Witam wszystkich! Tak jest, wróciłam i udało mi się napisać coś sensownego, choć przyznam, że jest to chyba czwarte opowiadanie z pairingiem Hyde i Yasu, za które zabrałam się podczas ostatnich kilku miesięcy, jednak żadne z nich (prócz tego, rzecz jasna) nie nadawało się do publikacji. Z tego tutaj jestem wręcz dumna i mam nadzieję, że wy będziecie mieli podobne odczucia. Musicie mi wybaczyć tę długą zwłokę, jednak dopiero teraz, po maturze, mam okazję nieco odetchnąć i zabrać się za dalszą pracę nad opowiadaniami. Nie mogę wam niestety obiecać, że kolejne rozdziały tej historii będą się ukazywały regularnie, jednak istnieje taka możliwość! Dlatego trzymajcie za mnie kciuki i zmotywujcie mnie jakoś do dalszej roboty w postaci komentarzy. Tymczasem zapraszam do lektury!
*****
- Powinniśmy to kiedyś powtórzyć – wymruczał Hyde, kiedy Yasu wciąż próbował uspokoić swój oddech i bijące mocno serce. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz czuł się równie wspaniale, a wynikało to właśnie z bliskości wokalisty L'Arc~en~Ciel, której przecież doświadczył już przedtem. Nigdy jednak nie mieli jednak okazji zrobić tego razem.
- Co? - zapytał, odgarniając ze swojej twarzy wilgotne od potu kosmyki włosów, co okazało się bezsensowne, bo gdy tylko zrzucił z siebie kostium pokojówki grzywka znów opadła mu na czoło. W końcu czuł się komfortowo. Nie miał nic przeciwko damskim fatałaszkom, raczej chętnie się w nie przebierał, ot dla zabawy. Musiał jednak przyznać, że takie stroje krępowały zarówno jego ruchy, jak i krępowały go przed jego idolem, którym Hyde niewątpliwie był. Nigdy nie ukrywał, że to właśnie on jest dla niego inspiracją i miał wrażenie, że ta szczerość z jego strony pozwoliła mu się zaprzyjaźnić z wokalistą.
- Jak to co? Dać razem koncert. Może jakiś wspólny występ Laruku i Janne? Fanki oszalałyby z radości – Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i również zrzucił z siebie przepoconą białą koszulę, która wręcz lepiła się do jego pleców. Przez cienki materiał prześwitywały anielskie skrzydła, jego jedyny tatuaż, z którego Hyde był niezmiernie dumny. Yasu z początku uważał je za kiczowate i podśmiewał się z nich nawet, co poskutkowało kilkoma tygodniami bez odezwy ze strony przyjaciela, ale teraz... Teraz prezentowały się całkiem seksownie.
- Dopiero co zeszliśmy ze sceny, a ty już chcesz tam wracać? Pracoholik... - zachichotał cicho Yasu i spojrzał w lustro. Dostrzegł w nim rozbawione spojrzenie Kazuhito, który wspomagał Hyde dzisiejszego wieczoru jako basista. W garderobie prócz nich znajdował się jeszcze tylko Arimatsu, który zajmował pozycję perkusisty, reszta najwidoczniej poszła się już odświeżyć. Yasu czuł, że to złe, ale lubił przebywać w towarzystwie innych muzyków bardziej, niż przebywanie razem ze swoim zespołem. Zwłaszcza, gdy chodziło o Hyde, który co rusz wymyślał coś nowego, bawił się muzyką i umiał stworzyć coś naprawdę wspaniałego, wciągając w to innych. Yasu musiał przyznać, że propozycja przyjaciela brzmiała naprawdę kusząco, choć dobrze wiedział, że dużo łatwiej jest powiedzieć, a trudniej zrobić. Nie miał pewności, czy ich wytwórnie ot tak zgodzą się na wspólny występ, bo w końcu każdy z zespołów miał zaplanowany harmonogram do końca tego roku i ciężko byłoby wygospodarować wolny termin. Wymagałoby to też specjalnej, osobnej linii plakatów, ręczników, koszulek i innych gadżetów, jak i również wielu godzin spędzonych w studiu, by zgrać się ze sobą i jakoś sensownie spiąć dwa koncerty.
- Albo... Nie, to głupie – powiedział ciszej Hyde i pokręcił głową. Usiadł przy jednej z toaletek i chwycił za butelkę z wodą. Yasu oczywiście dostrzegł czający się wciąż na jego ustach uśmieszek, bo oczywistym było, że bardzo chce podzielić się z nim swoimi myślami, drocząc się z nim przy okazji.
- Nie to nie – mruknął obojętnym tonem młodszy wokalista. Domyślał się, że wyglądał komicznie w samej bieliźnie i cienkich, czarnych rajstopach, ale przecież Hyde widział go już w bardziej kompromitujących strojach, żeby nie wspomnieć o ich wypadach do spa i siedzenia razem w saunie. Tak więc uczucie wstydu było mu całkiem obce, nawet jeśli w pokoju znajdowali się inni muzycy, którzy zdawali się nie zwracać na nich uwagi, zajęci leniwym pakowaniem swoich rzeczy do toreb, które porozrzucane były po całej garderobie.
