26 czerwca 2012

Rozdział XVII

Po pierwsze, chciałabym zareklamować tutaj swój blog z tłumaczeniami tekstów piosenek Acid Black Cherry; znajdziecie tam również wywiady i inne artykuły, więc serdecznie zapraszam! KLIK

Mam także do sprzedania kilka rzeczy i proszę, zerknijcie na nie! Jeśli znacie kogoś, kto chętnie nabyłby którąkolwiek z rzeczy, podejślijcie mu ten link! KLIK

Jestem nieco zawiedziona tym, że jedynie przez zwrócenie uwagi mogę otrzymać większą ilość komentarzy, ale cóż. Nie będę narzekała, w końcu piszę to opowiadania dla własnej przyjemności. Pozostaje mi życzyć miłego czytania :)

*****



    - Hej, Yasu... - mruknął cicho Daigo, delikatnie głaszcząc kolana Yasu, który wciąż nie śmiał podnieść na niego wzroku. Wiedział, że powinien był zareagować na ostre słowa Ka-yu, samemu poradzić sobie w tej sytuacji, jednak w jednej chwili poczuł się mały, słaby, bezbronny. Zupełnie jak kiedyś, a przecież tak długo walczył o to, by stać się silnym, niezależnym, by nie tak łatwo było go zaszczuć. Ta osobista porażka byłaby dla niego łatwiejsza, gdyby to wszystko nie działo się na oczach Daigo. Z drugiej strony, powinien był mu podziękować, bo Yasu wciąż był w szoku i kto wie, do czego mogłoby dojść, gdyby nie jego interwencja.
    - Przenieśmy nasze spotkanie na jutro, a teraz idź i nie przejmuj się mną - wymamrotał w końcu, siląc się na całkiem spokojny ton. Otarł pospiesznie twarz rękawem luźnej bluzy, którą miał na sobie i powoli podniósł się do pionu, uciekając jednak przed spojrzeniem bruneta. By ukryć swoje zażenowanie i krępację całą tą sytuacją, Yasu podszedł do biurka i zaczął porządkować papiery.
    Kątem oka dostrzegł jak Daigo również się podnosi, jednak zamiast wyjść ze studia usiadł na wygodnej sofie i pochylił się nieco w stronę Yasu. Dlaczego chłopak nie mógł zrozumieć, że Yasu chce teraz pobyć sam? Nie miał ochoty nawet dzwonić do Shuse, by mu się zwierzyć i zasięgnąć jego rady. Chciał po prostu posiedzieć w samotności i pomyśleć, co ma dalej ze sobą zrobić. Co ma zrobić z Ka-yu, z Hyde. Wszystko było takie skomplikowane.
    - Wy... byliście razem z Ka-yu? - zapytał w końcu Daigo, przerywając to nieznośne milczenie, na które skazywał go wokalista. Ten w odpowiedzi pokiwał lekko głową, nadal unikając kontaktu wzrokowego. Niech on już sobie pójdzie... - Gdy na was patrzyłem, jak się obejmujecie i całujecie na scenie, to sądziłem, że to tylko tak na pokaz. Wiesz, fanserwis i te sprawy. Długo to trwało? - ciągnął dalej, a Yasu zaczął zastanawiać się, kiedy chłopak się zorientuje, że to niewygodny dla niego temat.
    - Praktycznie od powstania Janne... I po co ja ci to mówię? - warknął bardziej do siebie blondyn, ciskając plik kartek do teczki. Uchylił okno, by do środka dostało się trochę świeżego, popołudniowego powietrza. Yasu odetchnął głęboko i sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, wyciągając jednego. W tym momencie to był jedyny sposób, by się uspokoić i rozluźnić; obecność Daigo wciąż go stresowała.
    - Cholernie długo! Miałeś kogoś przedtem? - Wokalista zerknął na Daigo, mając wrażenie, że na twarzy chłopaka maluje się teraz ten głupi uśmieszek, a w jego głosie usłyszy zaraz tę charakterystyczną nutę rozbawienia. Brunet spoglądał na niego jednak z pełną powagą i skupieniem, jak psycholog, któremu zapłacił za wizytę.
