12 lipca 2012

Rozdział XVIII

Wybaczcie mi opóźnienie, ale sami rozumiecie - wakacje, potem problemy z internetem... Ostrzegam, że jest dość kiepski, absolutnie nie jestem z niego dumna i kto wie - może po dłuższym namyśle go zedytuję i wrzucę tutaj nową wersję moich wypocin.  Mimo to życzę wam miłego czytania i radzę zerknąć na przypisy! 

*****




    - Więc słucham, co tam robiłeś? - zapytał cicho Yasu, a właściwie wysyczał, chowając swoje przerażenie za maską złości. Znajdowali się teraz w jednym z pustych studiów, do którego wepchnął chłopaka, by uniknąć ewentualnego spotkania z Hyde, co mogłoby być naprawdę nieprzyjemne w skutkach. Daigo siedział wciśnięty w kanapę, spoglądając niepewnie na Yasu, który się nad nim pochylał.
    - Szukałem cię, ktoś powiedział mi, że poszedłeś na ostatnie piętro... Nie wiedziałem, że masz towarzystwo! - odparł cicho brunet i spuścił wzrok, bawiąc się teraz brzegiem swojej koszulki. Yasu wypuścił ze świstem powietrze z ust, z trudem powstrzymując się, by nie zrobić Daigo krzywdy.
    - Poszedłeś na dach? - spytał w końcu, bojąc się odpowiedzi na to pytanie. Wolał, by ta rozmowa, jak i to, co podczas niej zaszło pozostało tajemnicą. Zwłaszcza ostanie wyznanie Hyde. Gdyby ktokolwiek się dowiedział... To poważnie zaszkodziłoby karierze ukochanego, a właśnie tego Yasu usilnie unikał przez te kilka lat.
    - Tak... Ale przysięgam, że zachowam wszystko dla siebie! Nikomu nie powiem, że jesteście zakochani i się spo... - Wokalista zatkał mu usta dłonią, zupełnie jakby się bał, że ktoś ich teraz usłyszy.
    - Nie spotykamy się, jasne? Chciałem sobie tylko coś wyjaśnić. A poza tym to nie twój interes, co robię prywatnie. Po cholerę tam poszedłeś? Jeśli miałeś pytania, to wystarczyło po prostu zadzwonić! - warknął i usiadł obok Daigo na kanapie, chowając na moment twarz w dłoniach próbując pozbierać myśli. Dlaczego brunet po raz kolejny ingeruje w jego prywatność? Ledwie się znają, a widział go już w tylu krępujących sytuacjach. Teraz wiedział nawet więcej, niż Shuse, który notabene był jego najbliższym przyjacielem.
    - Nikomu o tym nie powiem... - powtórzył cicho Daigo. Yasu zerknął na niego przez palce. Chłopak spoglądał w jego stronę niemal błagalnym wzrokiem. chcąc najwyraźniej, by Yasu mu wybaczył.
    - Tylko byś spróbował! Musieliby cię chyba zdrapywać ze ścian... Hyde mnie zabije. A raczej nas obu - jęknął cicho blondyn, zwieszając głowę. Usłyszał, jak Daigo niepewnie przysuwa się bliżej i poczuł, jak kładzie mu dłoń na ramieniu.
    - Ja wszystko rozumiem. Chcecie być razem, ale przeszkadza wam w tym jego żona, prawda? - zapytał Daigo i pogładził go po plecach uspokajająco. Yasu spiął mięśnie, mając ochotę teraz wybuchnąć.
    - Nie, niczego nie rozumiesz! To skomplikowane, nawet nie wiem, czy chcę do niego wrócić... - burknął wokalista, nie podnosząc głowy. Dlaczego wtrącał się w nieswoje sprawy?
    - Wrócić? Więc wy...? -
    - To długa historia - przerwał mu gwałtownie Yasu i już sięgał do kieszeni bluzy, by wyciągnąć z niej papierosy, jednak Daigo go zatrzymał. Chwycił go stanowczo za nadgarstek i zerknął na niego wyczekująco. Blondyn westchnął cicho i wyszarpnął swoją dłoń z uścisku.
