Podczas takich właśnie dni powstało większość jego tekstów piosenek. I tym razem Yasu miał przed sobą w połowie zapisany notes i ołówek, którym zapisywał kolejne zwrotki. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że koledzy z zespołu traktują Janne Da Arc pobłażliwie, jak zwyczajny szkolny zespół. Hayashi wiązał z nim jednak całkiem poważne plany. Marzył o wydaniu debiutanckiej płyty, trasie koncertowej, fanach... Udział w szkolnych akademiach, czy kameralne koncerty, na które często sami musieli wyłożyć pieniądze, nie były dla niego wystarczające.
Gdy pewnego razu zarzucono im, że bezmyślnie kopiują L'arc~en~Ciel, Yasu miał mieszane uczucia. To prawda, że na tym właśnie zespole się wzorowali, tworząc Janne, ale ich muzyka przecież była całkiem różna! Grywanie ich coverów było jedynie inspiracją do rozpoczęcia własnego projektu, tworzenia autorskiej muzyki. Teraz ciemnowłosy naprawdę chciał stworzyć kawałek, dzięki któremu Janne Da Arc będzie postrzegane jako dobrze rokujący zespół.
Nie lubił, gdy mu przerywano w trakcie układania tekstu, dlatego też Yasu warknął cicho, gdy jego telefon zawibrował i rozległa się cicha muzyka. Zerknął na wyświetlacz. Poczuł się dziwnie, widząc nieznany mu numer. Domyślał się, kto może dzwonić, więc drżącą dłonią otworzył klapkę i przystawił telefon do ucha.
- Halo...? - zapytał cicho, odkładając notes na bok. Przez te kilka sekund ciszy, nim rozmówca się odezwał, słyszał głośne łomotanie swojego serca.
- Yasu... wybacz, że dzwonię tak późno - W słuchawce rozbrzmiał ten charakterystyczny, lekko zachrypnięty głos, od którego ciarki mu przeszły po plecach. Bał się tej rozmowy z Hyde, która niestety kiedyś musiała nadejść.
- Myślałem, że o mnie zapomniałeś - wyznał szczerze Yasu. Minęło już kilka dni od tamtego incydentu i chłopak zaczynał szczerze wątpić, że wokalista pokusi się o ten telefon. A jednak.
- Jesteś zły, kotku? Byłem ostatnio zajęty tym koncertowaniem. Nie złość się, zło piękności szkodzi, a szkoda byłoby Twojej uroczej buźki... - mruczał cicho mężczyzna, a na policzki Yasu wstąpiły szkarłatne rumieńce. Nie był pewien, czy Hyde rzeczywiście tak o nim myśli, czy jedynie go bajeruje, by sobie go zjednać. - Chcę się spotkać, sam na sam. Stęskniłem się - pomruk zamienił się w szept, przez który chłopak zaczął odczuwać lekkie podniecenie. Przymknął powieki. - Przyjadę do Hirakaty, zarezerwuję pokój w hotelu, bo pewnie ciężko byłoby ci się wymknąć, prawda? To będzie taki nasz mały sekret, Yasu... - wciąż szeptał, sprawiając, że w spodniach ciemnowłosego robiło się coraz ciaśniej.
- Nie mogę - przerwał mu cicho, w gruncie rzeczy bojąc się jego reakcji na odmowę.
- Zadzwonię jeszcze, gdy już będę w mieście. Będę na ciebie czekał - kontynuował Hyde, najwyraźniej niewzruszony oporem z jego strony. Rozłączył się pierwszy.
Yasu zamknął klapkę telefonu, zażenowany swoją reakcją na głos idola, jego słowa. Bał się przyznać przed sobą, że gdzie w duchu cieszył się z tego telefonu i perspektywy ponownego spotkania z wokalistą. Które oczywiście nie dojdzie do skutku! Spodnie wciąż go uwierały, a policzki nadal były słodko zarumienione. Do tego również nie chciał się przyznawać, ale podniecało go samo wspomnienie urywków tamtej nocy. Chrapliwy szept, który dzisiaj usłyszał przez telefon sprawił, że stały się one jeszcze wyraźniejsze. Yasu zwinął się w kłębek na łóżku, wsuwając powoli dłoń pod materiał spodni i drażniąc nią spore wybrzuszenie uwięzione w bokserkach.