    - Dlaczego cię to interesuje? Przyszedłeś tutaj, by zasięgnąć rady w sprawie twojej przyszłej kariery, czy po to, by przeprowadzić ze mną wywiad? - zapytał teraz nieco podejrzliwie Yasu i zaciągnął się mocno tytoniem, pośladkami opierając się o niewielki parapet. Po chwili namysłu usiadł na nim i zerknął przez okno, byleby tylko nie musieć patrzeć na Daigo.
    - Jestem zwyczajnie ciekaw. Poza tym, wydajesz się być strasznie przygnębiony, wczoraj byłeś w o wiele lepszej kondycji - odparł prostolinijnie brunet, rozsiadając się wygodniej na sofie. Psycholog od siedmiu boleści się znalazł! Yasu posłał mu niezbyt przyjazne spojrzenie. - Może chcesz mi o tym opowiedzieć? -
    - A może nie chcę? - warknął ponownie blondyn, wypuszczając z ust dym. Sprawiał już wrażenie całkiem opanowanego po wtargnięciu Ka-yu i niezbyt się tym teraz przejmował, ale w środku wciąż był roztrzęsiony i potrzebował pocieszenia. Najchętniej przytuliłby się teraz do Hyde i o wszystkim mu opowiedział... Zerknął jeszcze raz na Daigo, który wpatrywał się w niego jak głodny szczeniak i westchnął cicho. Nie, chłopak z pewnością nie nadawał się na jego terapeutę. Po pierwsze dlatego, że Yasu chyba szlag by trafił, gdyby ten zaczął się szeroko uśmiechać i dowcipkować. Poza tym zwyczajnie nie ufał mu na tyle, by zwierzać mu się z osobistych problemów.
    - Czemu jesteś taki nieprzyjemny, Yasu-sama... - jęknął Daigo z niezadowoleniem. Yasu znów mocno się zaciągnął, zerkając kątem przez okno. Dostrzegł wściekłego Ka-yu, który wsiada do ich samochodu i zatrzaskuje ze złością drzwi. Na miejscu pasażera siedział oczywiście nie kto inny, jak mężczyzna, z którym wczoraj spędził noc. To się dopiero nazywa hipokryzja - wyrzucać byłemu, że go zdradza, samemu przyprowadzając kochanka. - W takim razie porozmawiajmy o muzyce. Mógłbyś być moim managerem! - dodał po chwili, już nieco weselszym tonem.
    To jest to.
    - Za moment, muszę tylko wykonać jeden telefon! - powiedział Yasu, nagle ożywiony i zeskoczył z parapetu, by podejść do biurka i sięgnąć po swój telefon. Zignorował to nieodebrane połączenie od Hyde i wybrał numer managera Janne; tę rozmowę planował już od jakiegoś czasu, a obecna sytuacja, jaka zaistniała między nim a Ka-yu utwierdziła go w przekonaniu, że zrobi dobrze.
    - Halo? - Już po chwili usłyszał znajomy głos w słuchawce. - Właśnie Yasu, chciałem z tobą porozmawiać o tym artykule, pewnie wiesz, co mam na myśli... -
    - Oczywiście, wszystko wyjaśnię! Tylko mam też jedną, poważną sprawę. Moglibyśmy się spotkać dzisiaj? Chciałbym, by był przy tym cały zespół - odparł wokalista, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie. Jeszcze tydzień temu wahał się przed podjęciem tej decyzji, teraz jednak wszelkie obawy zniknęły.
    - Co... - zaczął manager, najwyraźniej nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi Yasu.
    - Wszystko wytłumaczę na spotkaniu. Ale dopilnuj, by wszyscy się tam zjawili. Zwłaszcza Ka-yu - dodał z naciskiem blondyn, zaraz potem rozłączając się bez żadnego pożegnania. Odwrócił się do Daigo i uśmiechnął do niego, po raz pierwszy tego dnia. - Więc marzy ci się założenie własnego zespołu? -