    Wciąż nie był pewien tego, czy może mu zaufać, ale skoro zabrnęli już tak daleko i Daigo widział tak dużo... Yasu nie chciał, by chłopak wyciągnął błędne wnioski i zinterpretował ostatnie wydarzenia na swój sposób. Zerknął raz jeszcze na bruneta, który uśmiechał się teraz łagodnie i usadowił wygodniej na kanapie, najwyraźniej oczekując wspaniałej romantycznej opowieści z jego strony. Zrezygnowany blondyn ponownie zwiesił głowę.
    - Mam jeden warunek: nie będziesz niczego komentował i zachowasz wszystko dla siebie. Jeśli gdziekolwiek usłyszę plotki na swój temat, to przysięgam, że żaden producent tutaj się tobą nie zainteresuje - mruknął w końcu Yasu i naciągnął na swoje dłonie rękawy bluzy. Daigo opowiedział mu cichym hai, natychmiast zamieniając się w słuch.
    Z początku ciężko było mu wykrzesać z siebie porządnie zdanie. Opowiedział mu o tym, jak poznali się z Hyde po koncercie, jednak to, że już wtedy się ze sobą przespali przemilczał. Daigo z pewnością sam się tego domyślił, bo na jego ustach w tym momencie pojawił się szeroki uśmiech. Kiwał głową i słuchał z uwagą tego, co Yasu miał do powiedzenia.
    Opowiedział mu także o pocałunku z Ka-yu na scenie i o tym, jak to wpłynęło na jego relacje z basistą; jak spotykał się co weekend z Hyde i coraz bardziej utwierdzał w przekonaniu, że jest w nim zakochany. Gdy doszedł do momentu, kiedy wokalista również wyznał mu miłość, tym razem to on nie umiał powstrzymać uśmiechu cisnącego się na usta, jednak wciąż siedział ze zwieszoną głową, tak że Daigo nie był w stanie tego dostrzec. W studiu rozległ się dziki chichot bruneta, kiedy opowiedział mu o przebraniu Hyde za kobietę.
    Spuścił z tego całkiem wesołego tonu, kiedy mówił o tym, jak przyłapał Ka-yu na obmacywaniu się z Hyde. Później, kiedy mu wybaczył, pojechali do Tokio. Yasu w tym momencie przerwał na moment, rozpamiętując tamten okres. To był najszczęśliwszy tydzień w jego życiu, kiedy miał Hyde tak blisko, na wyłączność.
    Kiedy opowiadał Daigo o tym, jak Hyde zaczął go unikać, aż w końcu przestał odbierać telefony i w ogóle się z nim kontaktować, coraz trudniej było mu dobierać słowa, tak by nie zawierały zbyt wielu emocji. Fragment, gdzie Hyde wyznał mu, że jest zaręczony i bierze ślub wypowiedział na jednym wydechu, zaraz potem podrywając się z kanapy i zapalając papierosa, by się uspokoić. Usilnie chował swoją twarz za długimi kosmykami włosów. Rozpamiętywanie tamtych chwil wciąż bolało i wywoływało u niego te same reakcje, co kiedyś; było mu duszno, miał wrażenie, że w pokoju zrobiło się znacznie goręcej. Miał pustkę w głowię, wyglądając przez okno i na moment zapominając o obecności Daigo w pomieszczeniu.
    - Więc... Nadal go kochasz? - zapytał w końcu chłopak, wyrywając Yasu z transu. Pokiwał głową, nie patrząc na niego. - Więc dlaczego wciąż go od siebie odpychasz? Daj mu szansę! -
    Yasu omal nie upuścił papierosa, speszony. Zerknął na Daigo przez ramię i ponownie pokiwał głową. Nie przywykł do słuchania porad miłosnych od kogokolwiek, zawsze robił wszystko po swojemu, ale tym razem postanowił zastosować się do słów chłopaka. Właściwie to miał rację. Hyde zrobił wszystko, by mogli być razem, dał mu drugą szansę. Teraz czas na jego ruch.



