźnie kilka razy w trakcie występu załamał się głos. Hyde był wyraźnie nie w formie, mimo to dawał z siebie wszystko, by koncert wypadł jak najlepiej.
To zdenerwowanie udzielało się również Yasu. Chłopak zacisnął mocno dłonie na barierce i wpatrywał się uporczywie w ukochanego, pragnąć być teraz obok niego. Przecież byli tak blisko, dzieliło ich raptem kilkadziesiąt metrów... Wokalista co jakiś czas rozglądał się po publice, zupełnie jakby szukał go wzrokiem. A może jemu się tylko tak wydawało? Serce chłopaka biło jak szalone, chcąc wyrwać się z jego piersi.
Najdroższy...
Gdy koncert dobiegł końca, fani zaczęli powoli kierować się ku wyjściu z loży. Chłopak już wiedział co zrobi, to była jego jedyna szansa. Zaczął przeciskać się w stronę drzwi, przepraszając po drodze wszystkich, a gdy już wydostał się na korytarz, popędził nim w stronę backstage. Tam oczywiście napotkał przeszkodę w postaci ochroniarzy, jednak szybko się opanował, starając zachować zimną krew.
- Słucham? - zapytał jeden z osiłków, skutecznie blokując przejście. Yasu zerknął tęsknie w stronę garderoby i zacisnął na moment wargi. Był tak blisko...
- Ja... Chciałbym się zobaczyć z Hyde - odpowiedział głośno, siląc się na spokój. Gdy drzwi za plecami ochroniarzy uchyliły się, jego serce znów zabiło mocniej. Wśród wychodzących ludzi nie było jednak wokalisty.
- Nikogo nie możemy wpuścić, przykro mi - mruknął mężczyzna, spoglądając na niego z góry. Gdy Yasu przesunął się w bok, by mieć lepszy widok, warknął cicho i spiął mięśnie.
- A nie mógłby pan po niego pójść? Proszę, muszę z nim porozmawiać... Wystarczy pięć minut - jęknął cicho i znów zacisnął wargi, starając się trzymać nerwy na wodzy. Tak bardzo chciał go teraz zobaczyć, przytulić się, powiedzieć mu coś miłego. Hyde wyglądał naprawdę kiepsko tego wieczora. Yasu czuł, że on go potrzebuje, że musi się nim zaopiekować.
- Zjeżdżaj stąd, chyba że wolisz zostać wyniesiony - warknął ponownie ochroniarz i łyknął na niego nieprzyjaźnie. Chłopak oddalił się z miejsca niczym szczeniak z podkulonym ogonem. Nie wiedział, co ma teraz z sobą zrobić. Nie chciał wracać do domu bez niczego, bez rozmowy z ukochanym, w końcu po to tutaj przyjechał.
Pozostało mu więc jedno: udanie się do mieszkania wokalisty. Nie miał pojęcia, w jakiej dzielnicy się znajduje. Odnalezienie go w tej miejskiej dżungli, zwłaszcza teraz, gdy wszystko leżało pod śniegiem, nie będzie wcale takie proste. Chłopak pamiętał jedynie, że w pobliżu jego bloku znajduje się wesołe miasteczko, w którym całkiem niedawno spędzali mile czas. Teraz stanowiło to dla niego punkt zaczepienia. Gdy wsiadł do taksówki, podał kierowcy te niezbyt dokładne instrukcje; o dziwo mężczyzna bez problemu zawiózł go na miejsce.
Ślizgając się na chodniku pokrytym cienką warstewką lodu, Yasu dobrnął w końcu do klatki i zaczął się wspinać po schodach na piętro, na którym mieściło się mieszkanie Hyde. Oczywiście chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzny nie będzie w środku i będzie musiał czekać na niego na korytarzu, ale był gotów koczować tam choćby kilka dni, byleby tylko się z nim zobaczyć. W końcu będzie musiał wrócić do domu. Yasu położył swoją torbę obok drzwi mieszkania i usiadł na niej. Otulił się szczelniej szalikiem i wcisnął w kurtkę, po chwili zamykając oczy.
Był zmęczony podróżą i koncertem, choć pewnie nie tak bardzo, jak ukochany. Mimo to szybko zapał w płytki sen. Głowę opierał o ścianę, uprzednio zarzucając na nią kaptur kurtki. W budynku nie było zimno, nie docierał tutaj mroźny wiatr szalejący na zewnątrz, ale nie można też było powiedzieć, by na korytarzu było ciepło. Yasu dotkliwie odczuwał każdą zmianę temperatury, więc teraz dokuczał mu chłód. Gdzieś nad ranem przebudził się i wyciągnął z torby bluzę, również się nią okrywając.