***


    Tydzień później japońską sceną muzyczną wstrząsnęła wiadomość o zawieszeniu działalności przez Janne Da Arc. Do wiadomości publicznej podano informację, że ze względu na problemy osobiste muzyków podjęcie takiej decyzji było koniecznością. Fani nie rozumieli, dlaczego tak się stało - przecież byli właśnie u szczytu sławy! Podbijali listy przebojów, ich płyty sprzedawały się w setkach tysięcy.
    Zapowiedziano jedynie pożegnalny koncert, Dearly, którego tytuł nawiązywał do ich pierwszego, debiutanckiego singla. Miał odbyć się w Osaka-jo Hall, miejsce również nie było przypadkowe. To w Osace zadebiutował zespól L'Arc~en~Ciel i Yasu zaproponował tę halę, na co przystał ich manager. Na występ miały przybyć tysiące fanów, szczęśliwców, którym uda się nabyć bilety.
    Yasu nie chciał pożegnalnej trasy, wolał zakończyć wszystko jednym koncertem, a później móc zająć się w spokoju swoim życiem. Mimo tego, że nie miał pojęcia, co teraz z sobą zrobi, czuł się szczęśliwy. Uwolnił się w końcu od Ka-yu i mógł ułożyć życie samemu, choć reakcja basisty była do przewidzenia. Na spotkaniu nie dał po sobie niczego poznać, jednak gdy tylko wyszli ze studia, rozpętało się małe piekło.
    - Co to ma być?! - syknął Ka-yu, przypierając Yasu do ściany, gdy tylko reszta zespołu znalazła się dostatecznie daleko, tak że nie byli w stanie ich usłyszeć. Blondyn zacisnął dłonie w pięści i starał mu wyrwać, wtedy jeszcze powstrzymując się przed rękoczynami.
    - Puszczaj mnie do cholery! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, po tym koncercie przestajesz dla mnie istnieć - warknął Yasu, w dalszym ciągu się z nim szarpiąc. Jęknął cicho, gdy basista przyparł go mocniej i ujął palcami jego twarz, zmuszając wokalistę, by na niego spojrzał.
    - Kotku, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo - Ka-yu zaśmiał się, przypominając mu teraz szaleńca. Yasu znieruchomiał w tym momencie, przestając się wyrywać i spoglądając na niego ze strachem. - Po koncercie będę miał dla ciebie niespodziankę i radzę nie uciekać, bo będę nieprzyjemny - wyszeptał mu do ucha i trącił je językiem, tak że Yasu się wzdrygnął. W końcu udało mu się go od siebie odepchnąć; wokalista puścił się biegiem w stronę windy i odetchnął z ulgą dopiero wówczas, gdy drzwi się zamknęły.
    Nie miał pojęcia, co ma na myśli Ka-yu i nie chciał wiedzieć. W tej sytuacji był gotów zadzwonić po Shuse lub Daigo, by towarzyszyli mu podczas tego koncertu. W ciągu ostatnich kilku dni zaprzyjaźnił się z tym drugim; chłopak często wpadał do studia, gdzie spędzał razem z Yasu popołudnia. Wokalista pomagał mu ćwiczyć głos, dyskutowali na temat jego tekstów, którymi oczywiście pochwalił się blondynowi. Daigo starał się nie poruszać tematów osobistych, za co Yasu był mu ogromnie wdzięczny; spotkania z chłopakiem stanowiły przyjemną odskocznię od problemów.
    Jednym z nich był Hyde. Zadzwonił tylko raz, tuż po ich nocnej rozmowie i do tej pory milczał. Yasu nie chciał się do tego przyznać, ale tęsknił już za nim i miał nadzieję, że uda się im zobaczyć jeszcze przed koncertem. Dlatego z bijącym sercem zerknął na migoczący wyświetlacz telefonu, gdy był jeszcze w windzie. Natychmiast odebrał nadchodzące połączenie od ukochanego, nie odzywając się jednak ani słowem.
    - Cześć... Wiem, że minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania, przepraszam. Dzwonię, bo dopiero co dowiedziałem się o rozpadzie twojego zespołu. Co się stało, chcesz o tym porozmawiać? - mówił cicho Hyde, powodując u Yasu niemalże palpitacje serca. Blondyn oparł się plecami o ścianę windy, rozpaczliwie próbując ułożyć w myślach jakąś sensowną wypowiedź, jednak nic nie przychodziło mu do głowy. Hyde najwyraźniej stwierdził, że wokalista w ogóle nie chce z nim rozmawiać; usłyszał w słuchawce ciche westchnięcie. - Spotkajmy się jeszcze, proszę. Tęsknię za tobą i wiem, że ty za mną również, nie oszukuj samego siebie... -
