12 czerwca 2012

Rozdział XVI

Zazwyczaj nie odpowiadam na komentarze, jednak pod ostatnim rozdziałem dostałam ich tak dużo (dziękuję!), że poczułam się w takim obowiązku. A więc:
Akira: Niestety nie mogę zwiększyć częstotliwości dodawania kolejnych odcinków, bo wciąż się uczę, mam obowiązki i często jestem tym tak zmęczona, że nie mam siły. Uważam, że rozdziały co 2 tygodnie to dobry pomysł. I proszę mi tutaj nie porównywać Daigo do Britney Spears, bo to bardzo pogodny facet, który później odegra dużą rolę w życiu Yasu, jak powszechnie wiadomo.
Miyuki: Nikogo oczywiście nie zmuszam do komentowania! Ale to miła zachęta dla mnie. Co do wykorzystania motywu małżeństwa Hyde - lubię wplatać do swoich opowiadań pewnych faktów z rzeczywistości, bo to pozwala mi osadzić akcję w jakimś konkretnym czasie. To zdanie kieruję też do wszystkich: wyjaśni się oczywiście, dlaczego Ka-yu zdradził nasze maleństwo, ale to z czasem!
Momo: Po napisaniu tego rozdziału sama byłam ciekawa, jak będzie się tłumaczył Hyde, bo musicie wiedzieć, że ja to piszę wszystko tak na żywioł, bez większego planowania! Ale mam nadzieję, że odpowiem na wszystkie nurtujące Cię pytania w tym rozdziale.
Nishiyume: Niezwykle mnie podbudowało Twoje zdanie, jakoby tamten rozdział był jednym z najlepszych. Dziękuję!
Agnes Scarlet May: Ech... na przyszłość prosiłabym bez tak perfidnych reklam u mnie na blogu. Umiem sama wpaść na trop dobrych opowiadań i nie trzeba mi w tym pomagać.
Akimi: Gdyby Shuse poszedł na ten koncert, to popsułby dalszy ciąg wydarzeń! Yasu musiał być na nim sam i kropka. Jak już wiesz, Daigo pojawi się i to nie raz, ze specjalną dedykacją dla Ciebie (XD). A co do reszty to się nie wypowiem, bo nie chcę tutaj spoilerować.
Yuji: Miło mi, że w końcu zdobyłaś się na ten komentarz!
Mira: Przyznam, że komentarza Twojego i Akimi wyczekiwałam najbardziej! Przepraszam, za kończenie tamtego rozdziału w tak paskudny sposób, ale ja musiałam! Ach, fanka La'cryma Christi! Jak miło, bo już traciłam nadzieje, że w tym fandomie jest ktoś jeszcze, kto ich słucha! Wszystko się zaczęło oczywiście przez Shuse ^^. Nie zdradzę teraz, czy pociągnę wątki reszty bohaterów, wspomnianych w Twoim komentarzu. I słusznie zauważyłaś, że teraz skrucha Hyde nic nie da, bo Yasu się zmienił i pokaże pazurki.
Nanami: Co do Ka-yu - nie zapominajmy, że od tamtych wielkich miłosnych uniesień minęło już pięć lat i jego miłość mogła przez ten czas osłabnąć. Tak więc nie rozumiem, moje kochane, czemu was to tak dziwi! I nikt inny pewnie nie zauważył tego błędu... ^^".
Zapraszam do czytania! 


*****


     Zatrzymał się na środku chodnika, tuż przed apartamentowcem, z którego dopiero co wyszedł, nadal spoglądając na wyświetlacz telefonu. Ten wciąż wibrował i podświetlał się, chcąc zmusić Yasu do odebrania połączenia. Jego serce biło teraz szybko, nogi zmiękły, jednak nie odważył się wcisnąć zielonej słuchawki.
    Czekał na jakikolwiek telefon od Hyde, cały ten czas. Miał nadzieję, że wokalista pewnego dnia zadzwoni do niego, przeprosi go, spróbuje mu cokolwiek wyjaśnić, jednak wraz z upływem czasu zaczynał tracić cierpliwość. Teraz, kiedy jego marzenie w końcu się ziściło, nie miał pojęcia, co zrobić. Bo niby co miał mu powiedzieć? Że czuł się niekochany przez ten cały czas? Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak szybko wypaliło się uczucie Ka-yu i jak niewiele zaczął go obchodzić. Wówczas tęsknota za Hyde się wzmogła. I to miał mu powiedzieć, że te kilka lat jak głupi na niego czekał?
