21 stycznia 2012

Rozdział V

 Przepraszam, że rozdział pojawia się dopiero teraz! Postaram się dodać kolejny na czas, zwłaszcza, że w przyszłym tygodniu rozpoczynają się moje ferie i będę miała więcej czasu na pisanie. Tak więc wybaczcie mi i tym razem, a mnie pozostanie jedynie życzyć wam miłej lektury.

*****



    - Mówiłeś, że się z nim nie umawiasz! - warknął Ka-yu, pochylając się nad Yasu, który z kolei siedział wciśnięty w kanapę. Znajdowali się w garażu przy domu basisty, w którym zazwyczaj ćwiczyli piosenki z resztą zespołu. Przerobiony na studio świetnie spełniał swoją rolę tłumiąc wszelkie dźwięki tak, by nie skarżyli się na nich sąsiedzi.
    Yasu był już niemal bliski płaczu, po ponad godzinie wysłuchiwania wyrzutów ze strony przyjaciela. Czuł się podle, jakby popełnił jakieś przestępstwo, czy zamordował mu kogoś bliskiego.
    - To był tylko raz... - burknął cicho, odwracając wzrok od Ka-yu.
    - DWA razy. Dwa razy, Yasu. A te smsy to co, nie liczą się? - Nachylił się nad nim jeszcze bardziej. Yasu zacisnął powieki, bojąc się, że basista go zaraz uderzy. - Ogarnij się, bo ja nie będę tego tolerował - wysyczał, chwytając rudowłosego za nadgarstek.
    - Kazu, uspokój się... - jęknął cicho, starając się uwolnić z jego uścisku.
    - Jak mam być spokojny? Nie będę siedział i patrzył, jak ten dupek cię wykorzystuje! - chwycił jego drugi nadgarstek, sprawiając, że Yasu powoli ogarniała panika.
    - On na pewno coś do mnie czuje... - wymamrotał wokalista, zanim ugryzł się w język. To był błąd. Ka-yu ogarnęła jeszcze większa wściekłość. Przewrócił Yasu na plecy, teraz zupełnie go unieruchamiając.
    - Tak? To dlaczego zjawia się tylko wtedy, gdy ma ochotę się z tobą pieprzyć? Co on o tobie w ogóle wie, co? Nic! Pewnie nawet nie pamięta teraz, jak masz na imię i uwodzi innego faceta - Ka-yu patrzył Yasu prosto w oczy, w których malował się teraz strach. To go nieco zmiękczyło; nie chciał robić ukochanemu krzywdy, tylko przemówić mu do rozumu.
    Pochylił się nad Yasu i czule musnął jego rozchylone wargi swoimi, napotykając jednak na opór z jego strony. Wokalista leżał nieruchomo niczym kłoda, najwyraźniej nie mając zamiaru odwzajemniać pieszczot.
    - Zejdź ze mnie - wyszeptał cicho, czerwony na twarzy. Oczy również miał zaczerwienione, jakby powstrzymywał się od wybuchnięcia płaczem. Ka-yu widząc to podniósł się jak oparzony. Chyba posunął się za daleko. - Nie będzie dziś próby, przekaż chłopakom - mruknął wstając z kanapy; zarzucił kaptur na głowę. Zabrał swoją torbę i nie zaszczycając Ka-yu choćby spojrzeniem opuścił garaż.
    Gdy wyszedł na ulicę puścił się biegiem do domu, bynajmniej nie z powodu deszczu. Nie chciał się dziś już z nikim widzieć. Jedyne, o czym marzył, to wtulić się w ciepłe ciało Hyde i pozwolić mu robić ze sobą na co tylko ten będzie miał ochotę. Niepokoiło go jednak to, co powiedział Ka-yu. A jeśli mężczyzna rzeczywiście umawia się z kimś jeszcze? Nigdy wcześniej tego nie rozważał, teraz jednak, gdy przyjaciel zasiał w nim ziarnko niepewności, poczuł dziwny niepokój.
    Wpadł do domu i pobiegł od razu do swojego pokoju, nie zamierzając tłumaczyć się matce, gdzie był przez cały dzień. Był już wieczór; chłopak długo zwlekał przed spotkaniem z Ka-yu. Padł na łóżko i bez namysłu wyciągnął z kieszeni telefon, wybierając numer Hyde. Długo jednak w słuchawce rozbrzmiewał sygnał, a Yasu zaczął wątpić, by wokalista odebrał. Pewnie był zajęty... Na samą myśl o tym, jak mógłby spędzać czas zrobiło mu się niedobrze.
    - Coś się stało, kotku? - Gdy w słuchawce odezwał się jego głos, chłopak odetchnął z ulgą, natychmiast się uspokajając. Idiota...
    - Chciałem tylko usłyszeć twój głos - wymamrotał cicho, mimowolnie się uśmiechając. Słyszał w tle innych muzyków, pewnie byli w studiu. Czyli niepotrzebnie wpadał w panikę. To, że Hyde może być w pracy nie przyszło mu wcześniej do głowy.
    - Słodki... - Zrobiło mu się cieplej na sercu, gdy rozległ się chichot. - Nie mogę teraz rozmawiać, Yasu. Zadzwonię w nocy, hmm? Idź się teraz przespać, bo później nie dam ci spokoju - Rozłączył się, zanim nastolatek zdołał cokolwiek powiedzieć. Wcale nie chciał niczego dodawać; przepełniała go teraz radość i mimo prośby Hyde ani myślał o zdrzemnięciu się. Chciał już teraz ponownie usłyszeć jego głos; domyślał się, jakiego typu będzie to rozmowa i że ta noc będzie dla niego bezsenna.