    - Ja... ja nie zdążyłem jeszcze przemyśleć tego wszystkiego. Ale dobrze, możemy się spotkać. Będę czekał w studiu avex, w bufecie - mruknął szybko, wpatrując się teraz w swoje odbicie w lustrze windy. Nie wyglądał dziś najlepiej, ale Hyde widywał go w gorszym stanie, więc ani trochę mu to nie przeszkadzało. Obiecał sobie, że dzisiaj nie pozwoli, by doszło do czegokolwiek; nie pozwoli mu się nawet objąć, a z pewnością przyjdzie mu to łatwiej w miejscu publicznym, gdzie każdy mógł ich zobaczyć.
    - Teraz? - wykrztusił z siebie wokalista Laruku, wyraźnie zaskoczony uległością ze strony Yasu. Blondyn uśmiechnął się sam do siebie.
    - Teraz, jestem już na miejscu. Będę czekał pół godziny, potem wrócę do siebie - odparł Yasu i rozłączył się. Teraz to on będzie dyktował warunki, a mężczyzna będzie musiał się mu podporządkować. Nie pozwoli już sobą więcej pomiatać, nie pozwoli się nikomu oszukać, tak jak to kiedyś zrobił Hyde.
    Czekał na niego kilkanaście minut przy stoliku w kącie, popijając niezbyt smaczną kawę z automatu. Na szczęście w budynku nie było już Ka-yu, ani jego managera, bo gdyby któryś z nich zobaczył Hyde, miałby spore nieprzyjemności. Wokalista wpadł do środka zdyszany i posłał Yasu szeroki uśmiech, gdy tylko wypatrzył go na końcu sali. Blondyn nie odwzajemnił jednak tego gestu, automatycznie spinając się na jego widok.
    - Dziękuję, że zgodziłeś się na spotkanie, Yasu... - zaczął, siadając na miejscu obok.
    - Nie powinniśmy chyba rozmawiać tutaj - przerwał mu blondyn, rozglądając się wymownie po bufecie; wciąż znajdowali się tutaj inni pracownicy, którzy przyglądali się im teraz z żywym zainteresowaniem. Nikogo nie dziwiła jednak obecność takiej gwiazdy, jak Hyde, bo przez budynek avex codziennie przewijali się sławni artyści. - Chodź - dodał jeszcze, podnosząc się z miejsca i za wszelką cenę powstrzymując się przez złapaniem Hyde za rękę, choć już wyciągał dłoń w jego stronę w całkiem naturalnym odruchu. Mężczyzna musiał dostrzec ten gest; posłał mu kolejny uśmiech i wsunął dłonie do kieszeni kurtki, tak by go nie kusić.
    - Gdzie idziemy? - zapytał cicho, gdy wsiedli do windy. Stał blisko Yasu, stanowczo za blisko, tak że blondyn czuł się nieco niezręcznie. Nie pozwoli mu się objąć, nie ma mowy. Niech Hyde nie myśli, że Yasu po tamtej deklaracji chce do niego wrócić.
    - W pewno ustronne miejsce, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać, bez tych wścibskich spojrzeń. Chyba ci się nigdzie nie spieszy? - zerknął na niego ukradkiem, tak by ten nie pomyślał, że Yasu naprawdę zależy na tej rozmowie. Hyde pokręcił głową. W milczeniu szedł za nim, nie zadając już żadnych pytań.
    Gdy wysiedli z windy na ostatnim piętrze, blondyn dostrzegł do zdziwione spojrzenie Hyde, gdy skierowali się w stronę schodów, ale wciąż o nic nie pytał. Wspięli się po nich, stając przed drzwiami, które wyglądały na bardzo ciężkie i raczej rzadko używane. Yasu jednak bez najmniejszego problemu je otworzył, wychodząc na dach wieżowca i odetchnął pełną piersią. Tutaj, na pewnej wysokości, powietrze było czystsze, choć częściowo wolne od spalin. Wokalista często tutaj przechodził, kiedy denerwowali go pozostali członkowie zespołu, lub ludzie z wytwórni. Nikt tutaj nigdy nie zaglądał, dlatego było to jedyne bezpieczne miejsce na poważne rozmowy. Blondyn podszedł do barierki i oparł się o nią swobodnie, choć musiał przyznać, że wciąż odczuwał lęk wysokości.
      - Poczęstujesz się? - mruknął, wyciągając z kieszeni bluzy paczkę papierosów. Hyde kiwnął głową i wyciągnął jednego. Po chwili obaj stali obok siebie, oparci o barierkę i w milczeniu zaciągali się dymem.
    - Więc powiesz mi, co takiego się stało, że zawiesiliście działalność? Rozumiem, że to przez waszego basistę, ale aż tak zalazł ci za skórę, by zaraz rozwiązywać zespół? - zapytał cicho Hyde, zerkając na niego przez ramię. Yasu w dalszym ciągu uparcie patrzył przez siebie, teraz dodatkowo rozchylając wargi i nerwowo nabierając powietrza; zawsze tak robił, gdy się denerwował.