    Połączenie w końcu się urwało, a Yasu odetchnął z ulgą. Jego spokój nie trwał jednak długo, bo mężczyzna najwyraźniej nie miał zamiaru się tak łatwo poddać i zadzwonił ponownie. Blondynowi wydawało się, że telefon wibruje natrętniej i głośniej, niż poprzednim razem. Zamknął na moment oczy i wziął głęboki wdech. Raz kozie śmierć.
    - Halo? - zapytał cicho drżącym od natłoku emocji głosem. Szumiało mu w głowie, jego dłonie zaczęły drżeć, a nogi ponownie odmówiły posłuszeństwa. Yasu podszedł do najbliższego słupa, by się o niego oprzeć czując, jak robi mu się słabo.
    - Yasu... - usłyszał w słuchawce. Ten chrapliwy, charakterystyczny ton sprawił, że wokalista dostał gęsiej skórki. Znów zamknął oczy i zagryzł mocno wargi, powstrzymując się od rozpłakania na środku ulicy. Co się z nim działo? Już dawno się tak nie zachowywał, przyjmował nieprzyjemne słowa oraz obelgi z pokorą i starał na nie nie reagować, a tymczasem jedno słowo wypowiedziane przez Hyde wzbudzało w nim tyle emocji. - Yasu, czy coś się stało? Przyszedłeś na koncert, ja... ja nie sądziłem... Masz problemy, chcesz porozmawiać? -
    Uchylił powieki i spojrzał przed siebie, na ulicę, chociaż widok był rozmazany. Znów czuł się słaby, bezbronny i miał wielką ochotę powiedzieć, że jedyne czego potrzebuje, to jego silnego ramienia i czułego dotyku. Jednak głos uwiązł mu w gardle, w którym miał teraz wielką gulę. Nienawidził tego uczucia, kiedy tak bardzo chciał się rozpłakać, ale zdrowy rozsądek go przed tym powstrzymywał. Usłyszał ciche westchnięcie.
    - Wiem, że nie powinienem dzwonić tak nagle, po tym wszystkim... Przepraszam, ja... Yasu, spotkajmy się, proszę. Jeszcze dzisiaj, w hotelu - wymamrotał szybko Hyde, a ton jego głosu wskazywał na to, że mężczyzna naprawdę jest zaniepokojony. Martwił się o niego. Tylko dlaczego dopiero teraz? Dlaczego nie dostał takiego telefonu po tym, jak się rozstali? Potrzebował szczerej rozmowy z nim, wyjaśnienia, pocieszenia. - Przyjdziesz? Proszę... Będę na ciebie czekał - dodał cicho, co spowodowało, że serce Yasu zabiło mocniej.
     - Tak - wyszeptał blondyn, nie mając pojęcia, co jeszcze mógłby dodać. Chciał, by ta rozmowa się już zakończyła, a jednocześnie pragnął, by trwała wiecznie. Słuchanie jego głosu było bolesne i przyjemne zarazem; chciał się zobaczyć z ukochanym, może nawet przytulić, choć równie dobrze mógłby go nie widzieć więcej na oczy.
    Uderzył go dźwięk zakończonego połączenia. Urywany sygnał rozbrzmiewał echem w jego uszach, powodując u niego kolejną falę silnych emocji, z którymi musiał się zmierzyć. Zagryzał wargi, niemal do krwi i wciąż wpatrywał się przed siebie pustym wzrokiem, nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Wszystko działo się zbyt szybko: przecież całkiem niedawno był jeszcze na koncercie, potem zobaczył Ka-yu z innym mężczyzną w mieszkaniu, teraz ten telefon... Yasu wciąż czuł się oszołomiony i nie docierało do niego, że to nie sen.
    Z tego otępienia wyrwał go dopiero e-mail. Odczytał go pospiesznie, znów czując tę gulę w gardle. Hyde wysłał mu nazwę hotelu i numer pokoju, w którym się zatrzymał. Po krótkiej chwili zastanowienia podszedł bliżej jezdni i zatrzymał nadjeżdżającą taksówkę, zaraz potem pokazując kierowcy adres.