***


    - Poddenerwowany? - zapytał Kiyo, przysiadając się do Yasu w autokarze. Blondyn pokiwał głową, przecierając dłońmi zaspane oczy. Był wczesny ranek. Cały zespół wraz z obsługą i sprzętem, zapakowani w busa oraz kilka potężnych tirów byli już w drodze z Tokio do Osaki.
    Dzisiaj był wielki dzień: ostatni, pożegnalny koncert Janne Da Arc miał się odbyć wieczorem. Poprzedniego dnia do późna siedzieli w studiu, przygotowując się do tego wydarzenia. Ka-yu oczywiście nie dawał za wygraną i kierował pod adresem Yasu nieprzyjemne docinki, które nie poprawiały samopoczucia pozostałych członków zespołu. Wokalista miał wrażenie, że oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, co się między nimi wydarzyło i do czego może dojść, jeśli zostawi się ich samych.
    - Bardziej tym, co będzie po występie - mruknął cicho Yasu, trzymając w dłoniach papierowy kubek z kawą, którą przyniósł mu ich manager. Popijał ją powoli, chcąc się w ten sposób rozbudzić. Praktycznie nie spał poprzedniej nocy, dręczony nie tylko własnymi myślami, jak i mailami, które otrzymywał od basisty.
    Nie radzę uciekać, kotku, inaczej pokażę pazurki.
    - Nie wiesz, co ze sobą zrobić? Ja postanowiłem, że wrócę do Hirakaty i trochę odpocznę. Poczekam, aż wam obu przejdzie i będziecie chcieli reaktywować Janne - parsknął cichym śmiechem Kiyo, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Podsunął ją Yasu, jednak ten jedynie pokręcił głową. Czuł na sobie spojrzenie Ka-yu i wcale mu się to nie podobało.
    Przeglądam właśnie twoje nagie fotki... Nie chcesz chyba, by oglądała je cała Japonia?
    - Myślałem o tym, by wydać coś solo, może Shuse by mi pomógł. Nie wiem... Nie mam teraz do tego głowy - wymamrotał Yasu, upijając kolejny łyk kawy. Próbował sobie przypomnieć ich dzisiejszą set listę. Koncert zaczynali kawałkiem Strange Voice. To podczas tej piosenki Ka-yu pocałował go po raz pierwszy i po tamtym występie dowiedział się, że basista jest w nim zakochany. Wokalista potrząsnął głową, próbując odgonić od siebie te wspomnienia.
    - Jesteś pewien, że nie da się tego jakoś odkręcić? Mam na myśli Ka-yu - zapytał cicho Kiyo i zerknął w stronę basisty. Yasu zacisnął nerwowo dłonie na kubku.
    -  Nie, tym razem przegiął i nie chcę mieć z nim nic wspólnego - wymamrotał blondyn, uparcie zerkając przez okno. Wjeżdżali już do szarej, budzącej się do życia Osaki. Usłyszał ciche westchnięcie ze strony Kiyo, który wkrótce podniósł się z miejsca i usiadł z powrotem obok Shuji'ego.
    Gdy znajdowali się już w Osaka-jo Hall, stres dręczący Yasu przybrał na sile. Co rusz przyłapywał Ka-yu na przyglądaniu się mu z tajemniczym uśmieszkiem, a w jego wzroku czaiły się ogniki pełne pożądania, które powodowały u wokalisty dreszcze. Chciał stać już na scenie, odstawić ten cały teatrzyk, gdzie to tak dobrze dogaduje się z basistą, a później z niej zejść i jak najszybciej znaleźć się samemu w hotelu.
    Na koncercie miał się pojawić Shuse oraz Daigo, który wybłagał od niego bilet. Obecność dwóch bliskich mu osób dodawała mu otuchy i sprawiała, że jego obawy w jakimś stopniu były mniejsze, choć czułby się znacznie pewniej, gdyby obaj mogli być bliżej. Zastanawiał się również, czy na koncercie zjawi się Hyde. Ale chyba by mu powiedział, zadzwonił..
    Koncert nareszcie się rozpoczął. Udawanie, że wszystko jest w porządku i uśmiechanie się do Ka-yu okazało się nie być tak trudne, jak przypuszczał. W zaśpiewanie każdego z tekstu piosenek wkładał całe swoje serce, bo przecież był to ich ostatni koncert i nie chciał rozczarować fanów. Widok tych wszystkich uśmiechniętych twarzy oraz lasu rąk podrygującego w rytm piosenek także podnosił go na duchu. Cieszył się razem z tłumem, który przyłączał się do śpiewania starych kawałków Janne Da Arc; zdziwił się więc, kiedy pierwsza część koncertu dobiegła końca i zespół miał zejść ze sceny na krótki odpoczynek.
    Idąc w stronę garderoby myślał już tylko o jednym: wysłać wiadomość do Hyde, czy jest w pobliżu hali i ogląda koncert. Od czasu rozmowy z Daigo nie miał okazji się z nim spotkać czy porozmawiać, a przecież obiecał sobie, że da mu szansę i również postara się wszystko naprawić. Teraz, szczęśliwy, że koncert przebiega zgodnie z planem, chciał podzielić się z nim swoimi emocjami.