Ze snu wyrwały go na dobre dopiero kroki na schodach. Chłopak jak na komendę usiadł prosto pod ścianą i zerknął w tamtą stronę, choć wciąż był jeszcze zaspany. Dopiero gdy się poruszył zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo było mu niewygodnie; większość mięśni zdrętwiała i czuł się obolały. Zaraz jednak o tym zapomniał, bo w korytarzu stanął nie kto inny, jak Hyde we własnej osobie.
Yasu na pierwszy rzut oka stwierdził, że mężczyzna nie jest pijany, co przyniosło mu sporą ulgę. Nie chciałby z nim rozmawiać, gdy ukochany był w takim stanie, bo oczywiście niczego by od niego nie wyciągnął.
Wokalista był wyraźnie zszokowany obecnością chłopaka w takim miejscu. Omal nie wypuścił z dłoni sporej torby z, jak się domyślał Yasu, podarunkami od fanów. Wyraźnie się spiął i zagryzł nerwowo wargę, najwyraźniej pragnąc uniknąć konfrontacji, jednak ta była nieunikniona. Niepewnie podszedł bliżej.
- Yasu... Co ty tutaj robisz? - wymamrotał w roztargnieniu, szukając po kieszeniach kluczy od mieszkania. Chłopak w tym czasie podniósł się z podłogi i zaraz wydobył z tynej kieszeni jego jeansów breloczek, do którego był przyczepiony klucz; zawsze go tam chował. Mężczyzna natychmiast mu go zabrał, nieco zażenowany i otworzył drzwi, oczywiście przepuszczając Yasu przodem.
- Byłem wczoraj na koncercie. Chciałem cię zobaczyć, ale nikt nie chciał mnie wpuścić na backstage, więc czekałem na ciebie tutaj... - odparł prostolinijnie chłopak i potarł o siebie zimne dłonie, chcąc je nieco rozgrzać. W mieszkaniu mężczyzny było zdecydowanie cieplej, niż na korytarzu.
- Pewnie zmarzłeś, głuptasku. Trzeba było posiedzieć w jakieś kawiarni, albo nawet hotelu... Zdejmij kurtkę - mruknął Hyde, gdy już położył torbę na kanapie. Nie patrzył na niego, jakby się czegoś obawiał. Yasu dziwiło to zachowanie. Mężczyzna zniknął na moment w sypialni, skąd przyniósł dla niego koc. Okrył nim ramiona chłopaka, podczas gdy na jego twarzy nie zagościł nawet cień uśmiechu. - Zrobię ci herba... -
Yasu objął ukochanego mocno w pasie i wtulił w niego. Nie miał pojęcia, czy trzęsie się jeszcze z zimna, czy z nadmiaru emocji. Zamknął oczy i oparł podbródek na ramieniu Hyde. Od razu uderzył go zapach perfum mężczyzny, który tak uwielbiał i który go uspokajał. Przesunął powoli palcami po jego plecach i mimowolnie uśmiechnął, bo w jego sercu w końcu zagościł spokój.
Ale Hyde nie odwzajemnił tego gestu. Objął go tak jakoś niezgrabnie i poklepał po plecach w przyjacielskim geście, cały czas milcząc. Yasu zacisnął wargi i spojrzał na niego pytająco. To nie był ten sam ciepły, czuły mężczyzna, w którym był po uszy zakochany. Teraz był zimny, wręcz odpychający. W jego spojrzeniu chłopak dostrzegł lodowatą pustkę, aż się wzdrygnął.
- Tęskniłem za tobą, kochanie... Przepraszam, ja wiem, że miałeś dużo pracy i nie powinienem ci przeszkadzać, ale nie mogłem dłużej wytrzymać bez ciebie. Nie odbierałeś nawet moich telefonów - dodał zbolałym tonem i zacisnął mocno dłonie na materiale jego koszuli, w dalszym ciągu wpatrując się prosto w jego oczy.
- Musimy porozmawiać, Yasu - mruknął cicho Hyde i odsunął się od chłopaka. Usiadł na kanapie i wskazał mu miejsce obok. Przez ciało bruneta przeszły dreszcze. Nie podobał mu się ton głosu ukochanego. Był taki... obcy. Yasu zupełnie go nie poznawał. Mimo to posłusznie usiadł obok niego na sofie, tym razem trzymając ręce przy sobie, by go przypadkiem nie zdenerwować swoim zachowaniem. Owinął się szczelniej kocem i czekał.