***


    - A-ale... - mruknął nieco zawstydzony w słuchawkę, leżąc w samej bieliźnie na łóżku, przykryty jedynie kocem, mimo że noc nie była zbyt ciepła, a obok jego łóżka stał przenośny grzejnik. Yasu było jednak gorąco, oczywiście za sprawą Hyde, który co chwila szeptał mu przez telefon sprośne słówka.
    - Zrób to dla mnie, proszę... Chcę usłyszeć, jak ci dobrze, stęskniłem się za tym - mruczał wokalista niezwykle przekonującym tonem głosu. Wcześniej ustalili, że spotkają się w najbliższy weekend, w tym samym hotelu co wcześniej. Yasu wiedział, że przez kilka najbliższych dni nie będzie się w stanie skupić na niczym innym, jak tylko odliczać godziny do ich "randki".
    Teraz jego myśli zajmowała prośba Hyde, by nieco się dla niego popieścił, opowiadając mu przy tym, co robi. Prawdę mówiąc spodziewał się czegoś takiego i przed rozmową wmawiał sobie, że zrobi dla idola wszystko; teraz jednak czuł się nieco zażenowany. Nigdy wcześniej nie robił czegoś takiego.
    - Yasu... - szeptał Hyde, sprawiając, że chłopak powoli mu ulegał. - Dostaniesz nagrodę w piątek wieczorem... -
    Zagryzł wargę. Chciał sprawić mu przyjemność, ale w nieco mniej żenujący i wstydliwy sposób. Nikomu nigdy się nie przyznawał, że się onanizuje. W końcu jednak, cały czerwony na twarzy, wsunął dłoń pod materiał bielizny i westchnął cicho. Dziękował niebiosom, że wokalista go teraz nie widzi.
    - Grzeczny kotek... - pochwalił go Hyde, zupełnie jakby Yasu był jakimś zwierzątkiem, które trzeba wytresować. Chłopak jednak słyszał w jego głosie aprobatę i zachętę do dalszego działania. Powoli przesuwał palcami po swoim członku, wyobrażając sobie, że to Hyde go dotyka. - Opowiedz mi, co robisz - poprosił cicho najseksowniejszym tonem, na jaki tylko było go stać. Yasu z każdą chwilą stawał się coraz bardziej podniecony, zaciskał mocniej palce.
    - Wyobrażam sobie, że to ty mnie teraz pieścisz... - wyszeptał drżącym głosem, ku uciesze mężczyzny.
    - Przyjemnie ci, kocie? - mruczał Hyde, co tylko dodatkowo podziałało na wyobraźnię Yasu. Jęknął cicho w odpowiedzi, poruszając miarowo dłonią na swojej męskości. Przez telefon dało się słyszeć, jak wokalista się uśmiecha. - Rozkoszny... Dałbym wszystko, by móc cię teraz zobaczyć - wyszeptał. Yasu usłyszał również, jak ten oblizuje usta.
    Zamknął oczy, pieszcząc dokładnie swoją męskość. Jego oddech przyspieszył, od czasu do czasu pozwalał sobie na ciche jęki, które Hyde przyjmował z entuzjazmem.
    - Hyde... - wymamrotał między tymi rozkosznymi westchnieniami.   
   - Mój słodki - szeptał wciąż wokalista sprawiając, że Yasu miał wrażenie, jakby mężczyzna rzeczywiście leżał teraz obok niego. Niemalże czuł jego ciepło i gorący oddech tuż przy swoim uchu, choć praktycznie było to niemożliwe. Był już bliski szczytu; zaciskał mocniej palce i rozchylił rozkosze wargi, zupełnie jakby czekał, aż Hyde złoży na nich namiętny pocałunek. Pragnął go teraz.
    - M-mm... - Z jego ust wyrwał się nieco głośniejszy jęk, gdy w końcu osiągnął spełnienie, brudząc przy okazji bieliznę. Przed oczami miał teraz ukochanego i jego twarz pełną satysfakcji; dosłownie: spoglądał nieco nieobecnym wzrokiem na plakat L'Arc~en~Ciel. Wciąż oszołomiony dopiero co przeżytym orgazmem, starając się uspokoić kołatanie serca i szybki, płytki oddech dopiero po chwili zorientował się, że w słuchawce rozlega się teraz urwany sygnał.
    Połączenie zostało przerwane.
    Nie miał pojęcia, czy Hyde rozłączył się zanim ten doszedł, czy tuż po. Ogarnął go jednak dziwny niepokój, któremu miejsca ustąpił wcześniejszy błogostan. Potrzebował teraz wokalisty, pragnął raz jeszcze usłyszeć jego głos; przeczuwał jednak, że coś jest nie tak.
    Natychmiast usiadł na łóżku i otulił się szczelniej kocem, czując nagle dotkliwe zimno. Wcześniej nie zwrócił również uwagi na to, że przenośny piecyk się wyłączył. To było dziwne. Yasu wybrał numer Hyde i ponownie spróbował się z nim połączyć, mając nadzieję, że połączenie zostało zerwane przypadkiem.
    Linia była zajęta.
     Chłopak znów wlepił wzrok w plakat swojego ulubionego zespołu. Kto mógłby dzwonić do Hyde o trzeciej nad ranem? Sądził, że mężczyzna ten czas zarezerwował jedynie dla niego, tak by nikt im nie przeszkadzał. Kto miałby być ważniejszy od niego dla mężczyzny? Inny wielbiciel jego zespołu? Powoli ogarniała go panika, która z pewnością teraz nie pozwoli mu zmrużyć oka.