    Wchodząc do środka dopadł swojego telefonu i już miał wybierać numer do ukochanego, kiedy aparat zawibrował, a na wyświetlaczu ukazał się numer Daigo. Blondyn westchnął cicho i odszedł na bok, tak by reszta zespołu nie była w stanie usłyszeć rozmowy. Kątem oka dostrzegł, jak Ka-yu siada na kanapie i po upiciu kilku łyków wody oblizuje znacząco wargi.
    - Halo? - mruknął zrezygnowany do słuchawki, chcąc, by rozmowa przebiegła w miarę szybko i by zdążył zadzwonić do Hyde. W tle słyszał piski i krzyki, więc domyślał się, że Daigo wciąż jest w hali i czeka na encore.
    - Widziałem go - zakomunikował mu chłopak, zapewne uśmiechając się w tym momencie szeroko. Nogi Yasu wrosły w ziemię, a serce zabiło szybciej.
    - Jego, to znaczy...? - zapytał ostrożnie Yasu, dość cicho, bojąc się podsłuchania, choć doskonale wiedział, o kim mowa. Więc jednak... Czasem wszystkowidzący i wszystkowiedzący Daigo okazywał się być jednak pomocny.
    - No już, rozłączaj się i dzwoń do niego! - zachichotał Daigo, samemu jednak kończąc rozmowę. Yasu odkleił telefon od ucha i ponownie zerknął na wyświetlacz. Dopiero teraz dostrzegł kilka nieodebranych połączeń od Hyde, w tym jedno dosłownie sprzed minuty. Bez chwili wahania wybrał jego numer i zachowując resztki zdrowego rozsądku wyszedł na korytarz.
    - Nareszcie, Yasu! - usłyszał w słuchawce głos pełen ulgi. Słyszał także stłumione okrzyki fanów; więc naprawdę był tutaj! Hyde przyszedł specjalnie dla niego na koncert... Yasu mimowolnie się uśmiechnął i odgarnął z czoła mokre kosmyki włosów.
    - Ja... Dziękuję, że jesteś - wymamrotał wokalista, nie mając pojęcia, co powinien mu w tym momencie powiedzieć. Że przeprasza za ten chłód ze swojej strony? Nie mieli zbyt wiele czasu, lada chwila musiał wracać na scenę.
    - Pięknie wyglądasz tego wieczoru, wiesz? Kocham cię - odparł Hyde. Yasu zamknął oczy i uśmiechnął się szerzej, czując przyjemne ciepło na sercu. To wyznanie dodało mu sił, których będzie potrzebował podczas encore.
    - Przepraszam za moje ostatnie zachowanie, ja... -
    - Cii, później porozmawiamy. Będę czekał na parkingu, kochanie. A teraz idź chwilę odpocznij i daj z siebie wszystko podczas drugiej części - Niemal usłyszał, jak Hyde po drugiej stronie również się uśmiecha. Kamień spadł mu z serca. Teraz czuł się lekki jak piórko i gdyby zaszła taka potrzeba, mógłby dać jeszcze godzinny występ. - Pamiętaj, że jestem przy tobie myślami -
    - Dziękuję - mruknął jeszcze, zbyt zmęczony i szczęśliwy, by wymyślić lepszą odpowiedź. Zamknął klapkę telefonu i przycisnął go do serca, wciąż uśmiechając się jak głupi. Świadomość, że jeszcze dzisiaj spotka się z ukochanym dodawała mu skrzydeł.
    Serce wciąż kołatało w jego piersi, kiedy wychodził po raz drugi tego wieczoru na scenę. Mijały minuty, z każdą kolejną piosenką byli coraz bliżej finiszu. Yasu błądził wzrokiem po widowni, mając nadzieję, że uda mu się dostrzec gdzieś ten charakterystyczny uśmiech i błysk w oku, choć oczywiście było to niemożliwe. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, że Hyde naprawdę przyjechał tutaj dla niego, by słuchać jego głosu i na niego patrzeć. Skoro nie mógł go dostrzec w rozentuzjazmowanym tłumie, to chciał zaśpiewać teraz tylko dla niego.
    Zerknął na You i skinął głową, a wówczas rozległy się pierwsze dźwięki, które miały przerodzić się w melodię miłości*. Podszedł bliżej statywu i objął mikrofon dłońmi, zamykając oczy. Chciał śpiewać tylko dla niego, więc wyobraził sobie teraz, że cała hala jest pusta i znajduje się w niej tylko Hyde. Zacisnął mocniej swoje palce na mikrofonie i zaczął śpiewać, choć teraz trudno było mu opanować drżenie głosu.
    Nigdy nikomu o tym nie mówił, ale pisząc tekst piosenki miał przed oczami ukochanego. Opowiadała o ich przeszłości, o tym, jak Yasu za nim tęskni i jak wciąż go kocha. Była pełna nadziei, tak jak serce wokalisty, kiedy wyśpiewywał refren, zaciskając mocno powieki. Wydawało mu się, że słyszy jego bicie, kiedy ucichły wszystkie instrumenty, a w hali zapanowała przejmująca cisza.
    Dźwięczny głos Yasu rozbrzmiał w auli, zapierając dech w piersiach. Pochylił głowę, chowając ją za kosmykami włosów i tym mocniej zacisnął powieki, wyśpiewując słowa skierowane bezpośrednio do Hyde, wkładając w to całe swoje uczucie, jakie do niego żywił.