    - Wściekł się przez ten artykuł o nas i ubzdurał sobie, że od dawna ponownie się spotykaliśmy - odparł, siląc się na spokojny ton. Zdradzały go jednak drżące dłonie, kiedy znów przystawiał papierosa do ust. - Zrobił się agresywny, zaczął mnie nachodzić. Czasem mi pogrozi. Nie umiałbym tak dalej pracować - dodał szybko, nie mając ochoty na bardziej szczegółowe wyjaśnienia.
    - Słucham, on ci groził? - zapytał natychmiast Hyde i przysunął się do niego bliżej. Yasu automatyczne spiął się na całym ciele i przesunął w drugą stronę.
    - Nic mi nie zrobi, po prostu nie mogę zostawać z nim sam na sam - wymamrotał blondyn, zwieszając głowę i zerkając na ulicę, która majaczyła niewyraźnie w dole. Nie był to zbyt przyjemny widok, ale było to lepsze, niż patrzenie na wokalistę.
    - Chyba sobie z nim porozmawiam... -
    - Nie - przerwał mu ostro Yasu, nadal nie podnosząc głowy. Kątem oka zauważył, jak Hyde wypala do końca swojego papierosa i przygniata obcasem niedopałek. Chwilę potem silne ramiona objęły go od tyłu, sprawiając, że jego serce znów zabiło mocniej. - Puść mnie, proszę. Nie spełniłeś jeszcze mojego warunku - warknął cicho, usiłując wyswobodzić się z tego uścisku, jednak Hyde był znacznie silniejszy.
    - Złożyłem już w sądzie papiery, to tylko kwestia czasu - powiedział głośno mężczyzna, przytulając policzek do jego ramienia. Yasu zamarł. Co, już? Tak po prostu, zaraz będzie wolny i będą mogli być razem? To stanowczo za szybko, on przecież nawet tego nie przemyślał, a to ultimatum postawił mu jedynie po to, by zyskać na czasie. Znów zaczął się z nim szarpać, jednak jedyne, na co mu pozwolił Hyde, to na odwrócenie się do niego przodem. Zacisnął dłonie w pięści nie bardzo wiedząc, co ma z nimi zrobił i spojrzał mu prosto w twarz.
    - Nie ufam ci w tym momencie - odparł twardo, choć przeczucie mówiło mu co innego. Mężczyzna wpatrywał się w niego tęsknym wzrokiem i przysunął do Yasu stanowczo za blisko, właściwie przytulając go do siebie. Blondyn zacisnął mocniej pięści.
    - Lada chwila to wycieknie do mediów, uwierz mi. Przez kilka tygodni będzie wokół tego duże zamieszanie, ale to nie będzie ci przeszkadzało, prawda? Mógłbyś się do mnie potem wprowadzić... - Pogładził go po policzku, na co Yasu warknął cicho.
    - Myślisz, że uwierzę w tą tanią bajeczkę? Chcę dowodów! - syknął, gdy Hyde objął go ciaśniej w pasie, przypierając do barierki. Wpatrywał się w niego teraz ze złością, jednak niewzruszony wokalista musnął jego wargi, powodując że na twarzy Yasu pojawił się coś na kształt rumieńca. - Kretyn... - mruknął cicho, zanim Hyde pocałował go po raz kolejny. Nim zdążył zaprotestować, wokalista obdarzył go kolejnym pocałunkiem, potem następnym...
    Coś w nim pękło. Pozwalał mu na te pieszczoty, samemu z sekundy na sekundę mięknąc. Rozluźnił się w jego ramionach i sam zdziwiony reakcją swojego ciała, objął go niepewnie za szyję, przytulając się do ukochanego. W odpowiedzi Hyde przyciągnął go do siebie mocniej i wpił się namiętnie w jego wargi, całując je z utęsknieniem. Miał się ochotę rozpłakać, stojąc na miękkich nogach, podtrzymywany jedynie przez wokalistę i barierkę, z tyłu.
    Choć usilnie starał się wmówić samemu sobie, że będzie twardy i poczeka, aż Hyde dotrzyma warunków, teraz nie miał najmniejszej ochoty przerywać pocałunków i wyplątywać się z jego objęć. Tęsknił za nim, tak bardzo tęsknił... Do tego też nie chciał się przyznać, jednak Hyde dobrze wiedział, że nie będzie umiał mu się oprzeć. I właściwie czemu zaprowadził go tutaj, gdzie nikt nie będzie mógł ich razem zobaczyć? Podświadomie wiedział, że dojdzie do czegoś więcej, niż do zwyczajnej rozmowy.
    Teraz oboje jakby starali się nadrobić stracony czas, całując się tak namiętnie. Yasu mimowolnie przesuwał palcami po jego karku, bawił się włosami wokalisty, wbijał paznokcie w jego ramiona, powoli przypominając sobie, jak to było kiedyś. Hyde nie pozostawał mu bierny; wodził palcami po jego plecach, wzdłuż linii kręgosłupa, przyprawiając blondyna o dreszcze. Więc wciąż pamiętał, co sprawiało mu przyjemność. Nieco zażenowany westchnął słodko prosto w jego wargi, gdy dłoń mężczyzny zsunęła się niżej.