Dobrze...
Spoglądał spod przymrużonych powiek w ścianę, prosto na plakat z
tegorocznej trasy koncertowej L'arc~en~Ciel. Wierzchem wolnej dłoni
zakrył swoje usta, by nie wydobywać z siebie głośniejszych westchnień,
gdy coraz odważniej się dotykał. Nie był to pierwszy raz, ale dopiero
teraz był w stanie wyobrazić sobie, że to Hyde go pieści. Zamknął oczy,
znów mając przed sobą jego twarz; zacisnął stanowczo palce na swoim
członku, przesuwając je po nim miarowo.- Hyde-sama... - cichy jęk, stłumiony przez dłoń, wyrwał się z jego ust, gdy osiągnął szczyt. Przez dłuższą chwilę leżał nieruchomo, uspokajając swój przyspieszony oddech. Wciąż czuł, jak pieką go policzki. Gdyby ktokolwiek się dowiedział...
Gdy po raz kolejny rozległ się dźwięk telefonu, Yasu poderwał się jak oparzony i chwycił za telefon, tym razem nie spoglądając na wyświetlacz.
- Powiedziałem, że nie mogę się z tobą spotkać, daj mi spokój... - wydyszał cicho, będąc święcie przekonanym, że rozmawiał z wokalistą. Gdy więc usłyszał po drugiej stronie śmiech Ka-yu, miał ochotę zapaść się pod ziemię.
- Jakie miłe powitanie... Z kim wcześniej rozmawiałeś? - zapytał Kazu, najwyraźniej zaciekawiony słowami przyjaciela.
- Zamknij się. Rozmawiałem z... z Kiyo. Chciał pójść ze mną do knajpy, ale jestem zajęty. Piszę tekst nowej piosenki, już prawie skończyłem - Yasu zaczął się gęsto tłumaczyć, w międzyczasie wycierając ubrudzoną dłoń w chusteczkę, którą znalazł pod łóżkiem. Nie miał zamiaru informować Ka-yu, że dzwonił do niego Hyde; od czasu tamtego incydentu obaj w ogóle o nim nie rozmawiali.
- Brzmi ciekawie. Może wpadnę do ciebie zaraz i pokażesz mi, co tam nabazgrałeś? -
- Ani się waż! To znaczy... - ciemnowłosy oblał się jeszcze większym rumieńcem i zwiesił głowę, gdy znów usłyszał śmiech przyjaciela. W takich chwilach jak ta najchętniej by go zdzielił.
- No? - Rozbawiony ton Ka-yu działał na niego jak płachta na byka.
- Nieważne. Jutro w szkole ci podrzucę, jasne? Cześć - wymamrotał cicho Yasu i rozłączył się, wpatrując teraz z obrzydzeniem w chusteczkę.
***
Gdy następnego dnia rano zjawił się w klasie, powitały go nieco zdziwione spojrzenia znajomych. Yasu uśmiechał się pod nosem i zdmuchnął wpadającą mu w oczy grzywkę. Od jakiegoś czasu planował tę drobną zmianą w wyglądzie, chociaż regulamin szkolny surowo tego zabraniał. Ale przecież go nie wyrzucą, jest już na ostatnim roku...
- Yasu, dobrze się czujesz? - zapytał niepewnie You, gdy chłopak zajął miejsce przy stoliku obok.
- Oczywi... -
- CHYBA SOBIE ŻARTUJESZ! - Wszyscy spojrzeli w stronę drzwi, w których stał Ka-yu, jednocześnie wciekły i zszokowany. Zmiął kartkę, którą miał właśnie w dłoni i cisnął kulkę w Yasu, który schował się pod ławkę, by nie zostać trafionym. - Hayashi, nie żyjesz! -
Yasunori siedział wciąż na podłodze, zanosząc się śmiechem. Przeczesał palcami swoje rude teraz włosy, przy okazji zgarniając grzywkę na bok. Co prawda nie był to planowany blond, ale i tak zadowalał go nowy odcień.
- Jak śmiałeś?! Bez mojej wiedzy i zgody! - Ka-yu podbiegł do ławki, pod którą siedział chłopak i siłą go spod niej wyciągnął. Yasu zaniósł się tym większym śmiechem i wsparł na ramieniu przyjaciela, by nie upaść.