Niezmiennie, czas się zatrzymuje
Zanim odejdzie cierpienie i wyschną łzy
Raz jeszcze, ten głos w moim sercu
Niesie w sobie piosenkę o miłości...
**

    Nie miał pojęcia, kiedy do jego oczu napłynęły łzy, ale nie był w stanie ich powstrzymać do końca piosenki. Nie płakał już z tęsknoty, tylko ze szczęścia. Dopiero teraz tak naprawdę poczuł, że wszystko wraca do normy, na swoje miejsce. Kończył toksyczny związek, tym koncertem symbolicznie odcinał się od swojej przeszłości i rozpoczynał nowy etap w swoim życiu. Dlatego w końcu podniósł głowę, odgarnął z twarzy grzywkę i z zeszklonymi oczami, uśmiechając się śpiewał.


***


    Chodził w tę i z powrotem, z niecierpliwością czekając na Yasu. Dobrze wiedział, że doprowadzenie się do porządku i pożegnanie ze wszystkimi zajmie mu trochę czasu, mimo to Hyde się o niego niepokoił. Minęło już ponad pół godziny, nie odbierał telefonu. Brunet oparł się o maskę swojego samochodu i wypalił do końca kolejnego papierosa, starając się zachować resztki spokoju.
    Mimo wszystko cieszył się, że mógł go oglądać tego wieczoru. O ile pierwsza część koncertu była naprawdę wspaniała, Yasu i reszta zespołu byli w doskonałej, szczytowej formie, tak encore powaliło jego samego i publiczność na kolana. Zwłaszcza ta jedna piosenka, podczas której blondyn nie umiał ukryć swoich emocji. Hyde chciał go zapytać, o czym wtedy myślał, choć wydawało mu się, że zna odpowiedź na to pytanie.
    - Przepraszam... - usłyszał nieśmiały głos tuż za swoimi plecami. Zerknął w bok, napotykając nieznanego go mu, wysokiego bruneta, który uśmiechał się szeroko. Hyde zmarszczył brwi, podejrzewając, że to jeden z jego fanów, który pewnie nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Westchnął cicho i odwrócił się w jego stronę.
    - Słucham? Tylko szybko, czekam na kogoś - mruknął znudzonym tonem, wciąż lustrując nieznajomego wzrokiem. Denerwował go ten uśmieszek, który nie schodził z jego ust.
    - Wiem, Yasu pewnie nie może się doczekać - odparł ku jego zaskoczeniu chłopak i również oparł się o karoserię, na co Hyde zareagował cichym sykiem. - Jestem jego znajomym, Daigo. Pomyślałem, że może lepiej będzie, jeśli tam po niego pójdziesz. Mnie nie wpuszczą, ale ciebie owszem. No i Yasu będzie w siódmym niebie - dodał i trącił go łokciem, co również niezbyt mu się spodobało. Co ten dzieciak sobie wyobraża?
    - Umówiliśmy się tutaj - mruknął Hyde i wsunął dłonie do kieszeni bluzy, czując jak ten dręczący go niepokój się nasila. To już czterdzieści minut, a Yasu nie dawał znaku życia.
    - Kretyni... Jeden gorszy od drugiego! Wydaje mi się, że już dość się naczekałeś i powinieneś teraz do niego lecieć, on tylko na to czeka! - zachęcał go Daigo. Chłopak odkleił się od samochodu i chwycił Hyde za rękaw, ciągnąc go w stronę hali. Mężczyzna syknął ponownie i zaparł się nogami.
    - Mam nogi, poradzę sobie sam! - warknął, wyrywając się brunetowi i wymijając go w drodze. A może dzieciak miał rację? Męczyły go te całe podchody i humorki Yasu, chciał mieć wszystko czarno na białym.
    Bez problemu wszedł do części hali dostępnej jedynie dla zespołu oraz obsługi, tak jak przewidywał Daigo ochroniarze nie robili mu żadnych problemów. Chłopak dotrzymywał mu kroku i wciąż uśmiechał się szeroko. Skoro był znajomym Yasu, to z pewnością był też fanem L'Arc~en~Ciel, to tłumaczyłoby tę ogólną radość z jego strony. Hyde nie zaprzątał sobie tym jednak głowy, teraz niemal biegiem przemierzając korytarz, z mocno bijącym sercem.
    Dobiegł do drzwi garderoby i nie pukając zajrzał do środka, nie umiejąc ukryć uśmiechu. Przywitały go trzy zdziwione spojrzenia, należące do Kiyo, Shuji'ego i You, którzy raczej nie spodziewali się jego obecności. Wszyscy trzej wymienili spojrzenia, jednak żaden z nich niczego nie powiedział. Do środka, przez jego ramię, zajrzał również Daigo, jednak w jednej chwili jego uśmiech zniknął, ustępując miejsca skupieniu.
    - Gdzie jest Yasu? - zapytał Hyde, szczerze zaskoczony nieobecnością ukochanego. Kątem oka dostrzegł na kanapie jego strój sceniczny oraz torbę; więc wciąż był w budynku.
    - Wyszedł przed chwilą wziąć prysznic - odpowiedział You, wracając do zmywania swojego makijażu.
    - A Ka-yu? Gdzie on jest? - zapytał Daigo, nie kryjąc zdenerwowania. Kiyo wzruszył ramionami, na co dzieciak wpuścił ze świstem powietrze z płuc. - Pozwoliliście mu pójść za Yasu? - warknął i cofnął się na korytarz, nerwowo sprawdzając każde pomieszczenie po drodze do łazienek. Hyde bez wahania ruszył za nim, spinając mięśnie. Wiedział, że nieobecność tej dwójki nie wróżyła nic dobrego i chciał jak najszybciej znaleźć ukochanego.