    Hyde uśmiechnął się między pieszczotami, delikatnie chwytając zębami jego wargę i ssąc ją przez ułamek sekundy, by zaraz znów zaczepić jego język swoim i złączyć ich usta w gorącym pocałunku, od których Yasu brakło tchu. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz ktoś go tak całował. Kręciło mu się w głowie od nadmiaru wrażeń i zapachu perfum ukochanego, który był inny niż kiedyś. Ten był subtelniejszy, ale równie mocno oddziaływał na zmysły Yasu, który nie mógł powiedzieć, że nowy zapach mu się nie podobał.
    - Ja... - wymamrotał, odklejając się od niego na moment, by zaczerpnąć powietrza do płuc. Zerknął ukradkiem na wokalistę; ten wciąż się uśmiechał. Ponownie przysunął swoją twarz do policzka Yasu i musnął go wargami.
    - Czy to wystarczający dowód na to, że wciąż cię kocham? - zapytał cicho Hyde, owiewając jego wargi swoim ciepłym oddechem. Znów je ucałował, chociaż blondyn tym razem zacisnął swoje usta. - Cherry... -
    - Puść mnie - wychrypiał Yasu, znów zaczynając się z nim szarpać, chcąc uwolnić się z jego objęć. Ku jego zdziwieniu Hyde nie miał zamiaru stawiać oporu. Puścił go wolno, nie spuszczając z niego wzroku, który blondyn czuł na sobie mimo spuszczonej głowy. Poczuł, jak pieką go policzki, co starał się usilnie ukryć kosmykami włosów. - Wciąż nie dotrzymałeś warunków - dodał cicho, odsuwając się od mężczyzny na bezpieczną odległość.
    - Jest jeszcze coś, co chciałbym ci powiedzieć... - zaczął Hyde, świdrując go wzrokiem.
   - Chcesz mi powiedzieć, że żartowałeś z tym rozwodem, tak? - mruknął od razu Yasu, szukając po kieszeniach papierosów. W tym momencie mężczyzna chwycił go za obie dłonie, nie pozwalając mu zająć się teraz czymkolwiek innym. Nie mając innego wyjścia, blondyn podniósł na niego swój wzrok. Nie doszukał się w jego oczach kłamstwa, biła od nich wręcz nienaturalna szczerość, jednak to nie sprawiło, by wszystkie obawy Yasu zniknęły.
    - Jest coś, co nie pozwoliłoby ci spać spokojnie, nawet gdy będzie już po wszystkim prawda? Hiroki. Ja... Mówię ci to w sekrecie i chcę, by to zostało między nami. Oprócz mnie wie oczywiście jedynie Megumi i jej partner. Nie jestem ojcem Hirokiego - powiedział Hyde, głaszcząc, palcami wierzch jego dłoni. Yasu osłupiał. Wcześniej wydało mu się oczywiste, że wokalista wziął ślub z powodu dziecka, ponieważ było jego.
    - Ale... -
    - To zadecydowało o tym, że się rozwiedziemy. Nic mnie nie łączy z Megumi, Yasu. Nie kocham jej, nie jestem ojcem jej dziecka - dodał, spoglądając mu przy tym głęboko. Blondyn niczego już nie rozumiał. Więc dlaczego tyle lat byli małżeństwem, skoro wiedział, że to nie jego syn? A może wiedział o tym przed ślubem? Dlaczego, biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, się nie rozstali? Hyde mógłby do niego wrócić znacznie wcześniej, przecież tęsknił... A może nie?
    - Powinienem już iść.. - wydukał cicho Yasu, wyszarpując swoje dłonie z uścisku. Nie oglądając się za siebie ruszył w stronę drzwi. Dopiero gdy je otworzył i stanął u progu schodów, zerknął ostatni raz na Hyde. Mężczyzna wpatrywał się w niego tęsknie, najwyraźniej oczekując, że wokalista się rozmyśli i do niego wróci. Jeszcze nie teraz. - Dobrej nocy - powiedział nieco głośniej i zbiegł po schodach z mocno bijącym sercem.
    Wciąż paliły go policzki. Patrząc jedynie pod nogi powlókł się w stronę windy, jednak niespodziewanie ktoś zagrodził mu drogę, tak że zderzenie było nieuniknione. Yasu zatoczył się, cudem unikając upadku. Podniósł głowę i znów poczuł, jak robi mu się niedobrze, zupełnie jak przed momentem, gdy Hyde oświadczył mu, że nie jest ojcem.
    - Co ty tutaj robisz...? - wydusił z siebie, nie umiejąc ukryć swojego zdziwienia i przerażenia. Czy on...?
    Daigo zagryzł wargę.