- Ale podoba ci się, co? - wymruczał cicho, zarzucając długimi włosami przez ramię.
- Wyglądasz jak ruda małpka - mruknął Ka-yu z wrednym uśmieszkiem.
- Sam wyglądasz jak małpa... - odgryzł się Yasu, nadymając policzki jak chomik. Basista roześmiał się i zmierzwił mu dłonią włosy, po chwili zaczynając zaplatać mu warkoczyki. - Będę wyglądał jak pedał! - burknął rudowłosy pod nosem.
- Jakbyś już teraz nim nie był! - zaśmiał się Ka-yu, w chwilę później dostrzegając spojrzenie Yasu mówiące "jeszcze jedno słowo i cię zabiję!". Kazu odchrząknął znacząco. - Przyjdź do biblioteki na przerwie, musimy o czym porozmawiać - mruknął, zanim usiadł w swojej ławce. Wokalista przeczuwał, że będzie to związane z Hyde i niekoniecznie będzie to miła wymiana zdań.
Godzinę później na miękkich nogach zjawił się w szkolnej czytelni, rozglądając się za Kazu. Normalnie o tej porze prawie nikogo tam nie było; idealne miejsce na poważną rozmowę, przemknęło mu przez myśl. Ruszył korytarzem między regałami, gdy nagle ktoś wciągnął go między jeden z nich. Utkwił swoje przestraszone spojrzenie w Ka-yu.
- Nie strasz mnie tak, chcesz żebym zawału dostał? Mów lepiej, o co chodzi - Yasu silił się na spokojny ton, jednak wzrok Kazu nie wróżył niczego dobrego.
- Spotkałeś się z nim, prawda? - zapytał cicho i oparł się o regał. Rudowłosego nieco zaszokowało to nagłe oskarżenie; tamtego wieczoru wyraźnie dał mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru kontaktować się z Hyde. Podejrzliwość ze strony przyjaciela była więc dla niego niezrozumiała.
- Słucham...? -
- Ostatnio byłeś przygnębiony przez tamtą noc, a teraz przychodzisz do szkoły i jesteś radosny jak nigdy. Wyznał ci miłość, czy znów się przespaliście? - Ka-yu utkwił w nim swoje zimne teraz spojrzenie, najwyraźniej oczekując wyjaśnień. Yasu nie wierzył własnym uszom.
- Nie miałem z nim żadnego kontaktu. To źle, że mam dobry humor? Ciesz się, bo udało się nam załatwić koncert w ten weekend - Nie patrzył na niego czując, jak pieką go policzki. Najchętniej by mu teraz przywalił, ale nie chciał robić sobie więcej problemów; w końcu nadal byli w szkole.
Przez kilka ciągnących się w nieskończoność sekund zalegała niezręczna cisza, przerywana jedynie ich cichymi oddechami.
- Ja... wybacz Yasu - mruknął cicho Ka-yu i poklepał go po ramieniu.
- Naprawdę myślisz, że jestem taki głupi, by znów wskoczyć mu do łóżka? - Yasu w końcu odważył się podnieść wzrok, choć jego twarz nadal nie odzyskała naturalnego koloru. Entuzjazm, który towarzyszył mu na początku dnia zniknął. Ka-yu nie odpowiedział. - Dzisiaj po południu próba u Kiyo, pamiętaj - rzucił na odchodnym i pierwszy opuścił bibliotekę.
***
Tej soboty wyjątkowo dopisywała pogoda, więc spory tłumek zebrany przed jednym z najpopularniejszych klubów w okolicy nie musiał moknąć w deszczu, który przez kilka ostatnich dni dawał się we znaki mieszkańcom Hirakaty.
Janne Da Arc stosunkowo szybko zdobywało popularność nie tylko w rodzinnym mieście, ale i w całym kraju. Wciąż jednak nie było ich stać na trasę koncertowa po całej Japonii, więc występowali jedynie w okolicy, gdzie zjeżdżali się ich fani. Gdy zbliżała się godzina otwarcia bram klubu, skandowali nazwę zespołu, co doskonale słychać było za kulisami, gdzie Yasu trzęsącymi się dłońmi nakładał makijaż.