***


    Siedział jak na szpilkach, czekając na Yasu. Mimo tego, że chłopak zgodził się na spotkanie, nie miał pewności, czy się pojawi. Ton jego głosu wskazywał na to, że był zaskoczony jego telefonem, ale Hyde miał wrażenie, że kryło się za tym coś jeszcze. Coś musiało się stać, bo przecież Yasu nie przyszedłby na koncert bez powodu.
    Zerknął nerwowo na wyświetlacz telefonu by sprawdzić, która jest godzina. Chłopak powinien tutaj być lada chwila, mieli właściwie całą noc na rozmowę. Hyde chciał mu wszystko wytłumaczyć, choć wiedział, że powinien był to uczynić znacznie wcześniej. Ciążyło mu to, ukrywanie prawdy przed całym światem nie było wcale takie łatwe. Na dzień dzisiejszy jedyną osobą, której mógł się zwierzyć i której ufał, był Tetsuya. Lider zawsze starał się go wspierać i to on go namówił, by zadzwonił do Yasu i zaaranżował spotkanie.
    Zdawał sobie sprawę z tego, że jego dawny ukochany z pewnością zmienił się z charakteru i nie przyjmie go z otwartymi ramionami; jednak Hyde wierzył, że Yasu gdzieś tam w środku wciąż jest samym rozkosznym, ufnym nastolatkiem, jakim go zapamiętał.
    Wstrzymał oddech, kiedy zauważył poruszającą się klamkę. Drzwi uchyliły się, a do środka wszedł Yasu. Serce Hyde zabiło mocniej, na nowo przepełnione nadzieją. Blondyn sprawiał wrażenie przestraszonego, spłoszonego, co po nim było widać nawet pomimo tych ciemnych szkieł, za którymi się ukrywał. Na widok wokalisty zdjął kaptur bluzy i ściągnął okulary. Jego oczy były lekko podpuchnięte i zaczerwienione, zupełnie jakby przed chwilą płakał. Ale chyba nie przez niego?
    - Cześć - powiedział cicho i usiadł na kanapie, znajdującej się na przeciwko łóżka, tak że teraz dzielił ich pewien dystans. Yasu nie patrzył na niego; uciekał wzrokiem na bok i zagryzał wargi, jednak takiej właśnie reakcji się spodziewał. Uwagę Hyde zajęła dość spora torba, którą blondyn miał ze sobą.
    - Pokłóciłeś się z partnerem? - zapytał ostrożnie, wskazując podbródkiem bagaż. Yasu pokręcił głową, podsycając ciekawość wokalisty.
    - Wyprowadzam się od Ka-yu - mruknął i sięgnął po poduszkę, by ją do siebie przytulić. Wyglądał teraz tak niewinnie... Hyde miał ochotę podejść do niego i go objąć, jednak zaraz szybko się zreflektował.  
    - Od Ka-yu? Wy razem...? -  Był zaskoczony tym wyznaniem. Sądził, że Yasu jest sam lub ustatkował się u boku kogoś innego. Basista nie był dla niego odpowiednią osobą, co widział wyraźnie już wtedy, pięć lat temu.
    - Z kim innym mógłbym się związać po tym, co mi zrobiłeś? - dodał po chwili blondyn. W pokoju na kilka minut zaległa krępująca cisza. Hyde wpatrywał się uparcie w swoją dawną miłość, nie mając pojęcia, co ma mu teraz powiedzieć. Wyraźnie czuł, że Yasu obarcza winą za wszystkie niepowodzenia w życiu prywatnym. I miał rację. Gdyby był przy nim, blondyn z pewnością byłby szczęśliwy.
    - Yasu... - powiedział w końcu Hyde i podniósł się z łóżka, by usiąść tuż obok wokalisty. Ten spiął się na całym ciele, najwyraźniej nie chcąc, by mężczyzna go dotykał. - Ja.. wiem, że to za późno na przeprosiny, ale chcę, byś wiedział, że żałuję tamtej decyzji. I chcę ci wszystko wyjaśnić, od początku do końca -
    Yasu w odpowiedzi pokiwał głową i zerknął na niego ukradkiem.
    - Poznałem Megumi zanim jeszcze zacząłem się z tobą spotykać. Nie interesują mnie kobiety i nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło. Przespałem się z nią, byłem pijany... Potem nigdy więcej się nie zobaczyliśmy i miałem nadzieję, że tak pozostanie, nie chciałem kłopotów. Potem pojawiłeś się ty, Yasu. Wywróciłeś moje życie do góry nogami, naprawdę mi na tobie zależało. Było mi z tobą... dobrze, nigdy nie byłem szczęśliwszy. Myślałem, że już zawsze będziemy razem. Ale wtedy odnalazła mnie Megumi. Okazało się, że jest w ciąży, ze mną. Miał się urodzić nasz synek. Jej rodzice naciskali na ślub; grozili mi, że wybuchnie skandal, jeśli media dowiedzą się o nieślubnym dziecku. Ja... ja jej nie kochałem i nie kocham do tej pory. Ona o tym wie, teraz regularnie spotyka się z innym mężczyzną, to dobry facet. Wziąłem ten ślub, by chronić swoją karierę. Teraz wiem, jakie to było głupie i egoistyczne z mojej strony. Nie umiałem ci później spojrzeć prosto w oczy. Dlatego wtedy, przy naszym ostatnim spotkaniu, powiedziałem to wszystko, te wszystkie okropne rzeczy. Chciałem, żebyś mnie znienawidził, bo uznałem, że to jedyne wyjście; chciałem, żebyś za mną nie tęsknił, bo ta myśl byłaby nie do zniesienia. Yasu... -
    Ściszył teraz głos i ostrożnie sięgnął po dłoń blondyna, bojąc się, że ten ją zaraz wyszarpnie. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Wokalista spoglądał na niego z uwagą zza długiej grzywki, najwyraźniej chłonąc każde jego słowo. Hyde wziął głęboki wdech.
    - Zależało mi na tobie wtedy i zależy mi nadal. Moje uczucie ani trochę nie osłabło, wciąż cię kocham... - wyszeptał i podniósł jego dłoń do swoich ust, by musnąć ją wargami. Hyde wciąż obawiał się jego reakcji na te słowa.  W oczach Yasu pojawił się teraz tajemniczy blask, jednak wciąż nie zabierał swojej ręki. - Cherry - dodał cicho, przysuwając się bliżej niego i nie mogąc się już dłużej powstrzymywać, złożył na jego wargach delikatny pocałunek.
    Kątem oka dostrzegł, jak wokalista zamyka oczy. Hyde dotknął jego policzka i pogłaskał go powoli, wciąż oczekując na jakikolwiek ruch ze strony Yasu. Równie dobrze chłopak mógłby przecież dać mu w twarz i uciec, a tymczasem on najwyraźniej czekał na kolejną pieszczotę. Mężczyzna stęsknił się za jego słodkimi ustami, które po tak długim długim czasie smakowały jeszcze cudowniej. Ucałował je ponownie, jakby były najcenniejszym na świecie skarbem, jednak chwila przyjemności nie trwała zbyt długo.