10 komentarzy:

  1. Nie lubię jak się tak urywa ._.' Teraz nie bd mogła się doczekać!
    Ale bardzo, bardzo fajnie... ;3

    Yuji

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżby Daigo podsłuchiwał? Nie wiem dlaczego, ale ten gość mnie irytuje. Jest natrętny i pcha się tam, gdzie go nie chcą. Taki w pobliżu zazwyczaj oznacza kłopoty. No to teraz Yasu ma dylemat. Cały czas trzymasz w napięciu. To jest fajne i skłania, by czytać dalej. Podoba mi się ta nutka tajemniczości. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. hehe jak zawsze świetne , czekam na kolejny odcinek :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak mówiłam, komentarz dziś, bo ja powinnam jednak ochłonąć po czytaniu:P

    W pełni rozumiem, że Yasu mógł być zirytowany obecnością Daigo. Chodzi mi o pierwszą scenę... No dobrze, ale gdyby nasz słodki laluś ot tak sobie poszedł, Yasu zaraz popadłby w duże przygnębienie. Poza tym, on naprawdę chciał dobrze i mi się to wydaje... słodkie:) Sama wiem, że nie zrobiłabym inaczej. Czasem najlepsze co można dla kogoś zrobić, to złapać go ciasno (nawet jak się wyrywa) i przytulić mocno, a kiedy poczuje, że może zaufać, wszystko będzie lepsze... Przepraszam, już nie filozofuję!:D
    Poza tym... dla Yasu cała sytuacja była dobrym bodźcem do podjęcia decyzji o działaniu! A to znaczyło wiele.

    Już nie mówię o tym jak cudowny projekt stworzy Yasu (oh, oh!) ale i o tym, ze może dzięki temu uwolni się od Ka-yu... Ten gość mnie przeraził! Poważnie, w tym odcinku Ka-yu wywołał nieprzyjemne dreszcze i strach nie tylko w Yasu, ale i w mojej czytelniczej osobie. Brr.
    Ka-yu ma wstrętnie pokręcone myślenie... Chce mieć Yasu na własność, ale tylko jako posiadacz zabawki, którą sam nie chce się bawić. Wstrętny! Ale jako postać w opowiadaniu - niesamowicie zaskakujący i wzbudzający emocje^^ Mam nadzieję, że nie skrzywdzi go w następnym odcinku... O rety, ile ja będę musiała czekać!

    Bardzo przyzwyczaiłaś mnie do Yasu - niewinnego, czasem lekko drapieżnego kociaka:)Zmiany w jego myśleniu i stanowczość wciąż w jakiś sposób mnie zaskakują... Ale po wszystkim co przeszedł nie mógłby zostać taki sam, wiem wiem.
    Hyde też jest inny... Teraz pokazał (przynajmniej mi:P), że dla swojej prawdziwej miłości zrobi wszystko. Czyli kocha Yasu...
    Ale jego zachowanie na dachu... (ja tu widzę dach jako jedną z najromantyczniejszych scenerii) jest pełne subtelności i czułości, ale takiej innej. Tak jakby wszystko było wyważone i odpowiednio dobrane. Nie umiem się wypowiedzieć poprawnie...^^ O, jak wyznanie...
    Że aż się Akimi serduszko uniosło:) I jeszcze się pounosi trochę na wspomnienie. Ślicznie, ślicznie napisana scena!

    No i ponowne pojawienie się Daigo... Mimo wszystko nie zgodzę się z przypisywaniem mu natrętności. (Rety, czemu ja go tak bronię... uh.) Odbieram tą sytuację dość dwuznacznie... bo nie był "centralnie" pod drzwiami, więc może wcale nie podsłuchiwał tylko tak tam polazł... No ale po co miałby tam leźć, jeśli nie w celu śledzenia drogiego Yasu?!
    Rety, rety. Będę wierzyć, że chciał dobrze, cokolwiek by teraz nie wynikło...:D

    Oh właśnie, co wyniknie a co nie wyniknie, to ja się za szybko nie dowiem, bo czekają mnie aż dwa tygodnie!
    Będę sobie w ich trakcie regularnie przypominać o niecnych planach Ka-yu (to jak oczekiwanie na straszną scenę w horrorze^^), o słodyczy płynącej ze sceny na dachu, bo przecież kibicuję ich wielkiej miłości, no i jeszcze ten Daigo... Faktycznie, intrygujące zakończenie!:)

    Składam jeszcze wielki ukłon w stronę fantazji kochanej autorki! I wszystkiego wszystkiego co podkusiło ją do napisania akurat takiego rozdziału!:) Dziękuję i życzę dużo weny i "natchnieniających" momentów<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyżby Daigo w jakiś sposób był zniesmaczony tą sytuacją? Mam nadzieję, że chodzi tutaj o czysto przyjacielskie kontakty..
    Kayu mnie denerwuje, nie wiem, jego pewność siebie i bezczelność są po prostu nie do zniesienia.
    Mam ochotę na następny rozdział, ale cóż, czekam cierpliwie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne:) Jestem tu pierwszy raz ale na pewno zatrzymasz mnie na długo, gługo dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  8. trochę (no dobra, bardzo) spóźniony komentarz od mojej skromnej osóbki, ale jak zawsze jest :D

    choć przeczytałam ten rozdział już jakiś czas temu to w sumie nie wiedziałam co o nim napisać. Potrzebowałam więc kilku dni by do niego wrócić by na spokojnie napisać coś o nim.