  - Z-zostaw...! - dobiegł ich zduszony okrzyk, dobiegający gdzieś z końca korytarza. Głos należał niewątpliwie do Yasu. Kiedy rozległ się kolejny krzyk, podziałało to na Hyde jak płachta na byka; w jednej chwili wpadł do pomieszczenia, które okazało się być pustym studio.
  Ka-yu przygwożdżał leżącego na kanapie wokalistę swoim ciałem, trzymając go za kark i uniemożliwiając mu podniesienie głowy.Wolną dłonią usiłował zsunąć z bioder blondyna rozpięte spodnie, a próby wyrwania mu się nie robiły na nim najmniejszego wrażenia. Na jego twarzy malowała się satysfakcja oraz chore wręcz podniecenie.
    Tego dla Hyde było już za wiele. Podbiegł do basisty i odciągnął go od Yasu, wymierzając od razu celny cios z pięści w twarz. Ka-yu zatoczył się i wpadł na ścianę. Teraz sprawiał wrażenie zaskoczonego tym wszystkim i zanim zdążył zareagować, Hyde wymierzył kolejny cios.
    W tym momencie oślepiała go wściekłość; stracił panowanie nad sobą i skupił się na jednym - zadać basiście jak najwięcej bólu za to, że odważył się w ten sposób dotykać jego ukochanego. Chwilę potem powalił Ka-yu na ziemię i sięgnął dłonią do jego szyi, zaciskając na niej swoje palce. Ogarnęła go furia, w tym momencie pragnął śmierci basisty.
    - Nikt nie ma prawa go tak dotykać, rozumiesz?! Nikt! Zapłacisz mi za to, chuju! - Hyde zacisnął mocniej swoje palce. Poczuł czyjąś rękę na ramieniu, próbującą odciągnąć go od Ka-yu; przesunął jednak paznokciami po wierzchu dłoni Daigo, na ułamek sekundy puszczając basistę.
    Ten to wykorzystał i uderzył wokalistę Laruku w twarz; w studiu rozległ się krzyk Yasu. Hyde poczuł krew w ustach, jednak to nie zatrzymało go przed wymierzeniem kolejnych kilku ciosów. Widok zakrwawionej twarzy Ka-yu napawał go satysfakcją. Powinien był to uczynić znacznie wcześniej, ochronić przed nim Yasu; teraz czuł się tak, jakby w końcu wyrównywali rachunki.
    Daigo chwycił go w końcu w pasie i skutecznie odciągnął od basisty, który robił się siny na twarzy. Hyde jednak zaczął się szarpać z chłopakiem, chcąc dokończyć dzieła.
    - Zostaw mnie! Zabiję tego skurwysyna! Zabiję go! - krzyknął i splunął na Ka-yu, wciąż targany gniewem i nienawiścią. Daigo chwycił go mocniej i warknął cicho.
    - Zabierz stąd Yasu, ja sobie z nim poradzę! - syknął, puszczając Hyde dopiero wtedy, kiedy ten nieco się uspokoił. Wokalista Laruku zerknął w końcu na ukochanego; blondyn siedział wciśnięty w kanapę, całkiem blady, z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Drżącymi dłońmi odgarnął kosmyki włosów z twarzy, patrząc na Ka-yu, wijącego się z bólu na podłodze.
    - Yasu... - wychrypiał w końcu i podszedł do ukochanego, podając mu swoją dłoń. Ten natychmiast ją chwycił i podniósł się z sofy, posłusznie podążając za Hyde. Wyszli ze studia, wzbudzając sensację, kiedy kroczyli korytarzem. Mimo to mężczyzna pewnie trzymał jego dłoń i puścił ją dopiero, gdy znaleźli się w jego samochodzie.
    Pół godziny później znajdowali się już nad brzegiem jednego z kanałów, w otoczeniu zieleni. Hyde opierał się o maskę samochodu, właściwie na niej siedząc, a pochylający się nad nim Yasu próbował opatrzyć jego rozciętą wargę przy pomocy samochodowej apteczki. Rozczulał go, gdy próbował delikatnie obmyć opuchniętą wargę, jednak przeszkadzały mu w tym wciąż drżące dłonie. Hyde chwycił je nagle i ucałował, uśmiechając się ciepło.
    - Już dobrze, skarbie - mruknął cicho, zerkając mu prosto w oczy. Domyślał się, że pewnie wygląda źle po tej bójce z Ka-yu, Yasu również wyglądał na zmęczonego całym tym dniem. Wpatrywał się w Hyde maślanym wzrokiem i praktycznie nie odezwał ani słowem, potakując jedynie i zapewniając ukochanego, że wszystko jest w porządku.
    Wokalista Laruku przyciągnął go bliżej i objął w pasie, uśmiechając się szerzej, kiedy Yasu się w niego wtulił. Nareszcie miał wrażenie, że wszystko wróciło na swoje miejsce, że wszystko będzie teraz w porządku. Ukochany nie musiał niczego mówić i za nic go przepraszać; Hyde rozumiał jego wcześniejsze zachowanie.
    - Kocham cię - szepnął i ujął podbródek Yasu, przyciągając go do pocałunku. Syknął cicho, gdy ich usta złączyły się w pocałunku; poraniona warga wciąż bolała, choć wcześniej przestał zwracać na to uwagę, zbyt pochłonięty przyglądaniem się ukochanemu.
    - Głuptas... - mruknął cicho blondyn i zaczął obcałowywać delikatnie jego wargi, a Hyde musiał przyznać, że podoba mu się taka zabawa. Objął Yasu mocniej i odwzajemnił jedną z pieszczot, stęskniony za tym wszystkim. - Ja też cię kocham - wyszeptał. Objął go mocniej za szyję i schował w niej swoją twarz, łaskocząc Hyde swoim ciepłym oddechem.
    - Zmęczony, jedziemy do hotelu? - wymruczał mężczyzna, przeczesując palcami jego włosy. Kiedy Yasu pokiwał głową, odsunął go delikatnie od siebie i zaprowadził z powrotem do samochodu.

