– Mmm... – wymamrotał cicho Hyde, układając się w wygodniejszą pozycję i obejmując mocniej nastolatka, któremu serce zabiło mocniej gdy zdał sobie sprawę z tego, że jednak nie śpi.
Zrobiło mu się gorąco. Starając się zignorować towarzyszący mu ból spowodowany przez wypitą wczoraj ilość alkoholu, usiłował sobie przypomnieć, co robił wczorajszej nocy po koncercie. Ostatnie, co utkwiło mu w pamięci to autokar, w którym razem z Hyde i resztą zespołu oraz ich ekipy imprezował. Nie miał więc pojęcia, co robią sami w obcym miejscu, wyglądającym mu na hotelowy pokój, czego jednak nie był pewien.
Ostrożnie podniósł swoją głowę i objął wzrokiem swojego śpiącego towarzysza, po chwili czując, jak robi mu się jeszcze goręcej, a na jego twarz wstępuje szkarłatny rumieniec. Nigdy wcześniej nie wyobrażał sobie go nago, nie pozwalał swojej wyobraźni zabrnąć tak daleko, nawet jeśli fantazjował na temat swojego idola. Teraz, będąc już niemal pewien, że doszło między nimi do czegoś więcej, miał mieszane uczucia.
Gdy Hyde pogładził dłonią jego plecy, które wciąż obejmował, serce podeszło mu do gardła. Wokalista najwyraźniej powoli się rozbudzał i czyjaś obecność u jego boku najwyraźniej wydawała mu się być czymś normalnym. A więc Yasu nie był jedynym, tylko którymś z wielu. Poczuł ukłucie zazdrości, które w chwilę później ustąpiło miejsca czemuś na kształt obrzydzenia. Wyobrażenie jego idola uwodzącego po każdym koncercie fanów sprawiało, że Yasu powoli tracił do niego szacunek, nawet jeśli miało okazać się to nieprawdą.
– Jakiś ty słodki... – wymruczał niespodziewanie mężczyzna, uchylając swoje powieki. Yasu natychmiast na niego spojrzał, czując się zażenowany przez swoją wciąż zarumienioną twarz. Nie miał pojęcia, jak ma zareagować na jego słowa, zwłaszcza po tym, co między nimi zaszło. Wokalista wyręczył go jednak, przyciągając chłopaka bliżej siebie i składając na jego wargach pocałunek, zupełnie jakby ta sytuacja była dla niego czymś normalnym.
– Hyde-sama... – wykrztusił z siebie Yasu potulnym tonem, który zdziwił jego samego. Wokalista roześmiał się serdecznie i pocałował go ponownie, wywołując u nastolatka niemal palpitację serca.
Dobry Boże, całuje mnie...
– Wczoraj byłeś o wiele śmielszy, kociaku –mruknął rozbawionym tonem Hyde, zaczynając bawić się jego włosami, tak jak to robił wczoraj w autokarze. Yasu zaczął się zastanawiać, czy mężczyzna rzeczywiście pamięta spędzoną razem noc, czy zmyśla. Miał nadzieję, że jednak ponosi go fantazja i nie zrobił z siebie przypadkiem napalonego fana.
– Niczego nie pamiętam – wyszeptał w końcu, zwieszając głowę. Czuł się teraz głupio, gdy uświadomił sobie, jak ta sytuacja musi wyglądać dla osoby postronnej: czekał na niego jak głupi pod klubem, wokalista szczęśliwie go zauważył i korzystając z okazji przeleciał, będąc kompletnie pijanym. Przerażała go myśl, że pewnie nawet przed niczym nie protestował, tylko tak po prostu oddał się mężczyźnie. Jego pierwszy raz miał wyglądać zupełnie inaczej.
– Może chcesz, bym ci przypomniał? – zapytał cicho Hyde, najwyraźniej nie mając na myśli szczegółowej opowieści, tylko przejście do czynów. Przesunął zaczepnie dłonią po jego biodrze, które Yasu w odpowiedzi okrył jego cętkowanym futrem. – Czyżbyś się mnie teraz wstydził? – Mężczyzna wciąż nie ukrywał swojego rozbawienia i powoli, ale stanowczo, zaczął napierać na nastolatka, przewracając go po chwili na plecy. Ich nagie ciała otarły się o siebie, co wywołało u Yasu nagłe podniecenie, przed którym się tak bronił.