    Po pierwsze to cieszę się niezmiernie, że w tym studiu był Daigo i pomógł Yasu, chociaż sama nie wiem co bym zrobiła na jego miejscu. Mnie agresywność innych ludzi paraliżuje totalnie (chyba że jest skierowana w stosunku do moich bliskich, wtedy mam pokłady energii w sobie), a tutaj Daigo zachował się jak najbardziej po męsku. W pierwszej chwili trochę mnie zdenerwowało zachowanie Yasu w stosunku do Daigo po tym jak ten mu pomógł, ale później doszłam do wniosku, że w sumie pewnie zachowywałabym się tak samo- to, że go ocalił jeszcze nie znaczy, że jest mu nagle strasznie bliski. Ogólnie Yasu w tym opowiadaniu u mnie zyskuje z każdym rozdziałem coraz bardziej. Dobra, to zabrzmiało jakbym Go nie doceniała wcześniej. Spróbujmy więc inaczej. Yasu jak dla mnie potrzebował więcej pewności siebie i asertywności, które to zdobywa coraz z każdym rozdziałem więcej co mnie niesamowicie cieszy. Nie zmienia to oczywiście faktu, że wcześniej także był niesamowity (^__~). Co do jego rozmowy z Hyde. To było cudowne. Czasem mi się wydaje, że tu trochę się role odwróciły. Już wyjaśniam. Wcześniej to Hyde był tym co stawia warunki tego związku, a teraz ten przywilej ma Yasu co mnie cieszy :D Tylko czemu on znowu zaczyna wątpić? Yasu, proszę! Trochę zadziorności ci się przyda (^__^).
    Dobrze, że Hyde w końcu coś robi by naprawić ich relacje, że nie tylko mówi, ale także działa. Niech w końcu się przekona, że budowanie związku wymaga wysiłku i nie ma wszystkiego na tacy. Ale ta ich scena na dachu boska była (*__*)
    Kayu... HIPOKRYTA. To jedno słowo opisuje jego zachowanie w tym rozdziale. I tyle mam na jego temat bo tak mnie zdenerwował, że nie mam zamiaru na niego liter marnować.
    No i Daigo... tak jak pisałam, cieszę się, że był w tym studiu i pomógł Yasu, że przez przypadek podrzucił mu pomysł na nowy projekt, i że zajmował wokaliście Wisienek głowę swoim zespołem by ten nie myślał o przykrych rzeczach ale... CO ON WIDZIAŁ? i jaki jest jego stosunek do tego co zobaczył? Zazdrość? Pomoc? Czyli tak jak zwykle wiesz w którym momencie przerwać by mira siedziała jak na gwoździach i czekała na kolejny rozdział~~

    I jeszcze raz wielkie dzięki za tą sceną na dachu, zauroczyła mnie totalnie XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Czuję się zawstydzona (nie)długością moich komentarzy .///. może jeżeli za niebawem będę mia bieżąco, to będę w stanie pisać więcej...

    Bardzo podoba mi się to, jak Yasu dojrzał. Nie zatracił całej swojej delikatnej osobowości, ale nauczył się ją w pewien sposób chronić, kojarzy mi się z kwiatem, który stula swoje płatki <3 No i mam słabość do palących przystojnych facetów, choć wiem, że to niezdrowe u_u
    Ach, Ka-yu to czarny charakter z piekła rodem, daje mnóstwo emocji! Tak, jest dupkiem i hipokrytą, ale... ale. On tak łatwo nie odpuści, prawda?
    Daigo, wzbudzający we mnie rozbawienie Daigo! :D Samo jego pojawienie się było jak promyk słońca. Jest denerwujący, trochę nadgorliwy, ale jeżeli pomoże Yasu wyjść z dołka - a zapewne tak - to jestem w stanie dużo mu wybaczyć, wyrobi się! Chociaż... po co lazł aż na górę za nimi? >.<
    Hyde-sama myśli, że wszystko się ułoży za magicznym skinieniem różdżki? Coś mnie się wydaje, że tak to nie zadziała. Sam pozew to nie wszystko, minęło trochę czasu, wiele milczenia jest pomiędzy nimi...

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest genialne! Ubóstwiam to opowiadanie, ten pairing jest taki rzadki i mało kto pisze go dobrze, nawet za granicą.

    OdpowiedzUsuń