______
* Gra słów; chodzi o piosenkę Rainy ~Ai no Shirabe~, czyli Deszczowa ~Melodia miłości~.
** Żeby lepiej zrozumieć (oraz poczuć) tę scenę z opowiadania, zapraszam TUTAJ.

6 komentarzy:

  1. Hmmm, nie wiem czemu twierdzisz, że rozdział był kiepski. Moim zdaniem jest bardzo dobry, jeden z tych lekkich do czytania.
    To słodkie, w jaki sposób Yasu zdecydował się przełamać tą barierę między nimi. Szczerze mówiąc im nawet nie pasuje, kiedy tak się kłócą.
    Powodzenia w pisaniu kolejnych części!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie widzę w tym rozdziale nic kiepskiego. Był wręcz świetny. Cóż, opłacało się czekać tyle.
    Przyznam, że to co zrobił Ka-yu było trochę przewidywalne, jednak tak dobrze opisane, że nie przeszkadzało mi to ani trochę. No i w końcu miło widzieć, że pomiędzy tą Yasu i Hyde wreszcie się układa.
    Oby następny rozdział pojawił się szybciej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cherry... jeśli coś wzruszyło Akimi tak, że razem z Yasu wylewała łezki, to nie można tego nazwać słabym rozdziałem.
    Jest troszkę inny, bo zawiera mniej opisów samych uczuć... ale na miejsce tego mamy piękne wspomnienia przeszłości naszej kochanej dwójki i "niedobrego" Ka-yu. Ja czułam się... jak podczas oglądania serialu!:D To taki odcinek, przez który człowiek uświadamia sobie, że ta historia kiedyś się skończy i czuje się z tym bardzo źle. Moim zdaniem spisałaś się świetnie!

    Wiesz co? Daigo jaki plątał się w mojej wyobraźni, brakowało tylko takich okularków jak w "Love Shuffle". Jest taki dobry i słodkie, że dawne już określenie go jako Britney, bardziej mnie boli! Myślę, że jego udział bardzo ładnie wkomponowuję się związek Yasu i Hyde. Yasu uświadomił sobie, że teraz czas na jego ruch i mam nadzieję, że teraz wszystko potoczy się szczęśliwie...:)

    Wiesz, że gdzieś przez moment pomyślałam, że ten "prawdziwy" pożegnalny koncert odbył się z tych samych powodów?! Strasznie się zdenerwowałam przy tym:D
    Ka-yu tym razem mnie nie przeraził, ale wzbudzał... obrzydzenie. Co do jego zagrania... zdziwiłabym się, gdyby nie spróbował jeszcze raz mieć Yasu - nawet w tak brutalny sposób.
    Ale! Wróćmy do koncertu...! Nie przesadzę chyba stwierdzając, że zbudowałaś idealne napięcie w finale. Mi akurat wspomożenie nie było potrzebne, ale chętnie podelektuję się po wszystkim:)
    Oczywiście miałam od razu wszystko przed oczami... właściwie to w środku ściskało mnie tak, jakbym sama była na koncercie i błaganiem "jeszcze troszkę" oczekiwała końca. "Pochylił głowę, chowając ją za kosmykami włosów i tym mocniej zacisnął powieki, wyśpiewując słowa skierowane bezpośrednio do Hyde, wkładając w to całe swoje uczucie, jakie do niego żywił." - to zdanie jest jednym z najpiękniejszych jaki można było przeczytać tutaj...<3

    I miłości, miłości! Świadomość, że śpiewał to dla Hyde... a on, gdzieś w tłumie, odbierał jego słowa... och!

    Podoba mi się, że incydent z Ka-yu jest opisany ze strony Hyde. Dużo przyjemniej czyta się o kochanku gotowym nawet zabić dla swojej miłości, niż o bólu i strachu jaki wtedy musiał czuć Yasu... brrr.
    Dzielny Hyde! Brawo! Cieszę się, że nasz negatywny bohater został definitywnie pokonany! Należało mu się przecież.
    Bardzo dobrze opisałaś tą sytuację, droga Cherry. Aż kipiało złością Hyde. Tylko martwię się trochę o Daigo, który z nim tam został... (Chyba odczuwam do niego ostatnio zbyt dużą sympatię:/)

    No i końcówka... scena przy samochodzie. Przez moment wydawało mi się, że zobaczę gorętszą scenę, ale nie... Cherry trzyma wszystko! Ten ból Hyde podczas pocałunku - jak prawdziwy hero - tylko go w to bolące miejsce pocałować:)
    I przyznam, że ostatnie dwa zdania bardzo zaostrzyły apetyt... co to treści następnego rozdziału!^^

    Więc jak wiadomo, dalszej części nie będę się mogła doczekać! Mam nadzieję, że uda Ci się wszystko pięknie i płynnie pisać, no i wszystko będzie działać, tak że dostaniemy rozdzialik w terminie. Ale nawet jeśli nie... na Twoje opowiadanie i tak warto czekać:)
    Dziękuję! Niech Cię wena nie opuszcza!:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja dziś zacznę trochę inaczej bo od razu od Ka-yu. Nie wiem dlaczego, ale coś mi z nim nie pasuje. Tak jakby on się za bardzo starał by Yasu go znienawidził. Nie pytajcie dlaczego, ale czasem mam takie odczucia. Pewnie błędne, ale nadal jakoś nie potrafią one zniknąć. Niestety nic nie poradzę, że jako ktoś kto przeżył rozpad Janne nie potrafię sobie wyobrazić by ten "głupiutki basista" nagle stał się taki. Czasem serio trudno mi się przestawić na pewne rzeczy, oporna jestem :P
    Co do samego rozdziały to zgadzam się z Akimi, że bardzo dobrze, że scena po koncercie została pokazana z punktu widzenia Hyde, czyli tego kto chroni, a nie Yasu, który naprawdę musiał być wtedy przerażony. Może dlatego, że wtedy właśnie widać było jak bardzo Hyde zależy.
    Ciesze się, że wszystko zaczyna się im układać, a scena przy samochodzie- urocza :D
    I bardzo dobrze, że Yasu w końcu się przekonał do Daigo! Bo czasem jego zachowanie w stosunku do niego mnie trochę irytowało.
    I w sumie to czekam na część z punku widzenia Ka-yu. Tak jakoś mi zabrakło jego punku widzenia jeszcze.

    Przeprasza, że dziś tak skromnie, ale.., ciągle zastanawia mnie Ka-yu. Tak jakoś...
    No cóż, życzę powodzenia w pisaniu i jak dla mnie możesz się spóźniać z rozdziałami, ja i tak będę tu wchodzić i komentować :D
    YOSH!

    OdpowiedzUsuń
  5. To całe napięcie, poddenerwowanie Yasu przed koncertem było fantastycznie wyczuwalne :).

    I koncert... wzruszyłam się. Dawno nie czułam tak silnej potrzebny słuchania Janne, jak dziś. To piękne, dziękuję Ci za to.

    Daigo jako katalizator sprawdza się wspaniale, motywuje i jednego, i drugiego, dobrze, że jest wśród nich :D. Poza tym nie można go nie lubić ^^.

    Mnie również zastanawia Ka-yu. Te wiadomości przyprawiają o dreszcze, zachowanie jest chore, to prawda, ale... jeszcze niedawno Yasu skarżył się Shuse, że Ka-yu nawet nie chce go dotykać, jest zimny i obojętny... Czyżby wiadomość o powrocie do życia Yasu Hyde podziałała tak na niego? To troszkę mi się nie klei, ale może w kolejnym rozdziale przeczytam więcej :3

    Hyde, mój ty bohaterze! Rycerzu na białym koniu, plujący, zalany własną krwią i rzucający przekleństwami! Ach, "I need a hero!", zaśpiewałabym za Bonnie Tyler, gdyby tylko mógł nim być własnie Hyde ;D.

    Trochę słodkości między Yasu i Hyde nie zaszkodzi, ale liczę też na masę kłopotów... z których oczywiście zdołają się wydostać :D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny chapter, zamiast się uczyć do szkoły, czytam to opowiadanie.xd uzależniłam się już.

    OdpowiedzUsuń