Spoglądając na jego twarz poczuł się niepewnie, gdy zobaczył ten zadowolony uśmieszek i błysk w oku. Bał się zaprotestować, choć wiedział, że powinien. Hyde ponownie zbliżył się niebezpiecznie blisko jego twarzy, owiewając ją swoim ciepłym oddechem. Yasu uderzył mocny zapach jego perfum, na który wcześniej nie zwrócił uwagi. Był taki... słodki, uzależniający. Zaczął się w nim powoli zatracać, zapominając o swoich wcześniejszych obawach i pozbawiając się jakichkolwiek oporów.
– Yasu... – wyszeptał tuż przy jego uchu, niemal muskając je swoimi wargami. Chłopak był teraz jak w transie, omamiony tym słodkim zapachem i jego kuszącym głosem, jak i tą bliskością, której przecież zawsze pragnął. Bał się przed sobą przyznać, że pociągają go mężczyźni, co w chwili obecnej przychodziło mu całkiem naturalnie. Chciał, by Hyde go dotykał, pieścił, by go kochał.
Objął wokalistę w pasie, z początku niepewnie przesuwając dłońmi po jego plecach. Nigdy wcześniej nie był z nikim tak blisko, co dodatkowo napawało go jeszcze większym podnieceniem. Hyde trącił swoim językiem płatek jego ucha, najwyraźniej zadowolony z jego reakcji. Podniósł się nieco tylko po to, by móc wpić się w wargi swojego kochanka sprawiając, że już po chwili Yasu brakło tchu.
W pokoju rozległ się dźwięk telefonu. Hyde niechętnie odkleił się od chłopaka i zaraz potem podniósł z łóżka, by wydobyć komórkę z kieszeni spodni. Rzucił Yasu przepraszające spojrzenie i odebrał połączenie, stając przy oknie. Ciemnowłosy przyglądał się nagiemu ciału mężczyzny z niejakim uwielbieniem, będąc jedynie z lekka zawiedzionym z powodu przerwanej zabawy. Nie chciał mu przeszkadzać, bo domyślał się, że to coś ważnego, być może manager; wnioskował to po skupionej minie wokalisty, jaką ten teraz przybrał. W dodatku zerkał wciąż w jego stronę, co napawało go dziwnym niepokojem.
– Mam się ubrać i zniknąć, tak? – zapytał, zanim, mężczyzna zdążył otworzyć usta po rozłączeniu się. Zdziwiony wyraz twarzy Hyde sugerował, że Yasu tak właśnie powinien postąpić, więc ten bez słowa podniósł się z łóżka i zaczął szukać po pokoju części garderoby, nie przejmując się już teraz swoją nagością, która wcześniej go krępowała.
– Wybacz, zaraz będzie tutaj reszta zespołu i nie chciałem, by cię tutaj zobaczyli... – zaczął Hyde, widocznie zakłopotany, gdy chłopak był już praktycznie kompletnie ubrany. Sam wciągnął na siebie bieliznę i usiadł na łóżku, zerkając wciąż w stronę swojego kochanka przepraszającym wzrokiem. – Daj mi swój numer telefonu – mruknął po chwili, wyciągając w jego stronę dłoń z telefonem.
Yasu zawahał się przez chwilę. Do tej pory był niemal pewien, że wspólnie spędzona noc była jednorazową przygodą, o której wokalista będzie chciał zapomnieć. Jemu samemu byłoby to nawet na rękę, bo nie chciał, by ktokolwiek z jego otoczenia się o tym dowiedział. Jedyną osobą podejrzewającą, że ciemnowłosy jest gejem, był Ka-yu, który sam nie krył owych skłonności. Wątpił, by reszta jego znajomych i – co najważniejsze – rodzina go zaakceptowała. Ale czemu by nie umówić się ze swoim idolem raz jeszcze? Może pomógłby mu w promocji zespołu? Może mogliby zostać chociaż przyjaciółmi?
Chwycił telefon i wpisał szybko swój numer, zapisując go po prostu jako „Yasu”, choć szczerze wątpił, że mężczyzna zadzwoni do niego w przyszłości. Będzie pewnie zbyt zajęty swoją pracą, by poświęcić mu swój cenny czas.