***


    Kilka dni później miała się obyć próba Janne Da Arc. Miała, bo mimo tego, że wszyscy członkowie zespołu byli na miejscu, atmosfera nie pozwalała im na ćwiczenie piosenek. Yasu siedział wciśnięty w kanapę i nie odzywał się do nikogo; ciężko było powiedzieć, czy to bardziej z powodu wcześniejszej kłótni z Ka-yu, czy dlatego, że Hyde wciąż się z nim nie skontaktował. You i Shuji stawali na rzęsach, by jakoś rozładować napięcie i skłonić wokalistę do współpracy, jednak z marnym skutkiem.
    - Zostawcie go, niech się obraża idiota. You, bierz gitarę i zaczynamy, niepotrzebny nam dzisiaj wokalista - wysyczał jadowitym tonem Kazu, ani razu nie zerkając przy tym na przyjaciela.
    - Może nam powiecie, co się stało? Od kilku tygodni obaj dziwnie się zachowujecie i jakbyś nie zauważył Ka-yu, to rozpieprzacie nam cały zespół. Możemy sobie znaleźć lepszą ekipę do grania, ale nie robimy tego jedynie dlatego, bo się z wami przyjaźnimy. A teraz do cholery chcę wiedzieć, co się dzieje! - warknął Shuji, odkładając na bok pałeczki. Reszta zrobiła to samo, siadając na kanapach obok Yasu.
    - Ka-yu jest o mnie zazdrosny, to wszystko - wymamrotał wokalista naciągając na głowę kaptur, by ukryć swój rumieniec. Wcześniej nie miał zamiaru otwarcie przyznawać, że spotyka się z Hyde, ale chyba nie było sensu tego dłużej ukrywać. I tak by się dowiedzieli.
    Shuji wypuścił ze świstem powietrze z płuc, najwyraźniej zaskoczony odpowiedzią Yasu. Kiyo i You również tego nie kryli, spoglądając po sobie znacząco.
    - Więc masz kogoś? Kto to jest? - zapytał z ciekawością w głowie Kiyo i trącił Yasu łokciem, uśmiechając się.
    - Ładna jest? Znam ją? - dołączył się Shuji i przysunął bliżej wokalisty, ignorując wymowne prychnięcie Ka-yu. Yasu poczuł, że jego twarz pokrywa coraz ciemniejszy rumieniec.
    - I tak wam nie powie. Widzicie sami, że się wstydzi - mruknął basista, zaczynając coś cicho brzdąkać na gitarze. Yasu podniósł wzrok i rzucił mu mordercze spojrzenie. Po co się wtrącał i wypowiadał za niego? Skoro już zdecydował, że powie wszystkim, to to zrobi.
    - Zamknij się - odgryzł się nieprzyjemnym tonem wokalista i wziął głęboki wdech. Raz kozie śmierć. - Po pierwsze, to nie jest dziewczyna. A poza tym nie znacie go osobiście -
    Atmosfera w garażu wyraźnie zagęściła się jeszcze bardziej. You odchrząknął znacząco i spojrzał po kolegach z zespołu, którzy byli najwyraźniej zmieszani tym wyznaniem. Yasu, w przeciwieństwie do Ka-yu, zawsze ukrywał przed resztą zespołu swoje upodobania seksualne. Serce waliło mu teraz młotem; bał się komentarzy z ich strony, bo doskonale pamiętał, jak ciężko było im zaakceptować basistę po jego coming-outcie.
    - Sam też go nie znasz - warknął Kazu, przenosząc w końcu swój wzrok na rudowłosego. Mierzyli się tak w ciszy spojrzeniami, żaden nie miał zamiaru ustąpić. Ten niezręczny moment przerwał dopiero Kiyo, który podniósł się z kanapy i sięgnął po swoją kurtkę, którą zaraz ubrał.