    Yasu odsunął się od niego gwałtownie, zupełnie jakby nagle otrząsnął się z transu i poderwał z kanapy. Z kieszeni bluzy drżącymi dłońmi wydobył paczkę papierosów, po chwili zapalając jednego. Hyde nie miał pojęcia, że wokalista pali, ale chyba nic nie było go teraz w stanie zdziwić. W końcu unikał go przez tak długi okres czasu... Ukochany z pewnością się zmienił, a więc spełniły się jego najgorsze obawy. Mężczyzna zwiesił głowę.
    - Nie jestem już taki naiwny, jak kiedyś - wymamrotał Yasu, stając przy oknie. Zaciągnął się mocno, najwyraźniej próbując się uspokoić; Hyde dopiero teraz dostrzegł, że blondyn był roztrzęsiony i spoglądał na niego w ten sam sposób, co pięć lat temu, w trakcie ich ostatniej rozmowy. Aż go ścisnęło w środku na samo wspomnienie; wówczas ze wszystkich sił starał się nie okazać słabości.
    - Przecież ci tego nie zarzuciłem, skarbie. To wszystko moja wina, ty nie zrobiłeś niczego złego... - powiedział szybko, jednak Yasu zaraz mu przerwał.
    - Jak mogłeś, patrząc mi prosto w oczy, powiedzieć, że kariera była dla ciebie ważniejsza ode mnie? Teraz nadal tak jest, prawda? - zapytał, wypalając papierosa do końca. Wyrzucił niedopałek przez okno, lekko się przez nie wychylając. Zaniepokojony Hyde podniósł się z kanapy i niepewnie przysunął bliżej blondyna.
    - To nieprawda, Yasu... - Położył dłoń na jego ramieniu. Wokalista warknął cicho i poruszył się niespokojnie, najwyraźniej chcąc, by mężczyzna się od niego odsunął.
    - Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś mi tego wszystkiego? Czekałem na głupie przepraszam, na jakiekolwiek słowo z twojej strony. Przychodziłem na koncerty, bo chciałem się upewnić, że jest ci beze mnie źle, ale ty wydawałeś się o wiele szczęśliwszy ze swoją żoną... - Yasu łypnął na niego przez ramię. Uderzyło go to spojrzenie pełne wyrzutów, żalu i złości.
    - Przychodziłeś na nasze występy...? -
    - A myślałeś, że coś mnie nagle ruszyło i zjawiłem się dopiero dzisiaj? Tęskniłem za tobą! Nie mogłem się do ciebie zbliżyć w żaden inny sposób, by nie sprawić ci kłopotów - powiedział blondyn, ściszając głos. Znów zerknął w stronę okna, chowając twarz za grzywką.
    Hyde stał przez dłuższą chwilę w ciszy, próbując poukładać myśli, które teraz kłębiły się w jego głowie. Takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Nie miał pojęcia o tym, że wokalista wciąż o nim myśli, ba! Że wciąż jest jego wiernym fanem, choć to musiało być bolesne, kiedy widział w gazetach zdjęcia jego i Megumi. Sam jednak powiedział, że tęsknił za nim... Więc wciąż go kochał. Mały płomyczek nadziei zapłonął w nim na nowo i sprawił, że Hyde mimo wszystko postanowił spróbować na nowo zjednać sobie Yasu i wrócić do tego, co kiedyś było między nimi.
    - Ja też za tobą tęskniłem - mruknął w końcu i objął ukochanego w pasie, natychmiast czując, jak ten się spina. W odpowiedzi przysunął się do niego bliżej i zacieśnił swój uścisk, opierając brodę na jego ramieniu, choć by to zrobić musiał stanąć na palcach; dzieliła ich pewna różnica wzrostu, jednak nie przeszkadzało mu to w najmniejszym stopniu.
    - Skoro tak, to dlaczego wziąłeś z nią ślub? Albo dlaczego jeszcze się z nią nie rozwiodłeś, by móc się ze mną spotykać? Puść mnie - wymamrotał Yasu, po chwili samemu wyplątując się z jego objęć. Hyde westchnął cicho i już otwierał usta, by cokolwiek odpowiedzieć, jednak Yasu ciągnął dalej. - A gdyby nas ktoś teraz przyłapał, pomyślałeś o tym? Co powie twoja  żona? Dopóki nie zadecydujesz, kto jest dla ciebie ważniejszy, masz się do mnie nie zbliżać! - Wokalista podszedł do kanapy i chwycił torbę, najwyraźniej mając zamiar wyjść.
    - Ale ja już zadecydowałem! Yasu, wróć do mnie... Kocham cię - powiedział wręcz błagalnym tonem, wpatrując się z uporem w ukochanego. Nie tak miała wyglądać tak rozmowa. Chciał ją przeprowadzić na spokojnie, dać wokaliście czas na przemyślenie decyzji, a tymczasem to on stawiał mu ultimatum, stawiając go przy tym w jak najgorszym świetle.
    - Więc się rozwiedź, ja nie chcę czuć się jak piąte koło u wozu, ciągle się ukrywać! Zadzwoń, kiedy już złożysz pozew - mruknął, wciągając na głowę kaptur. Sięgnął też po okulary, chowając za nimi szklane oczy, co nie umknęło uwadze Hyde. Choć postawa Yasu wskazywała na coś zupełnie innego, mężczyzna wiedział, że ukochany tylko czeka, aż on podejdzie do niego i mocno go przytuli. Jednak jeszcze nie teraz.
     - Yasu... -
    - Dobranoc - rzucił blondyn, z dłonią na klamce. Wyszedł po cichu, zostawiając po sobie pustkę i ciszę, jakich Hyde dawno nie doświadczył. Usiadł na kanapie, gdzie jeszcze przez chwilą znajdował się Yasu i spoglądał tęsknie w stronę drzwi, licząc na to, że ukochany rozmyśli się i wróci.
    Czuł się źle z tymi wyrzutami kierowanymi pod jego adresem, choć właściwie sobie na nie zasłużył. Nie miał też za złe Yasu tego ultimatum, jakie mu postawił. Przecież już dawno chciał się rozwieść, dlaczego więc do tej pory tego nie zrobił? Megumi i tak mieszkała ze swoim ukochanym i ich synkiem, którego Hyde regularnie odwiedzał. Podpisanie tych papierów to byłaby formalność, a on poczułby się wolny. I dopiero wówczas powinien zabierać się za naprawianie relacji z Yasu, a tymczasem źle się do tego zabrał.
    Wszystko było nie tak.