Wygładził jeszcze tylko swoją zmiętą koszulkę i nim wyszedł z pokoju skłonił się nisko na pożegnanie.
***
– Yasu! Idioto, czemu nie odbierałeś wcześniej? – zdenerwowany ton głosu Ka-yu nie wróżył niczego dobrego. Chłopak gdy tylko znalazł się w domu, zamknął się w swoim pokoju, początkowo nie mając zamiaru nikomu opowiadać o tym co zaszło. Jednak ilość nieodebranych połączeń, które zastał po powrocie przekonała go, by podzielił się chociaż częścią wydarzeń z przyjacielem.
– Spałem... – wymamrotał niechętnie Yasu.
– Akurat. Twoja matka wydzwaniała do mnie nad ranem, bo nie wróciłeś na noc. Powinieneś być mi wdzięczny, że cię kryję, bo wcale nie miałem na to ochoty, debilu! Gdzie byłeś? – warczał w słuchawkę Kazu. Ciemnowłosy przeklął cicho pod nosem. Fakt, że spędził noc w hotelu pragnął przemilczeć; teraz gorączkowo wymyślał wymówkę, bo czuł, że prawda mogłaby okazać się dla Ka-yu bolesna.
– Byłem cały czas... w autokarze zespołu, musiałem zasnąć w trakcie trwania imprezy. Ich manager obudził mnie nad ranem – skłamał gładko, turlając się w tym czasie z jednego boku na drugi. Nie umiał skupić się na rozmowie z przyjacielem, bo ciągle rozpamiętywał chwile spędzone z wokalistą w hotelowym hotelu. Po tym, jak zapisał w jego telefonie swój numer jego myśli krążyły wokół jednego pytania: zadzwoni?
– I co robiliście, dobrze się bawiłeś? Bo Hyde najwyraźniej był zadowolony, że znalazł sobie zabaweczkę na wieczór – zakpił sobie Ka-yu. Nie dziwiły go takie uwagi ze strony przyjaciela, często sobie nawzajem docinali. Yasu już otwierał usta, by jakoś mu się odgryźć, gdy nagle dotarł do niego sens wcześniejszych słów. To było to, Hyde potraktował go jako „zabawkę”. Westchnął ciężko i spojrzał beznamiętnym wzrokiem przed siebie, prosto na plakaty z wizerunkiem idola, teraz niemal pozbawiając się złudzeń co do tego, czy wokalista kiedykolwiek się jeszcze odezwie. Oczywiście, że to nie nastąpi!
– Yasu, jesteś tam? –
Powoli zwinął się w kłębek na łóżku, naciągając na siebie koc, tak by nie patrzeć już na plakaty, bo sprawiało mu to ból.
– Yasu... – Po drugiej stronie dało się słyszeć ciche westchnięcie, Ka-yu był widocznie zniecierpliwiony brakiem odpowiedzi.
– Przyjdź wieczorem, jeśli chcesz. Teraz nie czuję się najlepiej, chyba powinienem się przespać – mruknął niewyraźnie Yasu, z twarzą wciśniętą w swoją ulubioną poduszkę. Nie płakał i nie miał takiego zamiaru, chciał się teraz jedynie wyciszyć i jeszcze raz sobie wszystko przemyśleć. Jego ton wskazywał jednak, że wprost przeciwnie, zaraz się rozklei i tę opcję podchwycił zaraz Kazu.
– Co się dzieje? –
– Do zobaczenia – rzucił ciemnowłosy rozłączając się, zanim przyjaciel zdążył odpowiedzieć. Cała wcześniejsza euforia z powodu tak bliskiego spotkania z idolem zniknęła, ustępując miejsca obrzydzeniu do samego siebie. Jak mógł się upić się do nieprzytomności i dać wykorzystać? Zachować jak najtańsza dziwka? Zwinął się jeszcze ciaśniej, dłonie zaciskając w pięści tak, że powoli wbijał sobie paznokcie w skórę. Bał się. Bał się tego, że Hyde rzeczywiście ma go za zabawkę, osobę do towarzystwa i teraz chętnie skorzysta z najbliższej nadarzającej się okazji, by znów go wykorzystać.
Cholera.