    - Dajcie znać, jak już się pogodzicie. Nie będę się pojawiał na próbach, dopóki obaj się nie uspokoicie. I żeby było jasne: nie mam nic przeciwko Yasu - mruknął, szturchając przy okazji Shuji'ego, który również zaczął się zbierać. Podobnie jak You. Po chwili wszyscy trzej wyszli z garażu, zostawiając wściekłego Ka-yu i lekko podłamanego teraz wokalistę.
    - To wszystko twoja wina, chciałem im o wszystkim sam powiedzieć i im to wytłumaczyć, ale dzięki twoim idiotycznym komentarzom się nie dało. Gratuluję rozbicia naszego zespołu - powiedział gorzkim tonem, również zaczynając zbierać się do wyjścia.
    - Moja wina? Trzeba było nie umawiać się z tym playboyem - wysyczał basista, nadal próbując zagrać jeden z ich kawałków.
    - Zostaw go w spokoju! Wychodzę. I tak planowałem urwać się wcześniej, bo Hyde przyjeżdża najbliższym pociągiem... - rzucił ze złością, zapinając swoją skórzaną kurtkę. Chwycił jeszcze torbę i wybiegł z garażu, po drodze niemalże wpadając na resztę zespołu, która widocznie na nich czekała. Zrobiło mu się głupio; pewnie usłyszeli całą kłótnię. - Pogadamy jutro - wymamrotał, napotykając ich wymowne spojrzenia.
    Nie czekając na ich odpowiedź ruszył szybkim krokiem przed siebie, w stronę stacji kolejowej. Miał nadzieję, że mimo braku telefonów ze strony Hyde ich dzisiejsze spotkanie jest aktualne i wokalista go nie wystawi. Zerknął na wyświetlacz telefonu. Wciąż nie dostał wiadomości na jego pytanie, czy mężczyzna aby na pewno przyjedzie. W oczy jednak rzuciła mu się godzina; było już późno, więc zaczął biec.
    Zdyszany wpadł na peron i widząc stojącą na nim sporą ilość ludzi odetchnął z ulgą. Czyli pociąg jeszcze nie przyjechał. By nieco się uspokoić i doprowadzić do porządku, usiadł na ławce. Przygładził nerwowo dłonią niesforne kosmyki włosów. Bał się, że Hyde nie przyjedzie, a on wyjdzie na idiotę, czekając tutaj na niego. Skoro nie odzywał się do niego kilka dni, to pewnie byłby w stanie zrobić mu coś takiego. Może był po prostu zajęty pracą. Albo kimś innym.
    Pociąg zatrzymał się na stacji.
    Yasu poderwał się z miejsca i położył dłoń na piersi, czując ból przez bijące szybko serce. Przeczesywał wzrokiem tłum w poszukiwaniu ukochanego. Chciał już móc go dotknąć, pocałować. Usłyszeć jego śmiech i ten charakterystyczny chrapliwy szept. Poczuć zapach perfum, od których kręciło mu się w głowie. Im więcej ludzi go mijało, tym mniejsza była jego nadzieja, że wśród nich znajdzie się Hyde.
    Nagle ktoś objął go mocno od tyłu. Chłopak uśmiechnął się, czując ogromną ulgę. Więc jednak, tak bardzo za nim tęsknił... Pogładził jego dłonie, na które przeniósł wzrok. Zaraz jednak jego entuzjazm ustąpił miejsca przerażeniu. To nie były dłonie Hyde. Yasu otworzył szeroko oczy i spojrzał przez ramię, blednąc na twarzy.