Długie minuty mijały, a Hyde w dalszym ciągu milczał. Yasu ciągle bił się z myślami, nie był pewien, czy może go dotknąć, przytulić się. Zerkał na niego z lękiem, bojąc się tego, co chce mu powiedzieć ukochany.
Znudził się mną.
- Skarbie... - zaczął Yasu niepewnie i sięgnął po jego dłoń.
- Ja... Ja jestem zaręczony - powiedział cicho Hyde, nie patrząc na niego. Chłopakowi zrobiło się nagle duszno, poczuł nieprzyjemny ucisk w brzuchu. Nie dotarło do niego to, co właśnie wyznał mu ukochany.
- C-co? -
- Za miesiąc biorę ślub. Wybacz, że dopiero teraz cię o tym informuję, nie miałem zamiaru tak długo tego ukrywać. Wszyscy w branży już wiedzą, a ja nie wiedziałem, jak ci to powiedzieć... -
Teraz czuł się tak, jakby dostał czymś ciężkim w głowę. Patrzył na Hyde zupełnie osłupiały, jakby rzeczywiście nie rozumiał ani słowa. Duchota stawała się nie do zniesienia. Yasu nabierał łapczywie powietrza do płuc, jego ręce zaczęły drżeć, tym razem już nie z zimna. Poczuł, jak robi sie czerwony na twarzy ze zdenerwowania i bezsilności. Ślub? Jaki ślub? Z kim? Dlaczego? W jego głowie kłębiło się mnóstwo myśli i pytań, na które nie umiał sobie odpowiedzieć. Nie był też w stanie zadać ich Hyde, bo głos uwiązł mu w gardle. Miał ochotę się rozpłakać, ale w tym momencie obiecał sobie, że nie zrobi tego przy nim.
- Żenię się z Megumi. Tak wygląda - mruknął mężczyzna, po czym sięgnął po leżącą na stoliku, obok wazonu z kwiatami, ramkę ze zdjęciem. Na fotografii widniał Hyde obejmujący ramieniem niższą od niego ładną brunetkę, która uśmiechała się promiennie. Wyglądali razem na szczęśliwych. To go zabolało. Oni nie mieli wspólnego zdjęcia, wokalista nie miał też zamiaru chwalić się ich związkiem.
Zerkał na zdjęcie przez kilka ciągnących się w nieskończoność sekund, potem odwrócił wzrok. Dlaczego mu to pokazywał? Yasu wolał nie wiedzieć, jak wygląda ta kobieta. Czyżby Hyde chciał mu dać wyraźnie do zrozumienia, że jest od niego w czymś lepsza? Upokorzyć go w ten sposób?
- Myślałem, że uda mi się w tobie zakochać... Wówczas zerwałbym te zaręczyny. Pomyliłem się jednak. Kocham Megumi, Yasu. Nie żałuję naszego romansu i mam nadzieję, że ty też nie... -
Tego już było dla niego za wiele. Yasu poderwał się z kanapy i potykając o własne nogi rzucił się w stronę drzwi, po drodze wciągając na siebie kurtkę, która leżała na oparciu fotela. Drżącymi rękami zaczął ją zapinać, nie obyło się bez przycięcia palców, ale teraz się tym nie przejmował. Owinął wokół szyi szalik i już sięgał po torbę, z jedną ręką na klamce. Nie chciał pozostawać tutaj ani chwili dłużej.
Jego serce krwawiło. Romans? Tak właśnie określił ostatnie kilka miesięcy, najpiękniejszy okres w życiu Yasu. Więc był dla niego nikim więcej, jak tylko weekendowym kochankiem. Jaki on był naiwny. Naprawdę uważał, że Hyde go kocha, zwłaszcza po tygodniu spędzonym tutaj, w Tokio. Dlaczego wcześniej nie zauważył, że jest dla niego tylko zabawką?
- Yasu... - Mężczyzna wstał i podszedł do niego, niepewnie kładąc mu dłoń na ramieniu. - Wybacz mi. Nie chciałem tego kończyć w ten sposób... -
- Nie dotykaj mnie! - pisnął histerycznym tonem i cofnął się kilka kroków do tyłu. Wcisnął nos w szalik, a twarz schował za długą grzywką, tak by Hyde nie mógł dostrzec mokrych policzków. Znów było mu duszno, tak że niemalże nie mógł oddychać. Silny ból w klatce piersiowej sprawiał, że Yasu zrobiło się słabo i ledwie trzymał się na nogach. Cofnął się jeszcze o krok, trafiając plecami na ścianę. Oparł się o nią i zaczął uparcie wpatrywać w swoje buty. Nie pociągał nosem, ani nie ocierał łez, nie na jego oczach.