***
– Może powiesz mi w końcu, co się tam stało? – zapytał po raz kolejny Ka-yu, gdy Yasu nadal nie miał zamiaru wynurzać się spod koca, nie odezwawszy się do przyjaciela ani słowem w ciągu ostatniej godziny. – Cholera, Yasu! Bo zaraz pójdę do tego ich managera i zmuszę go, by mi wszystko wyśpiewał! – Chłopak trącił jego ramię, licząc na to, że ciemnowłosy zareaguje jakoś na ten gest, jednak bezskutecznie.
– Najpierw mi mówisz, żebym przyszedł, a teraz mnie ignorujesz. Wielkie dzięki, mógłbym w tym czasie ćwiczyć grę na basie... – Kazu westchnął ciężko i podniósł się z łóżka, by zacząć spacerować po niewielkim pokoju, który zajmował. Rozglądał się po nim uważnie, chociaż bywał tutaj już setki razy: większą część powierzchni ścian zajmowały plakaty L’arc~en~Ciel, wycinki z gazet oraz ulotki, które Yasu namiętnie zbierał. W pomieszczeniu znajdowało się jeszcze tylko niewielkie łóżko, na którym teraz kulił się jego właściwie i obszerna szafa, w której chłopak trzymał swoje ubrania i resztę rzeczy. Niby zwykły pokój nastolatka, ale niepokój mogło budzić to, że postery i reszta były poprzyklejane tak, by widoczny był tylko wokalista. Takie małe zboczenie Yasu, które dla Ka-yu przybierało już kształty chorej obsesji.
– Kurwa, Yasu! – krzyknął nagle Kazu, na co ciemnowłosy podskoczył na łóżku i zdarł z siebie koc, by spojrzeć na przyjaciela wystraszonym wzrokiem. Podkrążone i lekko zaczerwienione oczy nie wróżyły niczego dobrego. – No? –
– To nie ma nic wspólnego z zespołem... – burknął cicho, ponownie chowając się pod kocem, co niemal wywołało u Ka-yu napad szału.
– Ale Hyde traktujesz osobno, prawda? Co on ci zrobił? –
– Nic! – jęknął Yasu, przysuwając się bliżej ściany. Kazu podniósł brwi. A więc tutaj tkwił problem. Coś zaszło między tą dwójką, ale Hayashi jako jego najwierniejszy fan nie będzie przecież działał na niekorzyść idola. Co za idiota! Usiadł ponownie na łóżku i położył dłoń na, jak mniemał, udzie ciemnowłosego. – Spierdalaj! – rozległ się kolejny jęk. Chłopak przysunął się jeszcze bliżej ściany, umykając przed jego dotykiem. To zdziwiło go jeszcze bardziej.
– Yasu... –
– Nie chcę, by ktokolwiek mnie dotykał, jasne? Brzydzę się tym, więc zabieraj swoje brudne łapska i z łaski swojej zejdź mi z oczu! – Spod koca wydobywało się jedynie ciche, niewyraźne burczenie, którego sens jednak Ka-yu doskonale zrozumiał. Yasu nie musiał mu już niczego więcej tłumaczyć.
– Zmusił cię? – zapytał na tyle głośno, by ciemnowłosy mógł go usłyszeć. Przysunął się bliżej niego, siadając tuż pod ścianą, o którą oparł się plecami. Zerknął na plakaty powieszone na ścianach czując, jak robi mu się niedobrze.
Przez długi czas Ka-yu odpowiadało milczenie ze strony Yasu.
– Nie pamiętam – rozległ się w końcu cichy szept. Kazu zacisnął opuścił głowę, domyślając się już, jakie musiały temu towarzyszyć okoliczności. Mimo wcześniejszych protestów przyjaciela, położył dłoń na jego plecach i pogładził je w czysto przyjacielskim geście. Nie zamierzał już o nic pytać, chciał teraz z nim posiedzieć w ciszy, być może poczekać, aż Yasu zaśnie.
Wróciłam na kiss-me-cherry, złakniona czegoś, co usunęłoby mi z głowy wszystkie te oklepane już pairingi...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że się nie gniewasz. W każdym razie ciekawi mnie dalszy rozwój wypadków, czy Hyde zadzwoni, czy też zobaczą się w inny sposób, więc mykam czytać dalej :*
To jest cudowne, aż sobie wyobraziłam jak się rozkleja. Szkoda mi go, biedny Yasu. :o Pokusa ważniejsza.xd Będzie z tego trójkącik?
OdpowiedzUsuń