Hyde odwrócił się do niego, z wypisaną na twarzy ekscytacją.
- Mógłbyś choć przez chwilę udawać zainteresowanego! - Brunet rzucił w niego pustą plastikową butelką, na co Yasu zaśmiał się serdecznie.
- Zamieniam się w słuch – Posłał mu w powietrzu całusa, kiedy ściągnął z siebie rajstopy i w samych bokserkach usiadł tuż obok niego. Założył nogę na nogę i spojrzał na niego z powagą, choć miał ochotę znów się roześmiać.
- Pomyślałem że skoro już zrobiłem sobie przerwę od L'Arc~en~Ciel, a wręcz nie muszę wracać do zespołu... To moglibyśmy założyć swój własny – oświadczył Hyde, najwyraźniej dumny ze swojego pomysłu.
- Że niby ty i ja...? -
- Sam mówiłeś, że męczy cię Janne i nie jest to brzmienie, które ci w zupełności odpowiada. Zawsze wydawało mi się, że mamy łudząco podobny gust muzyczny i razem moglibyśmy stworzyć coś naprawdę dobrego – odparł, pochylając się w tym czasie nad lustrem i zmywając za pomocą wacików makijaż, który mimo ponad dwugodzinnego koncertu nadal się świetnie trzymał.
- Jak ty sobie to wyobrażasz? Obaj jesteśmy wokalistami, wyglądałoby to przecież nieco komicznie – mruknął Yasu, idąc za przykładem przyjaciela. Sięgnął po buteleczkę z płynem do demakijażu i rozlał go nieco na miękką watę, by zaraz zetrzeć ze swojego policzka fluid wymieszany z pudrem.
- Jak? Normalnie. Przypominam ci, że jestem również gitarzystą. Myślę, że jeśli dam nieco odpocząć moim strunom głosowym, to mój lekarz się ucieszy, mając jedno zmartwienie mniej – Hyde zerknął z uśmiechem na jego odbicie w lustrze, omal nie wkładając świeżego wacika w swoje oko, czego niemal cudem uniknął. Yasu znów zachichotał.
- Daliśmy razem ledwie jeden koncert, nie zapędzaj się – odparł i podniósł się z miejsca, kiedy już pozbył się swojego makijażu. Odszukał swoje rzeczy, upchnięte gdzieś w kącie i wciągnął na siebie luźne, dresowe spodnie. W końcu podniósł głowę i spojrzał z powrotem na Hyde, który najwyraźniej przez cały ten czas wlepiał w niego swoje spojrzenie. Sprawiał wrażenie zirytowanego postawą Yasu.
- Nie mówię przecież, że musimy już teraz się na to porywać. Za jakiś czas znów cię zapytam, co o tym sądzisz i mam nadzieję, że do tego czasu zmienisz zda... -
- Jak zwykle działasz pochopnie, Hyde – przerwał mu Yasu. Dopiął do końca bluzę i wsunął na nos ciemne okulary, tak by móc bezpiecznie wyjść z budynku Zepp Tokyo, w którym odbywał się dzisiejszy halloweenowy koncert, w którym Yasu zgodził się gościnnie wystąpić.
- I zawsze wychodzę przy tym na swoje, jakbyś nie zauważył. Już od dłuższego czasu chodziło mi to po głowie, ten wspólny zespół. Zresztą, nieważne. Wrócimy do tej rozmowy za kilka miesięcy, kiedy dojrzejesz do mojego pomysłu – Hyde znów się uśmiechnął, odprowadzając Yasu swoim wzrokiem, aż do drzwi, których klamkę już naciskał młodszy wokalista.
- Jasne. Trzymaj się – Odwzajemnił jego uśmiech i skinął głowę w stronę Arimatsu oraz Kazuhito, zanim wyszedł z garderoby.
- Co? - zapytał, odgarniając ze swojej twarzy wilgotne od potu kosmyki włosów, co okazało się bezsensowne, bo gdy tylko zrzucił z siebie kostium pokojówki grzywka znów opadła mu na czoło. W końcu czuł się komfortowo. Nie miał nic przeciwko damskim fatałaszkom, raczej chętnie się w nie przebierał, ot dla zabawy. Musiał jednak przyznać, że takie stroje krępowały zarówno jego ruchy, jak i krępowały go przed jego idolem, którym Hyde niewątpliwie był. Nigdy nie ukrywał, że to właśnie on jest dla niego inspiracją i miał wrażenie, że ta szczerość z jego strony pozwoliła mu się zaprzyjaźnić z wokalistą.