- Przepraszam. Zamówić ci taksówkę? - zapytał cicho wokalista. Chłopak cały czas czuł na sobie jego wzrok. Żałował, że tutaj przyjechał. Miał nadzieję spędzić z ukochanym kilka dni, nadrobić zaległości, a tymczasem miał już wracać do domu? Mimo to pragnął znaleźć się już w pociągu, by wkrótce znaleźć się w swoim pokoju i nie wychodzić z niego przez najbliższy miesiąc.
Naciągnął na głowę kaptur i znów ruszył do drzwi. Stojąc u progu posłał mu ostatnie spojrzenie. Twarz Hyde nie wyrażała żadnych emocji, nie było tam miejsca nawet na wyrzuty sumienia, czy smutek. Mężczyzna odprowadzał wzrokiem, najwyraźniej nie mając odwagi, by dodać cokolwiek. Yasu zacisnął wargi i wyszedł z mieszkania, zamykając za sobą cicho drzwi. Zbiegł po schodach i dopiero gdy znalazł się na zewnątrz zdołał wziąć głęboki oddech. Mroźne powietrze wdarło się do jego płuc, tak ostre, że każdy oddech był bolesny.
Wszedł do pierwszej lepszej kawiarni, gdzie usiał przy stoliku i zamówił mocną kawę. Oparł się łokciami o blat i schował twarz w dłoniach, dopiero teraz dając ujście wszystkim emocjom kłębiącym się w nim od jakiegoś czasu. Płakał cicho, tak by nikt inny go nie usłyszał. Nie chciał zwracać na siebie uwagi, ani też przeszkadzać innym klientom. Był zły na siebie, zastanawiał się, gdzie popełnił błąd.
Dlaczego nie był w stanie rozkochać w sobie Hyde? Dlaczego mężczyzna postanowił szukać szczęścia w objęciach kogoś innego? W dodatku kobiety. To bolało go najbardziej. Niczego nie rozumiał. Sądził, że Hyde woli mężczyzn, że on sam go pociąga... Najwyraźniej było inaczej. Dlaczego dowiedział się o wszystkim ostatni? Bał się dopuścić do siebie myśl, że gdyby nie jego własna determinacja, być może dowiedziałby się wszystkiego już po fakcie, kiedy Hyde byłby po ślubie. I to z jakichś brukowców, bo przecież ukochany wcale nie miał zamiaru go o tym poinformować.
Dlaczego?
***
Nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z domu w taką pogodę. Na zewnątrz prószył śnieg, co przy dość silnym wietrze ograniczało widoczność do minimum. Dodatkowo oblodzone chodniki również nie zachęcały do spacerów. Jednak gdy otrzymał telefon od pani Hayashi, że coś niedobrego dzieje się z Yasu, natychmiast wybiegł z domu, przednio wciągając na siebie ciepłą kurtkę. Dowiedział się, że chłopak od kilku dni nie wychodzi z pokoju i nie chce jeść. Faktycznie, wokalista nie zjawiał się ani w szkole, ani na próbach, ale nie wzbudzało to u Ka-yu żadnych podejrzeń - przecież równie dobrze mógł się przeziębić.
Jego matka nie dzwoniłaby bez powodu. Właściwie nigdy wcześniej tego nie zrobiła, więc basista zrozumiał, że było to coś poważnego. Oczywiście mógłby wziąć autobus i podjechać dwa przystanki do domu państwa Hayashi, jednak Ka-yu zamiast tego wolał puścić się biegiem w tym kierunku. Co prawda po drodze kilka razy omal nie połamał kończyn, ale znalazł by się przy Yasu choćby w kilku kawałkach. Chłopak był teraz najważniejszy.
- Matsumoto-kun! Nie sądziłam, że tak szybko się zjawisz... - powiedziała szczerze zaskoczona kobieta, gdy otwierała mu drzwi. Ka-yu przed wejściem otrzepał się ze śniegu i wszedł do środka. Podał jej swoją kurtkę i pospiesznie zrzucił ze stóp buty, przed wbiegnięciem na schody potarł swoje dłonie, by nie nieco rozgrzać; wiecznie zapominał zabierać ze sobą rękawiczki. - Nie mówiłam mu, że przyjdziesz. Yasu chyba śpi - dodała jeszcze jego matka, wyraźnie zaniepokojona, zanim basista zdążył wejść na piętro.