Atmosfera w zespole była napięta i gęsta jak kisiel. Od czasu tamtej kłótni Ka-yu nie odzywał się praktycznie do nikogo, co przekładało się również na samopoczucie Yasu, który teraz najchętniej uciekłby i zamknął się we własnym pokoju. Ciągle targały nim obawy, że z powodu tych spięć koncert będzie jedną wielką klapą, a to oznaczałoby pożegnanie się z wieloma rozczarowanymi fanami.
- Yasu, pomóc ci? - Shuji położył swoje dłonie na ramionach rudowłosego niespodziewanie, na co ten niemal podskoczył na krześle. Zerknął w lustro, nieco zrezygnowany i pokiwał głową. Kątem oka wciąż obserwował odbicie Ka-yu, który stał na drugim końcu sali, majstrując przy swoim basie.
- Powiesz mi, o co chodzi? - zapytał z nadzieją perkusista, pochylając się nad Yasu, by umalować jego powieki ciemną kredką. Wokalista posłusznie zamknął oczy.
- Nie twój inte... -
- Musicie się zachowywać jak małe dzieci? Mów, co się dzieje, bo zaraz wyjdę z siebie. Kiyo i You też mają dość tego milczenia z waszej strony - warknął Shuji, zanim Yasu zdążył dokończyć zdanie. Ten westchnął ciężko.
- Załatwimy to między sobą po koncercie, okej? Masz moje słowo. Teraz to nie ma sensu, zaraz musimy przecież wychodzić - mruknął niechętnie, sięgając po schłodzoną butelkę z wodą, którą opróżnił do połowy.
- No dobra... - Shuji równie niechętnie na to przystał, poprawiając włosy w lustrze. Mimowolnie uśmiechnął się, słysząc piski fanek stojących już pod sceną. - Dajmy z siebie wszystko, trzeba zadowolić te laski - zaśmiał się, na co Yasu spojrzał krzywo na jego odbicie w lustrze.
Podczas koncertu w końcu atmosfera nieco się oczyściła. Ka-yu udawał, że nic się nie stało i żartował z pozostałymi członkami zespołu jak dawniej. Wokalistę cieszył taki obrót spraw, chociaż dobrze wiedział, że gdy zejdą ze sceny, wszystko wróci do normy. Mimo wszystko przyjemnie odprężony, z uśmiechem na ustach wykonywał kolejne utwory, wpatrzony w swoich fanów. Zastanawiał się, czy tak samo czuje się Hyde, mając pod sobą znacznie większy tłum.
Z ulgą jednak wychodził po raz kolejny na scenę w trakcie encore, będąc zmęczony ponad godzinnym występem. Zerkał z wesołym uśmiechem na basistę, nie dając po sobie poznać, że jest z nim w konflikcie. Wychylił się w stronę fanek, by móc dotknąć ich dłoni, wzorując się oczywiście na swoim idolu, który postępował tak samo.
Ostatnią piosenką było "Strange Voice" z ich pierwszej amatorskiej płyty. Zawsze podczas wykonywania tego utworu pozwalali sobie na mały fanserwis, ograniczając się jedynie do niewinnych gestów, takich jak objęcie gitarzysty i buziaka w policzek, co w zupełności wystarczało ich publice, która skakała wówczas z radości. Yasu wyjął mikrofon ze statywu i wyśpiewując słowa refrenu podszedł do Ka-yu, opierając się o niego ramieniem. Spojrzał mu prosto w oczy, licząc na to, że basista odwzajemni gest, uszczęśliwiając tym samym fanki.
Tego, ze Kazuyuuki go pocałuje, się nie spodziewał. W każdym razie nie w taki sposób. Owszem, kiedy zdarzyło im się całować podczas gry w butelkę, jednak nie trwało to dłużej niż dwie sekundy. Teraz serce Yasu niemal przestało na moment bić, a jego nogi wrosły w ziemię, gdy basista wpił się namiętnie w jego wargi, rozchylając je swoim językiem. Ogłuszony głośnymi piskami, wokalista nawet nie drgnął, pozwalając Ka-yu przez kilka chwil smakować jego ust.