***


    Wciąż czuł jego wargi na swoich, rozpamiętywał ten delikatny pocałunek. Choć rozum podpowiadał mu co innego, Yasu już za nim tęsknił i najchętniej puściłby się biegiem z powrotem do pokoju, rzucił Hyde na szyję i błagał go, by wybaczył mu ten nieprzyjemny ton. By wszystko było jak dawniej. Opierał się plecami o chłodną ścianę windy i dotykał opuszkami palców swoje usta, jakby wciąż nie mógł uwierzyć w to, co się stało.
    Nigdy nie przypuszczałby, że mężczyzna żywi w stosunku do niego cieplejsze uczucia, nie po takim czasie. Yasu zawsze uważał, że Hyde o nim zapomniał i czuje się o wiele szczęśliwszy u boku Megumi, a przynajmniej na takiego wyglądał. Jego spojrzenie nigdy nie zdradzało tęsknoty czy smutku, co zawsze przygnębiało wokalistę i sprawiało, że nie był on w stanie okazywać czułości innym, jak choćby Ka-yu.
    Teraz, gdy wiedział już, że Hyde nadal go kocha, czuł się dziwnie. Przez jego egoizm i chęć robienia kariery za wszelką cenę stracili pięć lat. Pięć lat, podczas których obaj mogliby być najszczęśliwszą parą pod słońcem. Pewnie zamieszkaliby razem, Yasu mógłby budzić się u jego boku każdego ranka, zasypiać wtulony w niego... Potrząsnął gwałtownie głową, chcąc odgonić od siebie te myśli.
    Nie bardzo wiedząc, co ma teraz ze sobą zrobić, skierował się do studia. Było już późno, prawie że świtało, a on tak czy tak powinien stawić się w budynku wytwórni po południu. Do mieszkania nie miał co wracać, chyba, że chciał stanąć oko w oko z Ka-yu, który pewnie zacząłby go przepraszać za swoje zachowanie; Yasu nie byłby w stanie mu wybaczyć.
    Będąc wciąż pod wpływem silnych emocji, gdy tylko znalazł się w studiu, usiadł przy biurku i zaczął pisać. Zazwyczaj układanie tekstów piosenek wiązało się długimi przemyśleniami, omawiał z zespołem każdy pomysł i dopiero wówczas zabierał się za tworzenie, jednak teraz myśli same formowały się w słowa, które przelewał na papier.
    Kończąc pierwszą zwrotkę wyszarpnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego ponownie, by nieco się uspokoić. Przeczytał tekst po raz kolejny, zaraz potem dopisując kilka kolejnych słów refrenu, tak by nic mu nie umknęło. Podświadomie czuł, że ich producent nie tego nie zaakceptuje, bo to było zupełnie nie w stylu Janne Da Arc, ale mimo to Yasu postanowił dokończyć tę piosenkę, w myślach układając już do niej melodię. Miała być pełna smutku, tajemnicza, a jednocześnie lekko erotyczna w wydźwięku i zapewne dlatego zespół ją odrzuci.
    Nie miał pojęcia, kiedy zasnął, na wpół leżąc na biurku, na wpół siedząc i ściskając w ręku tekst piosenki. Obudziło go dopiero uporczywe szturchanie w ramię, na co odpowiedział niezadowolonym pomrukiem. Poruszył się na krześle, omal nie spadając i rozbudził się na dobre dopiero wówczas, gdy musiał złapać równowagę, by nie wylądować na ziemi.
      - C-co...? -
     - Yasu-sama! - Aż mu się słabo zrobiło, gdy zobaczył tuż przed sobą Daigo, uśmiechniętego szeroko i znajdującego się zdecydowanie za blisko niego. Ten facet chyba nigdy nie tracił entuzjazmu, albo po prostu miał szczękościsk, bo ten zadowolony uśmieszek nie schodził mu z twarzy. Z wypisaną na niej troską pogładził wokalistę po głowie i zachichotał cicho. - Nie zapomniałeś chyba o naszym spotkaniu, co? - zapytał rozbawionym tonem, szczerząc się jak głupi. Zanim Yasu zdążył zareagować, brunet wyjął mu z dłoni tekst piosenki i zaczął czytać.

Blizna

Płaczę... umieram... śpię... szlocham... nie umiem cię zapomnieć
Te wspomnienia wyryte głęboko we mnie... są moimi ukochanymi bliznami

Pojedyncza łza spłynęła i zmoczyła moje rany
Chociaż rozpraszam się przez samotność, nie umiem tak dłużej wytrzymać
Nie znikasz w moim niespokojnym śnie
Jeśli to wszystko skończy się bez mojej udręki, to znaczy, że nigdy cię nie kochałam

Tak promienna, aura tamtego dnia... ciepło twoich ramion, kiedy mnie obejmowałeś
Niczego... Niczego więcej nie chcę już widzieć

Płaczę... umieram... śpię... szlocham... nie umiem cię zapomnieć
Te wspomnienia wyryte głęboko we mnie... są moimi ukochanymi bliznami

Te samotnie spędzone noce, które na nowo otworzyły moje rany
Kocham cię mówiłeś, i ten uśmiech... Nie wierzę w to
Płakałam głośno, tęskniąc za tobą, naśladując dźwięk deszczu
Nie potrzebuję cię już... Poradzę sobie sama... Nie zostawiaj mnie całkiem samej...

Ta pustka w sercu, która nie znika... Twój głos, woła mnie 
Niczego... Niczego nie chcę już słyszeć

Moje włosy... szyja... usta... łono... Nie ma na miejsca, którego nie całowałeś jeszcze
Dotknij mnie, zatop we mnie swoje zęby... Zrań mnie ponownie... Tymi wargami

Mimo tego, że przywykłam do małych blizn,
Twój głos, twoje ciepło... Wciąż, tylko one... Nie chcę, by zniknęły

Moje włosy... szyja... usta... łono... Nie ma miejsca, którego nie nie całowałeś jeszcze
Dotknij mnie, zatop we mnie swoje zęby... Zrań mnie ponownie... Tymi wargami
Płaczę... umieram... śpię... szlocham... nie umiem cię zapomnieć
Te wspomnienia wyryte głęboko we mnie... są moimi ukochanymi bliznami*


    - To jest świetne! Napisałeś to dzisiaj? - Daigo spoglądał teraz na niego z wyraźnym podekscytowany. Wciąż jeszcze zaspany Yasu dopiero po chwili zrozumiał, co trzyma w ręku mężczyzna. Natychmiast zabrał mu kartkę i wsunął ją między swoje notatki, czerwieniąc się nieco na twarzy. Nie chciał tego nikomu pokazywać, a jedynie zachować dla siebie ten tekst. - To będzie najnowszy singiel Janne? Nie mogę się doczekać! - niemal pisnął brunet, siadając na miękkiej sofie, stacjonującej nieopodal.
    - Ja... zapomnij, że to przeczytałeś. Pisałem tak do szuflady - mruknął Yasu i przetarł dłonią zmęczone oczy. Zerknął w końcu na wyświetlacz telefonu i jęknął cicho. Było już grubo po czternastej. W dodatku miał kilkanaście nieodebranych połączeń, oczywiście od Ka-yu. I jedno od Hyde, na co serce wokalisty zabiło mocniej. Więc chciał z nim jeszcze porozmawiać... Blondyn pragnął usłyszeć teraz jego głos.
    - Mam do ciebie tyle pytań! I dziękuję, że zgodziłeś się na to spotkanie, jestem ci niezmiernie wdzięczny! - szczebiotał z niegasnącym entuzjazmem Daigo, po chwili kłaniając się nisko. Yasu westchnął ciężko, zdając sobie sprawę z tego, że czekają niezbyt przyjemnie spędzone dwie godziny. Gdy tylko przypomniał sobie, w jakich właściwie okolicznościach poznał chłopaka, znów poczuł, jak traci nad sobą kontrolę.
    - Przepraszam na moment - wyszeptał i podniósł się z krzesła, by podejść do okna. Sięgnął dłonią do kieszeni i zacisnął palce na opakowaniu papierosów, walcząc z sobą, by znów nie sięgnąć po jednego, choć ostatnio starał się ograniczyć palenie. Powinien być wdzięczny Daigo za to, że dzięki niemu Hyde go zauważył. Bolało go jednak, że udało się to jedynie przez przypadek i gdyby nie brunet, ukochany z pewnością do tej pory by się do niego nie odezwał.
    - Wszystko w porządku...? - zapytał niepewnie Daigo, a Yasu podskoczył przestraszony, gdy ten położył dłoń na jego ramieniu. Zerknął na niego przez ramię, blady i powoli pokiwał głową, szybko przybierając nieco weselszy wyraz twarzy. - Wybacz mi moją bezpośredniość, ale... Wczoraj, gdy się na mnie wydzierałeś przed halą... chodziło o Hyde, prawda? - spytał znienacka, zbijając Yasu z pantałyku. Jak on się, do cholery, domyślił?
    - To nie twoja sprawa - mruknął, znów przyjmując ten nieprzyjemny ton głosu. Zerknął z powrotem przez okno, na miasto, które już od dawna tętniło życiem.
    - Jest dla ciebie kimś ważnym, ale traktuje cię jedynie jako fana, tak? - Daigo najwyraźniej nie miał zamiaru się poddać.
    - Nic o nas nie wiesz, więc nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy! - warknął, zaciskając dłonie w pięści. Nie chciał, by mężczyzna dalej drążył ten temat, bo mógłby się domyślić pewnych faktów, a to mogłoby zagrozić zarówno jemu, jak i Hyde.
    - O was...? - Daigo wydawał się być zaskoczony poprzednim stwierdzeniem wokalisty. Ten przeklął cicho i zagryzł wargę. Mógł inaczej sformułować swoje myśli. Odwrócił się przodem do bruneta i wziął głęboki oddech, chcąc mu coś odpowiedzieć, jednak w tym momencie drzwi studia otworzyły się z hukiem.
    Do środka wszedł, a raczej wtargnął, Ka-yu. Wydawał się być wściekły, więc Yasu zerknął na niego przestraszony i schował się za Daigo, który stał między nimi, najwyraźniej niczego nie rozumiejąc. Basista trzymał w dłoni gazetę, którą rzucił w stronę bruneta, tak że ten musiał się odsunąć, by uniknąć uderzenia.
     - Od jak dawna pieprzyliście się za moimi plecami?! - krzyknął Ka-yu. Podszedł niebezpiecznie blisko Yasu, który wciąż wpatrywał się w niego blady jak ściana. Nie rozumiał, o co chodzi. Przecież to Kazu go zdradzał i to od wielu miesięcy, więc to on powinien mieć pretensje. Mimo wszystko cofnął się kilka kroków w tył, aż natrafił na ścianę. Ka-yu dyszał ciężko i zaciskał dłonie w pięści, najwyraźniej ledwie powstrzymując się przed tym, by go nie uderzyć. - Odpowiadaj! -
    - Ale co... - zaczął cicho Yasu, kiedy w zerknął na podłogę, na której leżała rozwinięta gazeta. Był to jeden z popularniejszych brukowców z krzykliwymi nagłówkami. Na okładce widniało jego zdjęcie z wczoraj, na którym uchwycona została także reakcja Hyde, a pod spodem widniał dość dwuznaczny tytuł artykułu, który zawarty był w środku. Yasu poczuł, jak robi mu się gorąco.
    - Jesteś, kurwa, pieprzonym hipokrytą! Ja cię zdradzałem, tak? Ja?! Kenta sam wskoczył mi do łóżka, bo ty kurwa nie miałeś dla mnie czasu! Już wiem dlaczego, bo pieprzyłeś się z tym chujem! - Ka-yu najwyraźniej tracił panowanie nad sobą. Podwinął rękawy i ruszył ponownie w stronę wokalisty, tym razem nie mając zamiaru go oszczędzić, jednak drogę zastąpił mu Daigo. Basista syknął głośno. - A ty kto, jego prywatny ochroniarz?! Spierdalaj! -
    Yasu wpatrywał się w byłego partnera z przerażeniem. Nigdy go nie poznał od tej strony; Ka-yu nawet jeśli wybuchał złością, to mimo wszystko zawsze słuchał głosu rozsądku i nigdy nie podniósł na niego ręki. Blondyn teraz jednak czuł, że gdyby nie obecność Daigo, to basista już rzucałby nim o ścianę.
    - Powiedziałem zjeżdżaj! - warknął Ka-yu, mierząc go wzrokiem. Brunet odpowiedział mu tym samym i zanim basista zdążył zareagować chwycił go za nadgarstek i odwrócił do siebie w taki sposób, że Ka-yu niemal zwinął się z bólu, zaciskając powieki. - E-ej, kurwa! Puszczaj! -
    - To z tobą się teraz pożegnamy - odparł całkiem spokojnym tonem Daigo i zaczął prowadzić wyrywającego się mu mężczyznę do drzwi. Dopiero tuż przy nich rozluźnił uścisk i wypchnął go na korytarz, nie powstrzymując się przed kopniakiem w brzuch, od którego Ka-yu aż się zatoczył. Yasu przyglądał się tej scenie całkiem oszołomiony, jakby do niego nie docierało, że to wszystko dzieje się naprawdę.
    Gdy Daigo wrócił do środka, zastał wokalistę kucającego na podłodze i chowającego swoją twarz za długą grzywką. Jego ramiona lekko drżały, a ciszę w pokoju przerywały ciche pociągnięcia nosem. Mężczyzna ukucnął tuż przy nim i oparł dłonie na kolanach blondyna.
    - Hej, Yasu... -

_______
* Przetłumaczony tekst to oczywiście scar Acid Black Cherry. Yasu śpiewa go z kobiecej perspektywy, dlatego tak a nie inaczej go przełożyłam.

8 komentarzy:

  1. Nie wytrzymałam i napisałam wcześniej!:D
    Po pierwsze: uwielbiam wszystkie opowieści, które zawierają w sobie tęsknotę! To uczucie zawsze dodaje magii... Już sam wstęp był nią nasycony, przez co zmiękły mi nogi.
    (Wyobrażam sobie za dużo, zdecydowanie za dużo, ale tak wczuwam się w Twoje słowa, że czuję chłód powietrza, które otacza Yasu, kiedy tak stoi z telefonem z ręku.)

    Hyde... jego wyznanie jest piękne. "chciałem, żebyś za mną nie tęsknił...". Ja nie chcę tutaj nic mówić... Ty wiesz, prawda?
    Moment w którym zapala papierosa... Przez moment zapomniałam, że Yasu dorósł.
    Nie spodziewałam się tak ostrej odpowiedzi!Naprawdę... Nie aż tak ostrej.
    Tutaj, prawdę mówiąc, czekałam podświadomie na jakąś uległość ze strony naszego Yasu. A tu nie bardzo, nie bardzo.
    Jak wspomina pocałunek... to mi serce przyspieszyło! Ja przez takie opowiadania będę przedwczesnym zawałowcem!^^

    Tłumacz wszystko... ten tekst jest piękny! Sto razy piękniejszy, niż w anglojęzycznym przekładzie *nie toleruje polskich*. Nie mówiąc już, że piosenka jest cudna! I tak ładnie wkomponowałaś ją w sytuację...

    Daigo jest słodki jako taki fanboy. Ale on też potrafi pokazać pazurki!
    I jeszcze jest taki wścibski... oczywiście w słusznej sprawie!:D
    On mi coś, kogoś... coś mi siedzi w głowie.

    Wejście Ka-yu... Jakim prawem zachował się właśnie w taki sposób?! To brzmi jak wstrętny, toksyczny związek...
    Tutaj wielkie brawa dla autorki, za wprowadzenie takiej akcji w opowiadanie! *klaszcze*

    Wszystko co się dzieje... ten rozdział ma w sobie tyle akcji, co dobry film przygodowy! I jeszcze przejście z miłosnego, tęsknego początku, w tą końcówkę.

    Cieszę się, że dzieje się właśnie tak... jako czytelniczka jestem wielce zadowolona, ale mój brzuch nie odczuł pełnej sytości... a to przez długość. Ja wiem, że tego było teraz więcej, ale jak już się wkręcę w czytanie to i tak jest mi mało!
    W pełni rozumiem Akirę, która chce więcej... bo ja też bym chciała! Ale przyznam, że takie wyczekiwanie na TEN wtorek jest... jak czekanie na prezent pod choinką! I moje serce się raduje ogromnie, bo każdy wtorkowy prezent jest wspaniały!

    Dziękuję Ci za ten rozdział i za dedykację z Daigo!:)
    Mam nadzieję, że komentarzy znów będzie strasznie dużo, bo zasługujesz na nie.

    Nie wiem, czy mój komentarz jest satysfakcjonujący, ale są rzeczy (a szczególnie uczucia), które tutaj występują i o których ja wolałabym teraz nie mówić.

    Powtórzę się jeszcze na zakończenie... Znów kończysz tak, że mam ochotę potrząsnąć Tobą za to dręczenie!:D

    Całej wielkiej kupy weny na te dwa tygodnie życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niom w końcu się doczekałam . Gratuluję pomysłu i mam nadzieję że kolejny rozdział pojawi sie szybciej bo inaczej nie dam rady hehe . Kocham to opowiadanie i mam nadzieje ze Yasu w końu będzie szczęśliwy . Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku chciałam nawiązać do twojej odpowiedzi na mój komentarz. Przepraszam, jeżeli poczułaś się przez to urażona, jednak myślę, że reklama mojego bloga nie była jego istotą. Czytam i komentuję twoje opowiadanie już od dłuższego czasu i nie zamierzam umieszczać "perfidnych reklam" pod każdą notką, więc zrobiło mi się trochę przykro, że tak to odebrałaś. No ale cóż, takie życie.

    Ale przejdźmy do treści rozdziału.

    Muszę powiedzieć, że poprzednia notka mnie zaintrygowała, bo zrobiłaś w niej jeden wielki zwrot akcji, co było odrobinę dezorientujące, jednak ciekawie to rozegrałaś. Hyde, który wydawał mi się, do tej pory, nieczuły, wykorzystujący Yasu i egoistyczny, okazał się być facetem, który popełnił głupi błąd, jednak starał się jak najmniej zranić ukochaną osobę. Natomiast Ka-yu, który, wydawałoby się, zrobi wszystko, aby przyjaciel był szczęśliwy, nie dość, że pod wpływem zauroczenia wykorzystał go, zranił, zdradził, to jeszcze jest chamski, agresywny, nie czuje się winny i nie zamierza przeprosić. Dodatkowo oskarża Yasu o coś, czego ten nie zrobił i jest strasznym hipokrytą. Bardzo mi się podobało jak Daigo bronił Yasu. No i motyw z pisaniem piosenki pod wpływem emocji... Wiem coś o tym. Genialny sposób na wyrzucenie z siebie wszystkiego, co siedzi gdzieś głęboko i nie daje spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak możesz usprawiedliwiać Ka-yu! Padalec, brr. Od kiedy to człowiek, kiedy jego partner nie ma dla niego czasu, ładuje się do łóżka komuś innemu? I ta scena, kiedy chciał pobić Yasu sprawiła, że sama miałam ochotę mu przyłożyć.

    Zaintrygowała mnie twoja wypowiedź na temat Daigo. Co prawda nie do końca potrafię wyobrazić go sobie jako rozchichranego fanboya Yasu, ale już twoja w tym głowa, bym się przekonała.