Yasu miałby spać o tej porze? To nie w jego stylu. Ka-yu miał złe przeczucia. Uchylił niepewnie drzwi jego pokoju i wsunął głowę do środka. Nie musiał przekraczać progu, by wiedzieć, co się stało. Na jego usta mimowolnie wpełzł szeroki uśmiech.
Ze ścian zniknęły wszelkie plakaty i wycinki z gazet na temat L'Arc~en~Ciel. Nie było po nich nawet śladu. Pomieszczenie odzyskało swój wygląd sprzed dwóch lat; znów było schludne i czyste. Dzięki temu pedantycznemu porządkowi pokój przypominał szpital, pusty, bez cienia życia. Chory leżał na łóżku, zerkając w stronę drzwi.
Jego wzrok był równie pusty i pozbawiony wyrazu. Yasu przyciskał do siebie poduszkę, na której zaciskał mocno palce, tak że widać było zbielałe ścięgna. Na stoliku nocnym leżał talerz z nietkniętym posiłkiem, na biurku kolejny. Chłopak był blady jak duch, najwyraźniej wycieńczony przez kilka dni bez jedzenia.
A więc go zostawił. Co za skurwysyn. Wcześniejsza euforia gdzieś wyparowała, ustępując miejsca wściekłości. Niech Ka-yu go tylko dorwie... Będą zdrapywać Hyde ze ścian. Swoją drogą basista nie spodziewał się, że Yasu tak źle to przyjmie i będzie przeżywał od tygodnia, jakby mu ktoś umarł.
Podszedł bliżej i usiadł na brzegu łóżka, ostrożnie, jakby nie chciał spłoszyć Yasu. Chłopak poruszył się niespokojnie i zamknął oczy, gdy basista pogładził go włosach w pieszczotliwym geście. Zaczął je powoli przeczesywać, jakby w dalszym ciągu nie był pewien, czy ma na to przyzwolenie. Yasu równie dobrze mógł chcieć z kimś pobyć, jak i wyrzucić do za drzwi z płaczem.
Ku jego zdziwieniu chłopak powoli się podniósł, jednak tylko po to, by położyć mu swoją głowę na kolanach. Basista usłyszał ciche pociągnięcie nosem. Więc jednak będzie się rozklejał. Dobrze. Niech płacze ile chce. W tym momencie Ka-yu postanowił, że nigdy nie doprowadzi go do płaczu, na pewno nie ze swojej winy. Wiedział, że Yasu już jest jego, bo tylko w nim wokalista miał teraz oparcie.
- Już dobrze... - mruknął cicho ciemnowłosy, nadal głaszcząc chłopaka po włosach. - Zaopiekuję się tobą, Yasu -
Hyde ty świnio! zatłukę cię i to, że mam teraz włosy jak ty miałeś niedawno w niczym ci nie pomoże!!!!
OdpowiedzUsuńKa-yu - zabieraj od niego łapy bo ci je połamię!
W końcu Ka-yu zrozumiałam, że jest dla yasu oparciem i ten tego teraz potrzebuje. Oczywiście trochę mnie razi stwierdzenie "teraz jest mój" gdyż człowiek należy tylko i wyłącznie do siebie, ale mimo wszystko, mam nadzieję że jakoś mu (yasu) basista pomoże. W sumie to z każdym rozdziałem coraz bardziej lubię Kazu i jestem mu coraz więcej wybaczyć... no cóż, jak dla mnie chłopak powoli dorasta :D
OdpowiedzUsuńCo do Yasu to mam nadzieję, że coś się w nim przełamie i stanie się bardziej pewny siebie. Dlaczego? Ponieważ z doświadczenia wiem, że największy kryzys może nauczyć determinacji i zacięcia by pokazać innym że jest się więcej wart niż wszyscy inni myśleli.
Chociaż muszę się przyznać, że udało Ci się. Tak zwracam się teraz do autorki. Udało Ci się wywołać u mnie łzy w tym rozdziale. Tak jakbym to ja była na miejscy Yasu i mój ukochany powiedział mi, że mnie nie kocha i nigdy tak nie było. Dlatego musiałam na chwilę przestać czytać by się uspokoić. Gratuluję ponieważ niewielu się to udaje <3
A co do Hyde. Nie do końca rozumiem jego zachowania z jednej strony, ale z drugiej... to musi być straszne tak bardzo kogoś kochać i czuć się tak bardzo dla tego kogoś małym. Żal mi go. Nie jestem na niego wściekła. Po prostu mi go żal.
Dziękuję ślicznie za ten rozdział. I jak zwykle czekam z niecierpliwością na następny. Trzymam kciuki za wenę i pamiętaj, że ja zawsze będę czytać, aż do samego końca tej historii :D
Nie poryczałam się, bo w ogóle nie ryczę na takich rzeczach. Ale w pełni solidaryzuje się z Ka-yu, tylko, że jak razem zatłuczemy hajdzia to nie będzie czego zdrapywać z tych ścian.
OdpowiedzUsuńNo hyde to świnia tysiąclecia, zwłaszcza, ze tak cierpi, ale przy yasu to poker face i za ojczyzne. pieprzony egoista.
Ale przyznaje, kolejny bardzo dobry rozdział, znowu jeden z lepszych. Aż miło się czyta dla samego czytania. Według mnie, oczywiście. To kiedy kolejny? xD
HYDE, TY #%&()#Q%&)(@Q$*! To tak na początek. Ka-yu, ty też *&*$)_*&#(%!
OdpowiedzUsuńI tak mam nadzieję, że wszystko się ułoży!
Nareszcie zebrałam się w sobie, by coś tutaj napisać! Późno, wiem...
OdpowiedzUsuńPierwsza sprawa - pięknie piszesz. Mam do Ciebie wielki szacunek, za twój niewyczerpany zasób pomysłów, regularne rozdziały, tak ciekawe i wciągające w swój świat.
Po drugie, jestem zszokowana, że pojawił się wątek Megumi. Nie sądziłabym, że Hyde ma zdradę na sumieniu. I to tak ciężką, bo z mężczyzną, i nie raz, a notorycznie! Czy może Hyde powiedział to tylko po to, by Yasu się od niego odsunął? Chcę następny rozdział!
Mój wielce spóźnione komęt...
OdpowiedzUsuńNie potrzebowałam żadnej piosenki, wystarczył mi pierwszy akapit i byłam w okropnym nastroju.
Boli mnie sytuacja Hyde, który cierpi podwójnie. Nie tylko za siebie, ale też za Yasu którego tak rani...
I podziwiam Yasu, że tak długo i tak wiernie czekał na jakikolwiek odzew ze strony Hyde. Sama chyba poddałabym się swojej rozpaczy.
"Najdroższy..." - moje serducho kurczy się z żalu. (tutaj następują gratulacje dla autorki, która potrafi naprawdę poruszyć mnie swoimi słowami:))
To jak Hyde pokazuje zdjęcie Megumi... robi to tak, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. To takie okrutne! Czułam się, jak podczas oglądania prawdziwego dramatu...
I Ka-yu. No dobra, zawsze gdzieśtam go lubiłam. Teraz boję się o Yasu. Ka-yu zaczyna mnie trochę przerażać.
Hyde nikogo nie zdradził! Pogubił się tylko w swoich uczuciach... ale Yasu na pewno nie był po to, żeby zapomnieć! Och, Hyde.
Miało być długo... a czytało się niezwykle szybko:) Rozumiem, że masz mnóstwo innych obowiązków i chyba tylko dla tego nie krzyczę o następny rozdział już natychmiast.
Wcześniej pisałam, że umiesz w przeuroczy sposób opisywać puchate sceny. Teraz dołożę Ci jeszcze wielką pochwałę za ból, który aż bije od Twoich słów. Potrafisz wywołać emocje... brawo!
Jest dramatycznie, jest przejmująco, są nagłe zwroty akcji i niepewność, a więc jest super~!
OdpowiedzUsuńAch, Hyde, Hyde... zabijcie mnie, spalcie na stosie - uwielbiam go. Może i usprawiedliwiam go w swoich oczach, ale czy nikt nie widzi jego rozterek..?
Ka-yu, ty perfidny intrygancie, ciebie też lubię! Ta psychodelia w jego sposobie myślenia jest genialna <3
Buu... Tak ni teraz smutno. :( ; _ ; Szczerze nienawidzę Megumi, ona w ogóle nawet w realu nie pasuje do Hyde, ale domyślałam się, że kiedyś będzie w opowiadaniu.
OdpowiedzUsuń