Odsunął się od przyjaciela zmieszany, zaraz jednak przywdziewając na twarz ten sam uśmiech, co przedtem. W końcu nadal byli na scenie. Wrócił na swoje miejsce i dokończył śpiewanie, kończąc ich występ krótkim "sankju!", po czym zbiegł pierwszy ze sceny. Serce wciąż waliło mu młotem.
Wziął szybko butelkę z wodą oraz torbę z rzeczami, po czym pobiegł do łazienki, zanim reszta członków zespołu zdążyła go dogonić. Zamknął się w jednej z kabin i usiadł, chowając twarz w dłoniach. Niczego nie rozumiał. Najpierw jest podejrzliwy, nie odzywa się kilka dni, a potem całuje go z taką pasją. W dodatku na oczach tych wszystkich ludzi!
Drżącymi rękoma odkręcił wodę, którą zabrał ze sobą i zaczął ją powoli sączyć. Pragnął się szybko uspokoić, by móc wyjść do kolegów i jeszcze chwilę z nimi porozmawiać, pożartować; jednak w miarę upływu czasu wzrastało w nim zdenerwowanie całą tą sytuacją. Nie chciał już dzisiaj widzieć Ka-yu, a już na pewno nie chciał z nim rozmawiać.
- Yasu? - w łazience rozległ się cichy szept.
Cholera.
Jęknął cicho i zagryzł mocno swoje wargi, jednocześnie podkulając swoje nogi. Miał zamiar udawać, że go tam nie ma, by basista zostawił go tam samego. Po co go jeszcze szuka po tym wszystkim?
- Wiem, że tutaj jesteś. Chłopaki zbierają się do domu i chcieli ci przekazać, że odwaliłeś dziś kawał dobrej roboty - mruknął niby od niechcenia Ka-yu. Yasu nadal milczał, kuląc się w kabinie. - Mógłbyś wyjść? Chcę porozmawiać -
- Ten pocałunek to miała by jakaś sugestia, chcesz się ze mnie nabijać? - zapytał w końcu wokalista, siedząc wciąż w tej samej pozycji. Zmęczony oparł swoją głowę o ścianę kabiny i zamknął oczy, marząc o tym, by znaleźć się w swoim łóżku.
- Nabijać? Nie, ja nigdy bym... -
- Jeżeli chciałeś mi dać nauczkę za tamto, to ci się udało. Możesz mi tylko wyjaśnić, dlaczego kilka dni temu na mnie naskoczyłeś? I czemu mi dzisiaj to zrobiłeś, na oczach fanów? - Yasu mówił cicho, wciąż siląc się na spokojny ton, chociaż w tej chwili by jednym wielkim kłębkiem nerwów. Jakby miał mało zmartwień, telefon w jego bluzie zaczął wibrować. Chłopak domyślał się, kto próbuje się do niego dodzwonić. Tylko dlaczego akurat w takim momencie?
- Byłem zazdrosny, okej? Nie podobało mi się to, że ktoś inny cię dotykał - odparł powoli Ka-yu, widocznie z trudem wyrzucając z siebie te słowa. Yasu poczuł się nieco dziwnie, jakby coś ważnego przeoczył.
- Co...? -
- Nic, nieważne. Przepraszam za ten pocałunek, to się już nie powtórzy. Wracasz ze mną do domu? - Słychać było zdenerwowanie w głosie Kazu, jednak Yasu nie miał siły na dalszą rozmowę z nim. Wyścignął z kieszeni telefon. Pięć nieodebranych połączeń od Hyde i jedna wiadomość.
"Oddzwoń, jestem pod klubem. Świetny występ."
Mrawr! Aż zapragnęłam pojawić się na koncercie Janne, popatrzyć na tamtego Yasu... no i fanserwis, który zwaliłby mnie z nóg <3 Treściwie, soczyście - tak, jak powinno być, bez przydługiej zabawy.
OdpowiedzUsuńA sms od Hyde... mi żołądek fiknął koziołka, a co dopiero by było z Hayashi'm..? :3
Bardzo mi się podoba <3
Mega! Na końcu miałam już nawet rozdziawioną buzię, kiedy Hyde mu napisał, że widział jak się całowali. Wyobrażenie sobie tego jest jeszcze lepsze, wiedziałam że tak będzie - odnośnie trójkąta.
OdpowiedzUsuń