10 komentarzy:

  1. Kto go do ch...cholery maca? ._.

    OdpowiedzUsuń
  2. Yhm... tak to ja:)22 stycznia 2012 12:14

    Rety!!! Jeśli teraz szybko nie wrzucisz następnego odcinka, zadręczę Cię, zobaczysz.
    Moja sympatia do Ka-yu urosła. Będę teraz bardziej przeżywać jego zranione serce, niż ten, jakże godny pozazdroszczenia, romans. Uh...

    OdpowiedzUsuń
  3. Buuu! W takim momecie przerwac! Opo bardzo mi sie podoba i bede czytac z umilowaniem!!! ^•^ Czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  4. AWWAAWAWAWWWWAWWWAW ! Kto Yasu maca od tyłu co ? Kto, kto, kto ?! Będę teraz siedziała jak na szpilkach i czekała na nowy rozdział. Statystyki ci w górę pójdą, bo zapewne będę tu wchodzić kilka razy dziennie xD.

    A tak wgl to coraz bardziej niepokoi mnie Hyde i jego zachowanie... Taki fałszywy mi się wydaje.
    Jestem w drużynie Ka-yu ;D. Zdecydowanie rośnie on w moich oczach (bez skojarzeń).

    Jeszcze raz powtórzę, że uwielbiam tą historię i twój styl pisania.

    + Fajnie się się na blogspota przeniosłaś :). Sama rozważam przeniesienie tu bloga. Wygodniejszy jest i zero reklam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w tym momencie ochotę Cię udusić. Bo jak można skoczyć w takim momencie? Ja tak strasznie przeżywam to, co się tu dzieje. Kto to u diabła może być, że aż mi (troszkę, go sobie przywłaszczam. wierzę, że nie masz nic przeciwko) Yasu zbladł. Ja pragnę następnego rozdziału już teraz, nawet nie zaraz.
    Przepraszam Cię bardzo za ten całkowicie nieskładny komentarz, ale jestem tak ciekawa i niesamowicie podenerwowana tym, co się dzieje, że nie umiem nic innego napisać.
    Znowu za bardzo przeżywam teksty, to jest silniejsze ode mnie.
    Cóż, ja nadal jestem za Hyde, ale jeśli zrobi coś, przez co Yasu będzie cierpiał, czy cokolwiek, to będę zła.
    Ja naprawdę to za bardzo przeżywam. To wszystko twoja wina. I tego, jak piszesz, o!
    W każdym razie, gratuluję. Życzę Wena, czasu nie, bo chwilowo go masz ^^
    silce

    OdpowiedzUsuń
  6. No teraz jak nas zostawisz bez rozdziału to to będzie szczyt sadyzmu x.x
    A Hajd to cipa i burżuj, no.
    <333

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawi mnie któż go macał.

    OdpowiedzUsuń
  8. Yaaaay, ja już chcę następnego rozdziału. Błagam. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra, dobra, widzę, że jestem w mniejszości, bo szaleję za Hyde'm. Tą szują, playboy'em, deprawatorem i egoistyczną perwerą, mrawr~! *w*

    OdpowiedzUsuń
  10. Zwariuje zaraz!! Czy Hyde kogoś na niego nasłał?? Byłby do tego zdolny?? Ale rany, ja chcę, by on był na końcu z Hyde!! TAK PO PROSTU MA BYĆ K.. MAĆ. xd sorki, za buwers.xd tak serio, to masz wielki talent, wiesz o tym? Jestem już twoją fanką nr 1.

    OdpowiedzUsuń