- Jak to co? Dać razem koncert. Może jakiś wspólny występ Laruku i Janne? Fanki oszalałyby z radości – Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i również zrzucił z siebie przepoconą białą koszulę, która wręcz lepiła się do jego pleców. Przez cienki materiał prześwitywały anielskie skrzydła, jego jedyny tatuaż, z którego Hyde był niezmiernie dumny. Yasu z początku uważał je za kiczowate i podśmiewał się z nich nawet, co poskutkowało kilkoma tygodniami bez odezwy ze strony przyjaciela, ale teraz... Teraz prezentowały się całkiem seksownie.
- Dopiero co zeszliśmy ze sceny, a ty już chcesz tam wracać? Pracoholik... - zachichotał cicho Yasu i spojrzał w lustro. Dostrzegł w nim rozbawione spojrzenie Kazuhito, który wspomagał Hyde dzisiejszego wieczoru jako basista. W garderobie prócz nich znajdował się jeszcze tylko Arimatsu, który zajmował pozycję perkusisty, reszta najwidoczniej poszła się już odświeżyć. Yasu czuł, że to złe, ale lubił przebywać w towarzystwie innych muzyków bardziej, niż przebywanie razem ze swoim zespołem. Zwłaszcza, gdy chodziło o Hyde, który co rusz wymyślał coś nowego, bawił się muzyką i umiał stworzyć coś naprawdę wspaniałego, wciągając w to innych. Yasu musiał przyznać, że propozycja przyjaciela brzmiała naprawdę kusząco, choć dobrze wiedział, że dużo łatwiej jest powiedzieć, a trudniej zrobić. Nie miał pewności, czy ich wytwórnie ot tak zgodzą się na wspólny występ, bo w końcu każdy z zespołów miał zaplanowany harmonogram do końca tego roku i ciężko byłoby wygospodarować wolny termin. Wymagałoby to też specjalnej, osobnej linii plakatów, ręczników, koszulek i innych gadżetów, jak i również wielu godzin spędzonych w studiu, by zgrać się ze sobą i jakoś sensownie spiąć dwa koncerty.
- Albo... Nie, to głupie – powiedział ciszej Hyde i pokręcił głową. Usiadł przy jednej z toaletek i chwycił za butelkę z wodą. Yasu oczywiście dostrzegł czający się wciąż na jego ustach uśmieszek, bo oczywistym było, że bardzo chce podzielić się z nim swoimi myślami, drocząc się z nim przy okazji.
- Nie to nie – mruknął obojętnym tonem młodszy wokalista. Domyślał się, że wyglądał komicznie w samej bieliźnie i cienkich, czarnych rajstopach, ale przecież Hyde widział go już w bardziej kompromitujących strojach, żeby nie wspomnieć o ich wypadach do spa i siedzenia razem w saunie. Tak więc uczucie wstydu było mu całkiem obce, nawet jeśli w pokoju znajdowali się inni muzycy, którzy zdawali się nie zwracać na nich uwagi, zajęci leniwym pakowaniem swoich rzeczy do toreb, które porozrzucane były po całej garderobie.
Hyde odwrócił się do niego, z wypisaną na twarzy ekscytacją.
- Mógłbyś choć przez chwilę udawać zainteresowanego! - Brunet rzucił w niego pustą plastikową butelką, na co Yasu zaśmiał się serdecznie.
- Zamieniam się w słuch – Posłał mu w powietrzu całusa, kiedy ściągnął z siebie rajstopy i w samych bokserkach usiadł tuż obok niego. Założył nogę na nogę i spojrzał na niego z powagą, choć miał ochotę znów się roześmiać.
- Pomyślałem że skoro już zrobiłem sobie przerwę od L'Arc~en~Ciel, a wręcz nie muszę wracać do zespołu... To moglibyśmy założyć swój własny – oświadczył Hyde, najwyraźniej dumny ze swojego pomysłu.
- Że niby ty i ja...? -
- Sam mówiłeś, że męczy cię Janne i nie jest to brzmienie, które ci w zupełności odpowiada. Zawsze wydawało mi się, że mamy łudząco podobny gust muzyczny i razem moglibyśmy stworzyć coś naprawdę dobrego – odparł, pochylając się w tym czasie nad lustrem i zmywając za pomocą wacików makijaż, który mimo ponad dwugodzinnego koncertu nadal się świetnie trzymał.
- Jak ty sobie to wyobrażasz? Obaj jesteśmy wokalistami, wyglądałoby to przecież nieco komicznie – mruknął Yasu, idąc za przykładem przyjaciela. Sięgnął po buteleczkę z płynem do demakijażu i rozlał go nieco na miękką watę, by zaraz zetrzeć ze swojego policzka fluid wymieszany z pudrem.
- Jak? Normalnie. Przypominam ci, że jestem również gitarzystą. Myślę, że jeśli dam nieco odpocząć moim strunom głosowym, to mój lekarz się ucieszy, mając jedno zmartwienie mniej – Hyde zerknął z uśmiechem na jego odbicie w lustrze, omal nie wkładając świeżego wacika w swoje oko, czego niemal cudem uniknął. Yasu znów zachichotał.
- Daliśmy razem ledwie jeden koncert, nie zapędzaj się – odparł i podniósł się z miejsca, kiedy już pozbył się swojego makijażu. Odszukał swoje rzeczy, upchnięte gdzieś w kącie i wciągnął na siebie luźne, dresowe spodnie. W końcu podniósł głowę i spojrzał z powrotem na Hyde, który najwyraźniej przez cały ten czas wlepiał w niego swoje spojrzenie. Sprawiał wrażenie zirytowanego postawą Yasu.
- Nie mówię przecież, że musimy już teraz się na to porywać. Za jakiś czas znów cię zapytam, co o tym sądzisz i mam nadzieję, że do tego czasu zmienisz zda... -
- Jak zwykle działasz pochopnie, Hyde – przerwał mu Yasu. Dopiął do końca bluzę i wsunął na nos ciemne okulary, tak by móc bezpiecznie wyjść z budynku Zepp Tokyo, w którym odbywał się dzisiejszy halloweenowy koncert, w którym Yasu zgodził się gościnnie wystąpić.
- I zawsze wychodzę przy tym na swoje, jakbyś nie zauważył. Już od dłuższego czasu chodziło mi to po głowie, ten wspólny zespół. Zresztą, nieważne. Wrócimy do tej rozmowy za kilka miesięcy, kiedy dojrzejesz do mojego pomysłu – Hyde znów się uśmiechnął, odprowadzając Yasu swoim wzrokiem, aż do drzwi, których klamkę już naciskał młodszy wokalista.
- Jasne. Trzymaj się – Odwzajemnił jego uśmiech i skinął głowę w stronę Arimatsu oraz Kazuhito, zanim wyszedł z garderoby.
***
Poranek był porą dnia, którą Yasu lubił najbardziej. Był to w zasadzie jedyny czas, który miał zarezerwowany tylko i wyłącznie dla siebie. Jedyny czas, podczas którego miał okazję przebywać w swoim mieszkaniu, sam ze swoimi myślami. Spędzał poranki bardzo różnie. Często zdarzało mu się je w całości przesypiać. Wówczas zrywał się koło południa z łóżka, szykował w pośpiechu do pracy, zjadał szczątkowe śniadanie i wybiegał z domu, by zdążyć na kolejny wywiad czy sesję. Ostatnio jednak jego polubił wczesne pobudki. Dzień zaczyna się wtedy letnim prysznicem, pod którym spędza pół godziny, myśląc o niczym i o wszystkim, podczas gdy ciepłe strumienie wody spływają po jego ciele. Następnie kawa, koniecznie mocna, tak by mogła wybudzić go z błogostanu, w jakim zawsze się znajdował po gorącej kąpieli. Z kubkiem w dłoni siada w fotelu, odwróconym przodem do przeszklonej ściany swojego apartamentu, przez którą widać rozciągającą się panoramę miasta. Tokio już dawno nie śpi. Jego mieszkańcy spieszą się do pracy i do szkół. Nikt nie zadaje sobie trudu, by na moment się zatrzymać i podziwiać wznoszące się na nieboskłonie słońce, które otula rzeczywistość swoimi ciepłymi promieniami.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, kiedy uświadomił sobie, że mimo wczesnej pobudki dzisiaj wyjątkowo nie musi się nigdzie spieszyć. Był to jeden z nielicznych dni w roku, kiedy nikt od niego niczego nie wymagał. Wszystkie sprawy, związane z wydaniem ostatniego singla, zostały dopięte na ostatni guzik, teraz pozostawało mu tylko czekać na jego premierę. Wszelkie sesje do magazynów, promujące ów wydawnictwo, zostały już zrealizowane i jego zdjęcia były zapewne w tym momencie drukowane na śliskiej powierzchni papieru. Nie musiał się również spieszyć z komponowaniem nowych utworów. A nawet jeśli, to mógł się tym przecież równie dobrze zająć Ka-yu lub Kiyo.
Dlatego teraz założył nogę na nogę, rozsiadając się przy tym wygodniej w swoim miękkim fotelu. Upił kolejny, mały łyk kawy, mrużąc oczy przed promieniami porannego słońca. Lubił przebywać sam. Nie wyobrażał sobie dzielenia mieszkania z drugą osobą, nie wyobrażał sobie siebie w związku. Miał poczucie, że zaburzyło by to jego harmonię, którą tak skrupulatnie wyznaczył w swoim życiu. Wymagałoby to od niego zmiany nawyków. Z pewnością nie mógłby się rozkoszować porankami w takim stopniu, w jakim to robił teraz. Wiele razy słyszał od innych, że powinien sobie kogoś znaleźć, by nie czuć się samotnym. Sęk w tym, że Yasu wcale nie czuł się samotny, pragnął być po prostu sam. Między tymi dwoma pojęciami była subtelna różnica.
Podciągnął kolana pod brodę i przymknął powieki, kiedy oparł policzek o jego z nich. Teraz było idealnie. W mieszkaniu panowała cisza, przerywana jedynie cichym tykaniem zawieszonego na ścianie zegara. Wdychał cudowny zapach kawy z mlekiem i cukrem, którego nigdy sobie nie żałował. Otulało go przyjemne ciepło. Wygodne ubrania, które służyły mu za piżamę, nie krępowały ruchów. Kosmyki włosów w kolorze ciemnego blondu opadały łagodnie na jego ramiona. nie domagając się wcale układania ich. Spokój, który go teraz ogarniał, był niemal namacalny i nic nie zapowiadało, że zostanie za moment zburzony.
Zadzwonił telefon.
Yasu otworzył najpierw jedno oko i odwrócił głowę, by prześlizgnąć leniwie wzrokiem po nienagannie czystym salonie. Poszukiwał źródła dźwięku, którego nie zdążył jeszcze powiązać z przedmiotem, który go wydawał. Kiedy uchylił drugą powiekę dotarło do niego, że to dzwonek nadchodzącego połączenia, wyjątkowo natrętnego, jeśli wziąć pod uwagę okoliczności. Nie miał najmniejszej ochoty podnosić się z fotela, mając przeczucie, że to dzwoni ktoś z wytwórni, by poinformować go, że żartowali z dniem wolnym i musi pilnie wracać do pracy. Wcale mu się to nie podobało.
Był więc zdziwiony, kiedy ujrzał na wyświetlaczu imię swojego przyjaciela, który z pewnością był ostatnią osobą decydującą się na przeszkadzanie mu o poranku, biorąc pod uwagę to, jak dobrze znał on nawyki Yasu. Nieprawdą byłoby powiedzieć, że nie miał ochoty rozmawiać z Hyde - konwersacje z wokalistą zawsze sprawiały mu ogromną przyjemność. Tylko nie w tym momencie.
- Halo? - rzucił cicho, kiedy już otworzył klapkę i przyłożył telefon do ucha. Przez chwilę odpowiadało mu milczenie.
- Dzień dobry. Obudziłem cię? Masz taki zaspany głos - odpowiedział w końcu Hyde. Yasu miał wrażenie, że ten czyta mu w myślach: właśnie tłumił ziewnięcie, co utwierdzało go w fakcie, że powinien był dłużej pospać. Nie mógł się jednak oprzeć możliwości rozkoszowania się czasem wolnym.
- Nie, nie śpię już od ponad godziny. Właśnie piłem kawę - mruknął spokojnym tonem głosu. Usiadł na sofie, równie miękkiej co fotel i wyciągnął na niej nogi. Zastanawiał się, co teraz robi Hyde i dlaczego do niego dzwoni, nie przechodząc od razu do sedna. Zawsze był bezpośredni i nie lubił owijania w bawełnę, dlatego po części zdziwiły go te tak zwyczajne słowa z jego ust.
- No tak, te twoje poranne rytuały... Masz dzisiaj trochę wolnego czasu? Pomyślałem, że moglibyśmy się spotkać - Ach, więc o to chodziło. Yasu przymknął powieki i mimowolnie się uśmiechnął, kiedy już wszystkie jego wątpliwości zostały rozwiane. Wcześniej sądził wręcz, że coś się stało, a teraz wiedział, że Hyde miał na uwadze jego rozkojarzenie. To miłe uczucie, ta świadomość, że ktoś pamięta o twoich przyzwyczajeniach i umie je uszanować.
- Jeśli masz na myśli popołudnie, to bardzo chętnie - odparł, bawiąc się w tym czasie swoimi włosami, co zdarzało mu się dość często podczas rozmów telefonicznych. Niemal usłyszał, jak Hyde uśmiecha się po drugiej stronie.
- Więc wpadniesz do mnie? Nie mam ochoty narażać się na piski fanek w kawiarniach, odzwyczaiłem się od tego - mruknął przyjaciel, niby od niechcenia, jednak Yasu wyczuł w jego głosie nacisk. Zaciekawiło go to, dlatego usiadł prosto na kanapie i postanowił skupić się na rozmowie, by wyłapać z niej jak najwięcej. Coś tutaj śmierdziało, Hyde był zbyt miły i zbyt ogólnikowy.
- Tak, zadzwonię do ciebie, kiedy będę już w drodze. Chcesz mi przedstawić kolejną dziewczynę? - wypalił szybko Yasu, samemu się teraz uśmiechając. Już nie raz dochodziło do takiej sytuacji: kompletnie niczego nieświadomy wokalista Janne odwiedzał Hyde, który uważał, że Yasu koniecznie musi poznać jego nową wybrankę, usprawiedliwiając się twierdzeniem, że to z pewnością ta jedyna. Jednak żaden z jego związków nie przetrwał dłużej, niż pół roku. Nic dziwnego, skoro Hyde miał w zwyczaju spędzać całe tygodnie w trasach koncertowych, a poza nimi dość intensywnie imprezować, tak więc dość często zdarzały mu się wpadki, w postaci dowodów zdrady w porannej prasie. Jakby tego było mało, Hyde nie stronił od zabawiania fanek poprzez obściskiwanie się z innymi muzykami na scenie. Ostatnio jednak jego zachowanie drażniło również Yasu i nie uważał go za zabawne, raczej niesmaczne.
- Ja... co? Mówiłem ci przecież, że skończyłem z laskami, za dużo mnie to nerwów kosztuje. Po prostu przyjedź - odparł Hyde wymijająco. Wyraźnie usłyszał, jak ten uśmiecha się jeszcze szerzej, niż przed momentem. Wyobraził sobie przyjaciela, który podekscytowany nie może usiedzieć na miejscu, to było bardzo w jego stylu.
- To do zobaczenia - westchnął do telefonu i rozłączył się, zanim zdążył usłyszeć jego odpowiedź. Jeszcze przez chwilę siedział w bezruchu, próbując otrząsnąć się z odrętwienia, które wciąż zniewalało całe jego ciało.
Wciąż czuł się równie śpiący, co o poranku, kiedy siedział już w taksówce i wyglądał przez szybę, prześlizgując wzrokiem po mijanych z dużą prędkością zarysach budynków. Drogę do dzielnicy, w której mieszkał jego przyjaciel, znał niemal na pamięć, dlatego wydawała mu się teraz nużąca. Zawsze te same, szklane biurowce i inne betonowe konstrukcje, których z czasem było coraz mniej. Zastępowały je niezbyt ciekawe, stawiane w pośpiechu domy wielorodzinne, z wplecionymi między nie posiadłościami w tradycyjnym, japońskim stylu. Za nimi z pewnością rozciągały się wspaniałe ogrody, po których Yasu z przyjemnością by się przespacerował, najlepiej boso, czując pod swoimi stopami miękką trawę.
Dom, w którym mieszkał Hyde, był jedyny w swoim rodzaju. Wzniesiony w okolicy pełnej niskich drewnianych domów, z podłogami wyłożonymi tatami i papierowymi ścianami, zdecydowanie wyróżniał się na ich tle, a to za sprawą europejskiej architektury. Oparty na solidnych, kamiennych fundamentach, z werandą i prowadzącymi na nią uroczymi schodkami, spadzistym dachem, wyglądał jak wyciągnięty żywcem z drogiego katalogu deweloperskiego. Kiedy Yasu odwiedzał go po raz pierwszy miał wrażenie, że pomylił adres i z pewnością mieszka tutaj jakiś stateczny biznesmen z rodziną. Ostatnią osobą, którą posądziłby o mieszkanie w takim miejscu była wschodząca rockowa gwiazda i jego przyjaciel w jednej osobie.
Teraz zupełnie swobodnie przemierzał wybrukowane schodki, prowadzące do tych drewnianych, by w końcu znaleźć się na ganku i zadzwonić do drzwi, choć był niemal pewien, że Hyde wybaczyłby mu wtargnięcie do środka bez pukania. Nie upłynęło nawet dziesięć sekund, kiedy jego uśmiechnięta twarz ukazała się w drzwiach.
- Wchodź, moja wisienko... - zachichotał Hyde, robiąc mu miejsce w przejściu.
- Słucham? - Yasu zmarszczył brwi, zdziwiony tym entuzjazmem wokalisty. Pierwszy raz go tak nazwał i niezbyt podobało mu się to przezwisko. Miał dziwne przeczucie, że nie był to ostatni raz, kiedy Hyde użył wobec niego tego określenia. Naprawdę lubił przebywać w jego towarzystwie i nigdy nie miał nic przeciwko takim spontanicznym spotkaniom, ale dziś wyjątkowo miał ochotę zrobić w tył zwrot i uciec do domu, podświadomie czując, że ta wizyta wywróci jego starannie wypracowaną harmonię do góry nogami.
Przyjaciel zaprosił go od razu do salonu, gdzie posadził swojego gościa na sofie i w milczeniu udał się do kuchni, by przynieść im coś do picia. Więc Hyde wciąż miał zamiar bawić się w te podchody i nie wyjawiać mu celu spotkania. Yasu założył nogę na nogę i chcąc nie chcąc zaczął rozglądać się po dobrze znanym mu wnętrzu, w czasie gdy z drugiego pokoju dochodził go dźwięk wyciąganych z zamrażarki kostek lodu, które miały zapewne wylądować w szklankach. Przy okazji oddał się swoim zwyczajowym rozmyślaniom na temat tego, jak jego przyjaciel wytrzymuje samemu w tak dużym domu. Jemu wystarczał i tak dużych rozmiarów apartament, który uważał za niezwykle przytulny, w porównaniu z surowym wnętrzem, jakie prezentował salon Hyde.
- Poczekaj jeszcze chwilę, idę po gitarę! - powiedział, kiedy zjawił się nagle w pokoju i postawił na niskim stoliku szklanki wypełnione wodą z cytryną i miętą. Zachowanie Hyde zastanawiało go coraz bardziej, jednak miał zamiar cierpliwie czekać na wyjaśnienia.
- Powiesz mi, o co chodzi? Bo nie wiem, czy mogę dalej planować domową kolację, na co szykowałem się od tygodnia - mruknął Yasu, niejako zbolałym tonem. To, co powiedział było prawdą: miał niewiele okazji, by móc samemu coś ugotować, a musiał przyznać, że przygotowywanie jedzenia go relaksowało.
- Oj, nie marudź! Teraz siedź cicho i słuchaj - odburknął Hyde, siadając naprzeciwko niego, na drugiej sofie, kiedy wrócił już z gitarą akustyczną, którą zaczynał właśnie stroić. Yasu westchnął ledwo słyszalnie i sięgnął po szklankę z wodą, którą zaczął powoli sączyć. Czyżby chodziło mu jedynie o zaprezentowanie najnowszej piosenki, jaką skomponował dla Laruku? Lub kolejny utwór wchodzący do jego solowej płyty, na której wydanie się szykował?
Zmrużył oczy, kiedy pokój wypełniła muzyka. Od razu zwrócił uwagę, że kawałek nie jest akustyczny, przeznaczony raczej dla dźwięków gitary elektrycznej, co zaczął sobie wyobrażać. Wówczas melodia zdecydowanie nabrała charakteru, była szybka i drapieżna, przez co Yasu domyślił się, że to utwór nadający się raczej na singiel wydany pod pseudonimem przyjaciela, niż kolejny w dorobku L'Arc~en~Ciel. Musiał jednak przyznać, że było to coś zupełnie nowego. Wsłuchiwał się w dźwięki gitary jak zahipnotyzowany, z żalem przyjmując jej zakończenie.
- I jak? - rzucił Hyde, ostrożnie odkładając na bok instrument. Sam sięgnął po szklankę z wodą, choć nie podniósł jej do ust, najwyraźniej czekając na opinię Yasu.
- Naprawdę niezła. Ułożyłeś już do niej słowa? - zapytał niby od niechcenia. Hyde był perfekcjonistą i był niemal pewien, że ten ma już gotowy tekst piosenki, a przynajmniej znaczną jego część.
- To zadanie zostawiłem tobie - odpowiedział brunet i uśmiechnął się szeroko.
Yasu osłupiał.
- Ale to przecież twój kawałek... - mruknął ostrożnie, mając niejasne przeczucie, że wie już, do czego zmierza przyjaciel, choć nie chciał tego mówić głośno. Upił kilka sporych łyków wody, by ukryć swoje zdenerwowanie, ponieważ wciąż nie przemyślał propozycji Hyde, jaką złożył mu kilka miesięcy temu.
- Ten kawałek byłby dobry, gdybym to ja ułożył tekst i użyczył mu wokalu. Z twoim głosem będzie genialny, bo wiem, że drzemie w tobie niezły potencjał, którego Janne Da Arc nie może z ciebie wydobyć. Albo raczej ten zespół ci na to nie pozwala - odparł Hyde, całkiem spokojnie.
- Mimo to nie chcę zostawiać zespołu, beze mnie nie dadzą sobie rady. Jest tylu wokalistów, dlaczego to akurat ja mam z tobą współpracować? Możesz poprosić Mao z SID albo Gackta - Yasu dopił duszkiem resztę zawartości jego szklanki, niemal połykając pływającą w niej cytrynę. Skrzywił się mimowolnie i zjadł kawałek owocu, robiąc się przy okazji czerwony na twarzy.
- Nie będę się męczył z kimś, kogo ledwie znam. I nikt nie ma takiego głosu, jak ty. Poza tym... - urwał nagle Hyde i teraz on sam się zaczerwienił.
- Co? - rzucił nieco głupawo Yasu, zerkając na przyjaciela.
- Nic, nieważne. Już prawie wszystko przygotowałem, myślałem o tym przez te kilka miesięcy. Mam nawet listę z nazwami dla naszego projektu, mógłbyś po prostu na nią zerknąć - mruknął brunet i wychylił się po leżący na stoliku notes, z którego wyrwał zapisaną kartkę. Podał ją blondynowi, jednak nie wypuścił jej z dłoni, kiedy Yasu za nią chwycił. - Obiecaj mi, że przejrzysz ją dziś wieczorem i zadzwonisz do mnie -
- Może... - odparł niechętnie, nawet nie patrząc na kartkę, którą złożył dwa razy i schował ją do kieszeni swojej luźnej bluzy. Czuł na sobie jego badawczy wzrok, zupełnie jakby Hyde chciał wpłynąć na jego wolę i zmusić go do zgodzenia się na ten szalony pomysł.
Po części mu się to udało, bo gdy Yasu wrócił już do siebie, to jego myśli wciąż krążyły wokół zespołu, Hyde i kartki, której nie odważył się wyjąć z kieszeni. Zaciskał na niej palce, badał opuszkami jej fakturę, jej krawędzie, tak że znał je już niemal na pamięć. Hyde na pewno zapisał na niej swoim zgrabnym pismem wiele chwytliwych nazw
Rozmyślał również o tym, czego Hyde nie chciał mu powiedzieć podczas jego dzisiejszej wizyty. Yasu siedział wówczas na łóżku w sypialni, przebrany już w dres, który służył mu za piżamę. Na nosie miał ciemne, wyraziste oprawki okularów, przed sobą otwartą książkę, choć nie przeczytał ani strony tego wieczoru. Jego spojrzenie znów kierowało się w stronę okna, przez które wyglądał na Tokio. Było równie rozświetlone, jak za dnia, tak że człowiek mógł zupełnie stracić rachubę czasu.
Yasu czasem tak właśnie się czuł - zagubiony i samotny w otoczeniu, które zdawało się nieustannie pędzić do przodu. Dlatego nie podobał mu się pośpiech Hyde i te wszystkie niedomówienia. Nie chciał ryzykować, nie mając przecież pewności, czy to wszystko się uda. Choć z drugiej strony, jeśli angażował się w to wokalista Laruku, to to nie miało prawa nie wypalić i projekt skazany był na sukces. Nie rozumiał jednak motywacji, która kierowała przyjacielem. Zarówno on, jak i Hyde powtarzali sobie, że w kontaktach prywatnych powinni uciekać od tematu pracy, a przynajmniej możliwie jak najbardziej go ograniczać. Jeśli zaczną razem pracować, będzie to niemożliwe. Hyde mógł poprosić każdego, więc dlaczego akurat on?
Westchnął cicho i położył się na plecach, przenosząc teraz swój wzrok na sufit. Naprawdę nie lubił zmian. Czuł jednak taki dziwny niepokój, który podpowiadał mu, że nie powinien tym razem uciekać i zrobić coś dla siebie, by zmienić swoje życie. Wyciągnął z kieszeni kartkę, rozprostował ją i przeczytał z uwagą. Coś go wręcz ściskało w brzuchu, kiedy sięgnął po leżący obok telefon i otworzył nowego maila do Hyde, w którego treści napisał jedynie dwa słowa, układające się w nazwę, która szczególnie zwróciła jego uwagę.
Bloody Cherry.
Cherry-chan czekam na dalszy ciąg <3 zaowiada się ciekawie. Hydo jako ten nieśmiały podrywacz, oyoyo ^^
OdpowiedzUsuńMomo
Skończyłam z tumblrem. Skończyłam ze wszystkimi relacjami męsko-męskimi. Ty znikłaś mi z gg. Przystopowałam z fangirlem do yasu i hyde, na rzecz Akihide. I nagle, po kilku dobrych miesiącach, przypominam sobie o tumblrze. Tumblr to dla mnie kissthecherry. A jak kissthecherry to i genialne opowieści yasu/hyde.
OdpowiedzUsuńNo i się nie zawiodłam.
Nie dosyć, że są nowe opowiadania, to jeszcze zaczyna się nowa seria. Jak zwykle dobrze napisana. To znaczy, zaczyna się dobrze. Inna sprawa, że Twój styl rozpoznam wszędzie i to genialne wykreowanie yasu.
Pomysł ciekawy, yasu i hyde w jednym zespole, no proszę. Normalnie bym się zdziwiła, ale znając Twoją miłość do nich i Twoje szaleństwo... Jak się rozwinie to ocenie dokładniej fabułę. No cóż, czekam na dalsze rozdziały.
Witaj,
OdpowiedzUsuńcałkiem niedawno tutaj trafiła, jeszcze mi trochę brakuje do przeczytania wszystkiego, ale postanowiłam da znak, że jest ktoś nowy tutaj, opowiadania bardzo mi się podobają, czyta się je lekko i przyjemnie....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hm, chyba tęskniłam za Twoimi opowiadaniami:)
OdpowiedzUsuńJuż to kiedyś przeczytałam, ale wtedy nie zostawiłam komentarza. Do rzeczy...
Yasu w rajstopach!!! W cienkich, czarnych rajstopach! To jak wstęp do dobrego porno...:D Z Hyde oczywiście, bo do zdzierania tych rajstop nikt inny by nie pasował.
No i pewno, że Hyde kończy z laskami, jak ma takiego słodziaka pod ręką!
Strasznie to krótkie...
Podoba mi się kreacja Yasu - jak zwykle zresztą. Bardzo chciałabym zobaczyć ciąg dalszy. Naprawdę bardzo! Więc jeśli istnieje możliwość, że jeszcze do tego wrócisz, chcę życzyć Ci jak najwięcej weny!^^
Wierna fanka pozdrawia!