    "Scar" idealnie tutaj pasuje. to był impuls, czy od dawna planowałaś ten tekst tutaj umieścić?

    Nie wiem, czy trochę nie za szybko wystrzeliłaś z tymi wyznaniami miłosnymi HYDE. W końcu spotkali się po pięciu latach, powinny nim miotać wątpliwości, czy Yasu wciąż jest osobą, którą wtedy kochał. No ale Yasu dobrze zareagował, nie rzucając mu się od razu w ramiona, zachował ostatki zdrowego rozsądku. Ogólnie, wymagający był dla niego ten dzień - zdrada Ka-yu, spotkanie z HYDE, noc w studio i dziecinny fanboy broniący go przed oszalałym byłym.

    cherry-chou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. HA! Normalnie jestem z dumna z yasu :D Aż mi się łezka w oku zakręciła... Dorósł... tzn. pokazał pazurki :D Bardzo dobre ultimatum dla Hyde, niech się w końcu zdecyduje co jest dla Niego ważniejsze. W sumie to moim zdaniem, jemu (Hyde) także przydałoby się dorosnąć~~
    No dobra, ale wróćmy do opowiadania:
    Zgadzam się z Akimi... jak czytam Twoje opowiadania to czuje się często tak jakbym to ja była yasu, jakby jego myśli były moimi myślami i za to kocham to czytać.
    I jeszcze raz gratuluję yasu jego zachowania- najpierw przy zwlekaniu z odebraniem telefonu, a później tego jak się zachował z pokoju. Według mnie dobrze się stało, że nie do końca był taki "twardy". I że miał tą chwilę słabości, gdzie uczucia wzięły nad nim górę bo dzięki temu Hyde wie, że ma szansę wrócić, że mimo, iż yasu się zmienił to w jakiś sposób zostało w nim trochę tego yasu, który go oczarował. I wydaje mi się, że teraz przy tym nowym yasu, on może się wiele nauczyć.
    Ciekawa jestem także, jak Hyde wyobrażał sobie tą ich rozmowę... no nic, tego się nie dowiem, ale pokminić o tym mogę, ne :D No to panie Hyde, czas na poważną decyzję~~
    Co do następnej sceny i naszego nowego bohatera >>patrzy na autorkę opowiadania by wykminić czy będzie Akihide, ale trafiając na silny opór poddaje się<< to jestem pod wrażeniem. Jego zachowania gdy yasu groziło niebezpieczeństwo :D Tak więc pan Daigo u mnie zapunktował. Tylko teraz pytanie jaka będzie między nimi relacja i jak Daigo zareaguje na znajomość z Hyde bo musimy pamiętać, że on także jest jego fanem. No i Tetsu... a nie mówiłam, że odegra tu jakąś rolę :D Bardzo dobrze zrobił podsuwając wokaliście pomysł by W KOŃCU zadzwonił do yasu. Ciekawią mnie tylko jego motywy- chciał pomóc czy po prostu nie chciał mieć problemów z zamartwianiem się swojego wokalisty? Tak wiem, zadaję dużo pytań...
    No i Ka:yu zostawiłam na koniec. Ja powiem tak- mnie nie dziwi jego zachowanie. On chciał yasu za mocno, zbyt intensywnie, już wcześniej traktował zdobycie yasu jak jakąś zdobycz na wojnie z Hyde. To całe jego uczucie i zachowanie było "za bardzo" więc nawet jeśli się wypaliło to strata czegoś co się "zdobyło" może tylko rozwścieczyć. Chociaż osobiście nie wierzę by teraz się poddał, bo znowu na horyzoncie ma znowu swojego wroga (a i myślę, że jeszcze sobie ubzdura, że Daigo też nim jest). Jak dla mnie to dla Kazu wojna się znowu rozpoczęła tyle że tym razem bardzo, ale bardzo źle ją rozpoczą. I tak szczerze to się go przestraszyłam... nie wiem tylko czy to dlatego, że rzeczywiście był straszny czy dlatego, że znowu za bardzo wczułam się w yasu~~

    Co do odpowiedzi na komentarz- to co miałam gdzieś napisać to napisałam teraz już wcześniej, a co do reszty:
    >>Znowu stara się dowiedzieć co z Akim...<< ech... poddaję się... ale i tak mam nadzieję :D

    Przepraszam za ten wyjątkowo bez składu i ładu komentarz, ale ten rozdział mnie... jeszcze bardziej, że użyję tu tego słowa- napalił na następny i jest tyle rzeczy, które chciałabym napisać, ale mózgu myśli szybciej niż piszą palce :D

    I tak jak zwykle, 3mam kciuki za wenę i jako wierny czytelnik czekam na następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że każdy wchodzi teraz w skórę innych osób. Stanowczy i udający silnego Yasu. A to Hyde, który wręcz błaga, żeby do niego wrócił... I ten wybuch Kayu.. Ciekawi mnie która maska okaże się być tą prawdziwą.
    Biegnę czytać następny rozdział, bo nie ukrywając, troszkę zaniedbałam moje wizyty u Ciebie, za co mocno przepraszam!

    OdpowiedzUsuń
  7. I co ja mogę powiedzieć więcej, niż powiedziały komentarze nade mną?
    Jestem pod ogromnym wrażeniem tego rozdziału, a wplecenie tu "scar" jest po prostu majstersztykiem. Już nigdy nie będę patrzyła na tę piosenkę tak samo, mimo iż to co piszesz, to w końcu fikcja...
    Tak, tęsknota to wypalające od środka uczucie, nawet nie muszę sobie tego wyobrażać.
    I poczułam uścisk w żołądku, taki nerwowy, kiedy Ka-yu rzucił tą gazetą! Naprawdę! To też niesamowicie mi się podoba <3 Jego reakcja... pełna zazdrości, więc może... Yasu jednak nie jest mu obojętny? Lecę sprawdzić do kolejnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń