Dość długo mnie tutaj nie było, prawda? Pewnie czekaliście na kolejną część Bloody Cherry, a ja podstępnie zmieniłam plany. Wątpię, bym była w stanie pociągnąć tamtą dopiero co napoczętą serię. A przynajmniej nie teraz. Cieszmy się jednak tym, co jest, a mianowicie one-shotem z HIRO oraz MORRIM w rolach głównych. Już od dawna nosiłam się z zamiarem napisania pierwszego (tak, przekopałam całe internety i nic nie znalazłam) fanfika z tym pairingiem. Mam nadzieję, że nawet ci, którzy sceptycznie podchodzą do tejże pary, odnajdą przyjemność w lekturze, do której serdecznie zapraszam! Komentarze obowiązkowe.
*****
W mieszkaniu panowała absolutna cisza. Nie zdziwiło go to, wręcz przeciwnie; jego kochanek często siedział w fotelu i rozkoszując się tym brakiem dźwięków zaczytywał się w powieściach, które gromadził na potęgę. Hiro prześlizgnął wzrokiem po ogromnym regale, którego półki wręcz uginały się pod ciężarem książek. Dalej jego wzrok powędrował na komplet skórzanych kanap, zajmujących środek salonu. Pomiędzy nimi wciśnięty był okrągły stolik, zawalony wszelkiego rodzaju papierami z zapisanymi na nich nutami, oraz pustymi szklankami. Na lewo od regału, pod ścianą, rzędem stały gitary w stojakach. Brunet uśmiechnął się, widząc swoją granatowo-fioletową piękność. Była to jego ulubiona i zarazem najcenniejsza gitara, o którą dbał szczególnie. Na ścianach wisiało kilka abstrakcyjnych obrazów, którymi ukochany zawsze się zachwycał, a on sam nie widział w nich nic szczególnego. Cały pokój skąpany był w półmroku; jedynym źródłem światła były uchylone drzwi balkonowe, przez które do środka wlewała się jasna poświata bijąca od centrum stolicy.
Hiro skierował się w tę stronę, zwinnie wymijając wszystkie przeszkody, które stały mu na drodze. Zanim jednak wyszedł na balkon, przysunął się bliżej przeszklonych drzwi i wyjrzał na zewnątrz. Wysoki brunet o pociągłej, pięknie wyrzeźbionej twarzy stał do niego bokiem. Opierał się o barierkę, w dłoni trzymał zapalonego papierosa. Jego wzrok był nieobecny, ciemne tęczówki spoglądały w stronę nieba, na którego grafitowym tle wymalowany był księżyc. Hiro wiedział, że nieprzypadkowo doskonale go widać z ich balkonu, nawet w tak obficie oświetlonym mieście, jak Tokio. Morrie uwielbiał się w niego wpatrywać, zawsze dawało mu to ukojenie po całym dniu pracy, czym właściwie go zaraził.
Bezszelestnie wyślizgnął się na zewnątrz i podszedł do kochanka, wyjmując z jego dłoni papierosa. Ten od razu drgnął i spojrzał na niego z wyrzutem. Hiro zachichotał cicho, wkładając fajkę między wargi i mocno się zaciągając. Nie miał pojęcia, od jak dawna Morrie podkradał jego Marlboro, ale nie miał mu tego za złe. Patrzył mu teraz prosto w oczy, widząc jak w jego spojrzeniu zapalają się radosne iskierki.
– Ciężki dzień? – zapytał cicho starszy. Hiro oparł się tyłem o barierkę i ponownie zaciągnął. Tego właśnie mu było trzeba. Siedzenie w studiu niemal całe popołudnie i powstrzymywanie się, by nie wyjść na papierosa, dało mu się we znaki. W milczeniu pokiwał głową i ponownie na niego spojrzał. Jednak Morrie odwrócił już wzrok i znów patrzył na księżyc, zafascynowany tak, jakby ujrzał go po raz pierwszy w życiu. Gitarzysta poszedł za jego przykładem i odwrócił się przodem do barierki, by móc podziwiać to ciało niebieskie.
– Nigdy cię to nie znudzi, prawda? – mruknął Hiro. Dziwnym sposobem on sam nie umiał teraz oderwać od niego wzroku. Wodził nim po chropowatej powierzchni księżyca, przemierzał wszystkie załamania bieli, odkrywał coraz to nowe odcienie szarości. Był tak daleko, a jednocześnie tak blisko. Brunetowi wydawało się, że wystarczy wyciągnąć dłoń, by móc go dosięgnąć.
Chłodna dłoń dotknęła jego pleców.
Uśmiechnął się ledwo dostrzegalnie i mimowolnie spiął mięśnie, umęczone po dzisiejszym dniu podczas gry na gitarze. Palce Morriego ledwie muskały jego skórę, a mimo to przeszyła go fala przyjemnych dreszczy. Jak zawsze, gdy go dotykał. Uwielbiał w nim to, że nie robił tego nachalnie, nigdy nie przyciągał go do siebie zaborczo. Zawsze robił to powoli, subtelnie, jakby chciał, by Hiro rozkoszował się każdą sekundą bliskości. Palce mężczyzny stopniowo przesuwały się w dół, wzdłuż linii jego kręgosłupa. Gitarzysta przymknął powieki. Jego serce zabiło mocniej, kiedy wokalista położył dłoń na jego ciele i delikatnie przesunął ją na jego bok, tym samym go obejmując.
– Ty też nigdy mi się nie znudzisz – powiedział cicho Morrie. Druga dłoń pogładziła czule jego ramię. Hiro słyszał za sobą jego spokojny oddech, który owiewał jego kark. Mężczyzna zaczął powoli odgarniać z jego szyi długie kosmyki włosów, muskając teraz zimnymi opuszkami palców odkrytą skórę. Znów fala dreszczy. Nie trzeba było mu wiele, by odpłynąć w jego ramionach. Nikt wcześniej tak na niego nie działał.
– Motoyuki – wyszeptał czując, jak mężczyzna przylega do jego pleców. Tylko jemu pozwalał zwracać się do siebie po imieniu. Hiro robił to jedynie wówczas, kiedy byli sami, w czasie pieszczot, doskonale wiedząc, jak bardzo oddziałuje to na jego kochanka. Palce wokalisty bawiły się teraz brzegiem jego bluzki. Choć były niesamowicie zimne, jak zawsze, gitarzyście robiło się coraz goręcej. Kiedy kontrastujące ciepłe wargi odnalazły wreszcie drogę do jego szyi, otworzył oczy i ostatni raz zaciągnął się mocno.
– Jestem zmęczony – powiedział nieco głośniej. Aura intymności od razu opadła. Hiro wręcz namacalnie wyczuwał teraz poirytowanie partnera, który mimo to się od niego nie odsunął, zapewne nie mając ochoty dać za wygraną. Wiedział, że Morrie tęsknił za jego ciałem, którego nigdy nie miał pod dostatkiem. Uroki bycia w związku z pracoholikiem.
– Chcę usłyszeć lepszą wymówkę. Żyjemy niemal w celibacie, w ciągu tych ostatnich tygo-
– Wiem – przerwał mu Hiro. Zagryzł lekko wargę, gdy ten znów złożył na jego skórze pocałunek, przesycony wielką tęsknotą, której ledwie był w stanie się oprzeć. Skoro Morrie nie miał zamiaru odpuścić, to chciał chociaż zyskać na czasie, by wprawić się nieco w nastrój i nie rozczarować go po raz kolejny. Dlatego szybko wyślizgnął się z jego objęć; wokalista specjalnie go nie zatrzymywał, choć uwadze Hiro nie umknęło niezadowolenie wymalowane na jego twarzy. Zanim jeszcze wszedł z powrotem do mieszkania, rzucił cicho: – Czekaj na mnie w sypialni.
Przymknął za sobą drzwi balkonowe i po ciemku ruszył w stronę łazienki, znów mijając te same meble, co wcześniej. Już w połowie drogi usłyszał dźwięk zamykania tarasu i kroki za sobą. Sięgał palcami klamki, kiedy Morrie go dogonił. Stanowczym ruchem oparł swoją dłoń na drzwiach, tym samym uniemożliwiając mu wejście do środka. Hiro westchnął cicho, zanim mężczyzna odwrócił go do siebie przodem i znienacka pocałował. Kiedy starszy nareszcie się od niego odsunął, w gitarzyście wręcz gotowało się ze złości, choć na jego usta mimowolnie wkradł się uśmiech. Nie podobało mu się zachowanie ukochanego, a jednocześnie cieszył go niesłabnący wciąż zapał i świadomość, że nadal go pożąda.
– Mogę chociaż wziąć prysznic? – zapytał, siląc się teraz na spokój i odważnie spoglądając mu prosto w oczy. Nie powinien był go tak długo zwodzić. Miał wrażenie, że jeśli tylko wyjdzie z łazienki, to Morrie zwyczajnie się na niego rzuci i wcale nie będzie delikatny, czego Hiro w łóżku nie tolerował. Teraz wokalista pożerał go wygłodniałym wzrokiem, z pewnością zastanawiając się, co teraz powiedzieć i ważąc każde słowo.
– Możesz... – odpowiedział powoli, z odsuwając się z wyraźną niechęcią. Cały czas na niego patrzył, do momentu, aż gitarzysta trzasnął głośno drzwiami i zamknął się w pomieszczeniu od środka.
***
Nie wiedział, czego się spodziewać, kiedy w końcu zjawił się u progu sypialni. Biodra owinął ręcznikiem, niemal suche już kosmyki włosów opadały na jego plecy, przyjemnie je łaskocząc. Oparł się bokiem o ramę drzwi i przez chwilę obserwował w milczeniu. Pokój ten, podobnie jak salon, pogrążony był w półmroku i jedynie delikatna poświata, w której skąpane było całe miasto, wpadała do środka, miękko opadając na stojące w centrum łóżko. Śnieżnobiała pościel była nienagannie ułożona, na wzór hotelowych pokoi. Jedynie brzeg kołdry był lekko zagięty, pod ciężarem mężczyzny, który siedział przodem do drzwi. Morrie był lekko pochylony, opierał łokcie na swoich kolanach, a dłonie miał splecione. Wyraźnie na niego czekał, udając cierpliwość i opanowanie.
– Motoyuki – powiedział cicho. Wokalista był tak zajęty oczekiwaniem, że nie dostrzegł jego obecności; dlatego kiedy podniósł głowę, w jego oczach malowało się zdziwienie. Na jego ustach od razu pojawił się uśmiech. Wyciągnął dłoń w stronę Hiro, który niemo pokręcił głową.
– Ręce przy sobie – wyszeptał, z satysfakcją obserwując, jak jego partner posłusznie zabiera rękę. Wtedy zrzucił z siebie ręcznik. Kompletnie nagi, powoli do niego podszedł, a długie włosy gitarzysty zafalowały, znów go łaskocząc. Gdy był już na tyle blisko, by móc go dotknąć, pieszczotliwie pogłaskał wokalistę po głowie. Rozkoszował się teraz jego konsternacją, kiedy Morrie nie był pewien, czy zakaz wciąż go obowiązuje. Wcześniejsza pewność siebie zupełnie wyparowała i teraz to Hiro był panem sytuacji, do czasu.
Mężczyzna dotknął jego bioder, przesunął po nich swoimi chłodnymi palcami, wywołując na jego skórze gęsią skórkę. Serce gitarzysty podeszło do gardła, kiedy ukochany wbił w nie paznokcie i trącił wargami jego podbrzusze. Nie czekając ani chwili dłużej, zaczął składać na nim mokre pocałunki, zaborczo trzymając go blisko siebie. Hiro zdecydowanie wolałby znać każdy kolejny ruch swojego kochanka, teraz tracąc wszelkie opanowanie. Jego oddech niebezpiecznie przyspieszył, zwłaszcza kiedy usta wokalisty sunęły już w okolice jego uda, złośliwie omijając wrażliwsze rejony.
Kiedy Morrie podniósł głowę, wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć. Być może wyczuwał to, jak spięty jest młodszy. W końcu jednak bez słowa przyciągnął go jeszcze bliżej siebie, Hiro nie mając wyboru uklęknął okrakiem na łóżku. Poczuł się o wiele bardziej komfortowo, mogąc go objąć i sięgnąć jego warg. Tego teraz pragnął, jego czułych pocałunków, na których mogliby poprzestać, dać sobie nawzajem odpocząć. Pocałunki były jednak coraz bardziej zachłanne, podobnie jak dłonie Morriego, które błądziły po nagim ciele gitarzysty i plątały się co jakiś czas w kurtynie długich włosów.
Powoli się w tym zatracał, powoli nabierał ochoty na więcej, powoli rozpalał się w nim ogień namiętności, jednak jego kochanek zdawał się nie baczyć na potrzeby Hiro. Przewrócił go nagle na plecy i złapał go w mocnym uścisku za nadgarstki. Gitarzysta, w naturalnym odruchu, od razu zaczął się z nim szarpać, domagając się swobody ruchów.
– Morrie... – syknął i zacisnął dłonie w pięści. Patrzył na niego z dołu, jego oczy świeciły niesamowicie w ciemności. Czuł, jak robi mu się coraz goręcej. Nie wiedział, czy to dlatego, że sam go teraz pragnął, czy ze złości, która znów w nim wzbierała.
– Uwielbiam, kiedy tak na mnie patrzysz. Jesteś taki piękny – wyszeptał starszy, jeszcze przez chwilę trzymając go w tym bezlitosnym uścisku. Kiedy go puścił i objął, był nad wyraz delikatny. Taki, jakiego go uwielbiał. Morrie znów go pocałował, pozwalając mu pogłaskać się po policzku, przeczesać palcami jego włosy. – Przepraszam, nie umiałem się powstrzymać. Wiesz, jak lubię się z droczyć. I jak cudownie wyglądasz, kiedy masz ochotę zacisnąć palce na mojej szyi.
To szeptane wyznanie ze strony kochanka znów go rozbroiło, jak wcześniejsze nieco drapieżniejsze pieszczoty. Hiro zmarszczył brwi i spojrzał mu prosto w oczy, w międzyczasie rozpinając już jego koszulę. Zsunął materiał z jego ramion i dopiero, gdy się do niego mocno przytulił, sam powiedział cicho:
– Bardzo zabawne. Następnym razem naprawdę to zrobię.
Usłyszał cichy śmiech ukochanego. Wokalista nie pokusił się jednak o żaden komentarz, bardziej zajęty obsypywaniem pocałunkami szyi Hiro. Dopiero teraz poczuł, jak atmosfera w ich sypialni gęstnieje i zaczyna pachnieć pożądaniem. Morrie zaczął się o niego ocierać, całować tors, delikatnie go drapać i głaskać. Trawiące go wcześniej zmęczenie nagle gdzieś zniknęło. Gitarzysta zamknął oczy i poddał się jego pieszczotom. Mężczyzna znał jego ciało na pamięć, doskonale wiedział, co sprawia mu największą przyjemność, a czego nie lubi. Wystarczyło kilka chwil, by Hiro rozochocił się na dobre i prosił o więcej.
Zamknął oczy i przeczesał palcami swoje na powrót wilgotne kosmyki włosów, gdy tylko Morrie się od niego odsunął i usiadł obok. Teraz sam się zastanawiał, dlaczego przez tych kilka dni unikał partnera, kiedy teraz czuł się nareszcie cudownie odprężony. Uwielbiał to odrętwienie tuż po, kiedy oboje spoglądali na siebie, nie kryjąc uśmiechu. A może zwodził go podświadomie? Z każdą godziną budowali przecież napięcie, które teraz znalazło swoje ujście.
– Podaj mi fajki – powiedział cicho, przekręcając się na bok. Wokalista sięgnął po opróżnioną do połowy paczkę czerwonych Marlboro, która leżała na stoliku nocnym po jego stronie. Hiro wziął jednego i wsunął go między wargi, z zaskoczeniem spoglądając na ukochanego, który w tym momencie zapalił jego papierosa.
– Jutro masz wolny wieczór?
Długowłosy zaciągnął się mocno, czując już wiszącą w powietrzu kłótnię, bo wkraczali właśnie na bardzo grząski temat, jakim był jego czas wolny. Wiecznie mu go brakowało, przez nawał obowiązków, jaki sam sobie fundował. Położył się z powrotem na plecach, wcześniej sięgając po leżącą na jego stoliku papierośnicę, którą położył gdzieś obok siebie, na materacu.
– Nie wiem jeszcze. Być może wyjdę gdzieś z Taką... – wymamrotał, nie patrząc teraz na Morriego. Spiął mięśnie, kiedy ten dotknął nagle jego szyi, by odgarnąć z niej niesforne kosmyki włosów.
– W porządku – odparł starszy. Gitarzysta kątem oka dostrzegł, jak partner układa przy wezgłowiu poduszkę, by się o nią wygodnie oprzeć. Zdziwiła go ta odpowiedź, dlatego w milczeniu czekał, aż Morrie kontynuuje, bo z pewnością chciał jeszcze wrócić do tego tematu. – Wiesz, pomyślałem sobie, że moglibyśmy sobie zrobić mały urlop. Tylko we dwoje. Polecielibyśmy na przykład na Hokkaido, wynajęlibyśmy domek w górach. Nie mówię tutaj o całym tygodniu, ale chociaż kilka dni bez pracy, bez żadnych koncertów i siedzenia godzinami w studiu.
– Chcesz mnie zabrać na jakieś odludzie? Nie ma mowy – burknął pod nosem i znów zaciągnął się mocno. Dlaczego Morrie musiał im psuć tak udany wieczór? Wolałby teraz dalej się relaksować, porozmawiać o czymś przyjemnym, a ten stary dureń znowu swoje: spędź ze mną więcej czasu, najlepiej całe życie, na nicnierobieniu.
– Dlaczego jesteś taki uparty? Należy ci się jakiś odpoczynek, z dnia na dzień wyglądasz coraz gorzej. Prawie w ogóle nie śpisz. Chciałbym mieć cię na oku, choćby przez te kilka dni i upewnić się, że robisz coś dla siebie!
– Uwielbiam swoją pracę i nie mam zamiaru z niej rezygnować.
– Więc ze mnie możesz zrezygnować, tak?
Hiro wypuścił ze świstem powietrze z płuc, a raczej dym i spojrzał na niego. Wiedział, że ma do niego ogromną słabość i to jego czuły punkt. Mimowolnie zrobiło mu się głupio, nie chciał przecież wyjść na egoistę. Kariera była dla niego bardzo ważna, z czego Morrie chyba nie zdawał sobie sprawy, bo wcale nie traktował grania jako pracę, chodziło mu raczej o spełnianie się w swojej pasji.
– Kocham cię, Hiro – powiedział cicho starszy, bawiąc się teraz kosmykiem włosów gitarzysty, który wciąż patrzył na niego tak, jakby miał się zaraz rozpłakać. Morrie stale wyprowadzał go z równowagi, czego rezultatem była nieustanna huśtawka nastrojów. Jeszcze to wyznanie... Hiro odwrócił od niego swój wzrok i westchnął cicho, wciskając resztki papierosa w popielniczkę.
– Ja ciebie też, na swój popieprzony sposób – wymamrotał cicho, dając za wygraną. Kiedy znów podniósł głowę, by zerknąć na wokalistę, dostrzegł jego szczery, szeroki uśmiech, który odbijał się w jego ciemnych tęczówkach. Morrie pragnął z jego strony tylko tyle i aż tyle, zapewnienia o uczuciu, którego Hiro sam do końca nie rozumiał.
Kiedy zorientował się, że partner również nie ma zamiaru ciągnąć dalej tej rozmowy, usatysfakcjonowany tym, co od niego usłyszał, długowłosy odłożył papierośnicę na stolik. Poprawił poduszkę po swojej stronie łóżka i wtulił się w nią, układając się wygodnie na materacu, plecami do mężczyzny. Przytulanie podczas snu nie było konieczne, Hiro zawsze ono przeszkadzało, dlatego zwykli spać osobno, choć w jednym łóżku.
– Dobranoc – szepnął. Rzucił jeszcze okiem na telefon, który zawsze trzymał w nocy pod poduszką. Ile zostało mu godzin snu? Cztery, może pięć, jeśli zrezygnuje z porannego prysznica. Zmarszczył brwi, wlepiając wzrok przed siebie. Złość i poirytowanie powoli się z niego ulatniały, ogarniała go coraz większa senność...
Do czasu, aż objęło go ciepłe ramię Morriego. Jego wargi szybko odnalazły drogę do odsłoniętej szyi gitarzysty, którą przelotnie musnęły.
– Dobranoc, Roszpunko – wyszeptał mężczyzna, tuż nad jego uchem. Zaraz potem odsunął się na swoją stronę łóżka, a Hiro, zupełnie już nad sobą nie panując, zaśmiał się cicho.
Kochany stary dureń.
Nie chciał już dłużej czekać.
Rozpiął spodnie zniecierpliwionego partnera i wsunął w nie swoje
zimne dłonie, by móc zaraz zsunąć z jego bioder również
bieliznę. Kiedy Morrie się podniósł, by zdjąć z siebie
przeszkadzające mu teraz części garderoby, długowłosy ułożył
się wygodniej na poduszkach i rozchylił swoje uda. Kochanek wodził
teraz po nim wzrokiem, po gładkich nogach, unoszącej się
niespokojnie klatce piersiowej, rozanielonej twarzy, aż zatrzymał
się na jego ciemnych jak noc oczach, które połyskiwały w
ciemności niczym dwa ogniki.
Wokalista pochylił się nad nim.
Owionął go zapach jego perfum, który był lepszym narkotykiem, niż
jego ulubiona whisky czy papierosy. Hiro miał wrażenie, że czas na
moment się zatrzymał. Przymknął powieki, nie słyszał już
żadnych miejskich hałasów, które do tej pory mąciły ciszę.
Teraz dobiegało go tylko bicie serca własne oraz ukochanego.
Zadrżał na całym ciele, kiedy zimne palce przesunęły się pewnie
w dół po jego udzie, a na jego ustach już czaił się delikatny
uśmiech. Nie opierał się czułym pocałunkom Morriego, w
międzyczasie z równą dozą czułości sunąc dłońmi po jego
silnych ramionach.
Z jego ust wyrwało się niespokojne
westchnienie, gdy poczuł go w sobie. Kochanek przywarł do niego
swoimi biodrami, a Hiro objął go znacznie mocniej, czując jak jego
tętno niebezpiecznie przyspiesza przy każdym, nawet najlżejszym
ruchu partnera. Morrie nigdy nie silił się na szybkie pieszczoty;
powoli stawali się jednym, gdy leniwe kołysanie bioder stopniowo
napędzało podniecenie. Uchylił powieki, od razu napotykając jego
roziskrzone spojrzenie, od którego nie umiał teraz oderwać wzroku.
Z jego warg padały jedynie westchnienia pełne rozkoszy, które
mężczyzna stale scałowywał. Długowłosy wiedział, że je
uwielbia, o wiele bardziej, niż najgłośniejsze nawet jęki i
krzyki. Nie musiał przy nim niczego udawać.
– Motoyuki... – wyszeptał, zanim
Morrie pocałował go wyjątkowo namiętnie, na moment pozbawiając
go tchu. Przesunął drącymi dłońmi po jego plecach i już chciał
z powrotem objąć go mocno, kiedy wokalista podniósł się nieco,
palce jednej dłoni zaciskając na biodrze Hiro. Pogładził tors
zdezorientowanego kochanka, by dotknąć w końcu jego dumy.
Długowłosy łapczywie nabrał powietrza w płuca, a po chwili wydać
z siebie jeden cichy jęk. Znów szeptał jego imię, cały czas
parząc mu prosto w oczy, kiedy biodra Morriego zmysłowo, coraz to
szybciej ocierały się o jego własne, a jego palce drażniły
męskość młodszego.
***
– Podaj mi fajki – powiedział cicho, przekręcając się na bok. Wokalista sięgnął po opróżnioną do połowy paczkę czerwonych Marlboro, która leżała na stoliku nocnym po jego stronie. Hiro wziął jednego i wsunął go między wargi, z zaskoczeniem spoglądając na ukochanego, który w tym momencie zapalił jego papierosa.
– Jutro masz wolny wieczór?
Długowłosy zaciągnął się mocno, czując już wiszącą w powietrzu kłótnię, bo wkraczali właśnie na bardzo grząski temat, jakim był jego czas wolny. Wiecznie mu go brakowało, przez nawał obowiązków, jaki sam sobie fundował. Położył się z powrotem na plecach, wcześniej sięgając po leżącą na jego stoliku papierośnicę, którą położył gdzieś obok siebie, na materacu.
– Nie wiem jeszcze. Być może wyjdę gdzieś z Taką... – wymamrotał, nie patrząc teraz na Morriego. Spiął mięśnie, kiedy ten dotknął nagle jego szyi, by odgarnąć z niej niesforne kosmyki włosów.
– W porządku – odparł starszy. Gitarzysta kątem oka dostrzegł, jak partner układa przy wezgłowiu poduszkę, by się o nią wygodnie oprzeć. Zdziwiła go ta odpowiedź, dlatego w milczeniu czekał, aż Morrie kontynuuje, bo z pewnością chciał jeszcze wrócić do tego tematu. – Wiesz, pomyślałem sobie, że moglibyśmy sobie zrobić mały urlop. Tylko we dwoje. Polecielibyśmy na przykład na Hokkaido, wynajęlibyśmy domek w górach. Nie mówię tutaj o całym tygodniu, ale chociaż kilka dni bez pracy, bez żadnych koncertów i siedzenia godzinami w studiu.
– Chcesz mnie zabrać na jakieś odludzie? Nie ma mowy – burknął pod nosem i znów zaciągnął się mocno. Dlaczego Morrie musiał im psuć tak udany wieczór? Wolałby teraz dalej się relaksować, porozmawiać o czymś przyjemnym, a ten stary dureń znowu swoje: spędź ze mną więcej czasu, najlepiej całe życie, na nicnierobieniu.
– Dlaczego jesteś taki uparty? Należy ci się jakiś odpoczynek, z dnia na dzień wyglądasz coraz gorzej. Prawie w ogóle nie śpisz. Chciałbym mieć cię na oku, choćby przez te kilka dni i upewnić się, że robisz coś dla siebie!
– Uwielbiam swoją pracę i nie mam zamiaru z niej rezygnować.
– Więc ze mnie możesz zrezygnować, tak?
Hiro wypuścił ze świstem powietrze z płuc, a raczej dym i spojrzał na niego. Wiedział, że ma do niego ogromną słabość i to jego czuły punkt. Mimowolnie zrobiło mu się głupio, nie chciał przecież wyjść na egoistę. Kariera była dla niego bardzo ważna, z czego Morrie chyba nie zdawał sobie sprawy, bo wcale nie traktował grania jako pracę, chodziło mu raczej o spełnianie się w swojej pasji.
– Kocham cię, Hiro – powiedział cicho starszy, bawiąc się teraz kosmykiem włosów gitarzysty, który wciąż patrzył na niego tak, jakby miał się zaraz rozpłakać. Morrie stale wyprowadzał go z równowagi, czego rezultatem była nieustanna huśtawka nastrojów. Jeszcze to wyznanie... Hiro odwrócił od niego swój wzrok i westchnął cicho, wciskając resztki papierosa w popielniczkę.
– Ja ciebie też, na swój popieprzony sposób – wymamrotał cicho, dając za wygraną. Kiedy znów podniósł głowę, by zerknąć na wokalistę, dostrzegł jego szczery, szeroki uśmiech, który odbijał się w jego ciemnych tęczówkach. Morrie pragnął z jego strony tylko tyle i aż tyle, zapewnienia o uczuciu, którego Hiro sam do końca nie rozumiał.
Kiedy zorientował się, że partner również nie ma zamiaru ciągnąć dalej tej rozmowy, usatysfakcjonowany tym, co od niego usłyszał, długowłosy odłożył papierośnicę na stolik. Poprawił poduszkę po swojej stronie łóżka i wtulił się w nią, układając się wygodnie na materacu, plecami do mężczyzny. Przytulanie podczas snu nie było konieczne, Hiro zawsze ono przeszkadzało, dlatego zwykli spać osobno, choć w jednym łóżku.
– Dobranoc – szepnął. Rzucił jeszcze okiem na telefon, który zawsze trzymał w nocy pod poduszką. Ile zostało mu godzin snu? Cztery, może pięć, jeśli zrezygnuje z porannego prysznica. Zmarszczył brwi, wlepiając wzrok przed siebie. Złość i poirytowanie powoli się z niego ulatniały, ogarniała go coraz większa senność...
Do czasu, aż objęło go ciepłe ramię Morriego. Jego wargi szybko odnalazły drogę do odsłoniętej szyi gitarzysty, którą przelotnie musnęły.
– Dobranoc, Roszpunko – wyszeptał mężczyzna, tuż nad jego uchem. Zaraz potem odsunął się na swoją stronę łóżka, a Hiro, zupełnie już nad sobą nie panując, zaśmiał się cicho.
Kochany stary dureń.
puchate, dobre na odprężenie, stylistyka ok :) wiesz, że to nie mój paring, ale podobało mi się
OdpowiedzUsuńStrasznie długo zabierałam się do tego fika, bo masz rację, że do tego pairingu nic innego się nie znajdzie, więc byłam na zapas przerażona perspektywą, że jedyny opublikowany gdziekolwiek tekst mógłby nie nadawać się do czytania. No i wychodzi na to, że bałam się zupełnie niepotrzebnie, bo właściwie podoba mi się wszystko: i atmosfera, i opisy włącznie ze sceną erotyczną, kreacja postaci i dynamika w związku. Wyszło zupełnie naturalnie, w całość mogę uwierzyć (zwłaszcza że kompletnie nie dziwię się Morriemu, bo sama czasami mam ochotę wysłać Hiro na przymusowy urlop). No i czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuń