17 listopada 2012

Aspiryna

Bardzo mi się pewnego wieczoru nudziło, dlatego napisałam tę miniaturkę. A skoro już coś wypociłam, to uznałam, że warto to tutaj umieścić :) Wybaczcie, że tak bez zapowiedzi wyskakuję z czymś zupełnie oderwanym od poprzedniego opowiadania, ale winić możecie mój tulaśny ostatnio nastrój. Miłego czytania!

*****
    Było już grubo po drugiej w nocy. Tego wieczoru wrócił wcześniej do ich wspólnego mieszkania, postanowił odpocząć po ciężkim tygodniu spędzonym w studiu, wyspać się porządnie przed jutrzejszym wywiadem dla jednego z popularnych miesięczników poświęconym muzyce rockowej. Przeszkadzała mu w tym jednak silna migrena, która wyrwała go z upragnionego snu. Ból był nie do zniesienia, Hyde wydawało się, że rozsadza jego czaszkę od środka, tak że czasem miał ciemno przed oczami. Im bardziej zaciskał powieki i wciskał twarz w poduszkę, starając się zignorować dolegliwość, tym bardziej dawała ona o sobie znać.
    W końcu usiadł na łóżku i zaczął masować palcami swoje skronie, mając ochotę zawyć z bólu. Wówczas spojrzał w bok, na śpiącego smacznie partnera. Yasu jak zwykle spał w jednej pozycji, przytulając się do miękkiej poduszki, okryty po szyję kołdrą, tak by do środka nie dostawało się zimno. Hyde zawsze to bawiło, jak ukochany zawijał się w materiał jak w kokon, kuląc nogi, niekiedy w skarpetkach, za wszelką cenę chcąc się ogrzać. Spał nago jedynie wówczas, kiedy mógł kurczowo obejmować wokalistę Laruku, wtedy zdawał się zapominać o panującym w pokoju chłodzie.
    Teraz jednak mężczyźnie nie było do śmiechu. Migrena przybierała na sile, dlatego blondyn po cichu wstał z łóżka, które jak na złość zaskrzypiało. Potem już na palcach wyszedł do nowocześnie urządzonej kuchni, gdzie gorączkowo zaczął szukać po szafkach leków. Znalazł w końcu opakowanie z aspiryną i połknął dwie tabletki, popijając je wodą. Przymknął powieki, niejako z ulgą, która jednak miała przyjść dopiero wtedy, gdy ustąpi ból. Ten wciąż był nie do zniesienia. Hyde drażniły teraz wszystkie dźwięki, jakie rozlegały się w mieszkaniu, jak i poza nim: zgiełk nie śpiącego nigdy miasta, jadące gdzieś pojazdy na sygnale, tykanie zegara za ścianą, woda krążąca w rurach.
    Pochylił się nad blatem, opierając się o niego dłońmi. Chłód panujący w mieszkaniu zupełnie mu nie przeszkadzał, mimo tego, że stał w samej bieliźnie, wręcz przeciwnie; zimno uśmierzało po trochu ból. Nie było jednak w stanie sprawić, by Hyde mógł się uspokoić. Kładł się do łóżka przygnieciony nawałem problemów i czekających go obowiązków, pragnął o nich zapomnieć i zrelaksować się przez kilka godzin snu u boku Yasu, a tymczasem znów był zmuszony rozmyślać nad tym, jak pogodzić ze sobą działalność dwóch zespołów, jak przygotować się do wywiadów i sesji zdjęciowych, jak tutaj nie zapomnieć o wpadnięciu na jeden z koncertów ukochanego, bo przecież obiecał mu, że będzie oglądał jego występ.
    Zawsze było to dla niego przyjemnością, obserwowanie Yasu na scenie. Wspierał go jak tylko mógł w tym solowym projekcie, przychodzenie na koncerty Acid Black Cherry było jednym ze sposobów na poprawę nastroju wokalisty. Uśmiechający się od ucha do ucha brunet był dla niego największą nagrodą za te wszystkie trudne chwile, przez które musieli razem przejść. Hyde wciąż dobrze pamiętał, jak bardzo załamany był Yasu, kiedy omal nie stracił głosu i musiał poddać się operacji, a później wyczerpującej rehabilitacji. Przekonanie go do kontynuowania kariery nie było łatwym zadaniem, ale czego się nie robi z miłości.
    Zadrżał nagle, czując zimny powiew na swoich plecach. Pewnie jak zwykle któryś z nich zostawił uchylone okno, przez które wdzierało się teraz to mroźnie powietrze. Mimo to Hyde nie podniósł głowy. Zamknął oczy, starając się odgonić swoje myśli od męczącego go bólu głowy. Wiedział, że minie jeszcze trochę czasu, zanim tabletki zaczną działać, ale to nie powstrzymało go przed niecierpliwym oczekiwaniem na tę chwilę. Niech to się już skończy, pomyślał. Chciał wrócić do łóżka, przytulić się do Yasu, powdychać przez moment jego słodki zapach i zapaść w dalszy sen.
    W tym momencie czyjeś ciepłe dłonie dotknęły jego ramion. Hyde znów zadrżał, kiedy zsunęły się w dół i objęły go mocno w pasie, okrywając jego plecy równie ciepłym torsem. Mężczyzna wciąż nie otworzył oczu, kiedy Yasu wtulał się tak w niego w milczeniu, głaszcząc delikatnie jego brzuch i bawiąc się kolczykiem w pępku. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ból wyraźnie zelżał, a jego umysł momentalnie się oczyścił, tak że nie był w stanie skupić się na dręczących go wcześniej problemach. Zamiast tego odczuwał bijącego od ukochanego ciepło, które go uspokajało.
    - Chcesz się przeziębić? - zapytał cicho brunet, łaskocząc swoim oddechem jego szyję. Hyde wyprostował się powoli i odwrócił do niego. Oparł się ponownie o kuchenny blat i spojrzał na swoją zaspaną piękność. Myślał, że zachowywał się na tyle cicho, by nie wybudzić Yasu, zapominając o tym, że było on niezwykle wyczulony na jego nieobecność. Wokalista patrzył na niego z uśmiechem czającym się na ustach, jego oczy jak zawsze błyszczały wesoło. Najwyraźniej nie przejmował się zupełnie tym, że był całkiem rozczochrany i miał na sobie luźne spodnie, bokserkę oraz skarpetki z Doraemonem.
    - Ty też zaraz zmarzniesz – odparł Hyde. Tym razem to on objął go w pasie, pozwalając młodszemu przytulić się do niego. Tak było idealnie. Mimo tego, że wciąż nieco go ćmiło, właściwie zapomniał o bólu, zbyt zajęty głaskaniem Yasu po plecach. Przez dłuższą chwilę żaden z nich się nie odezwał, ale nie było to konieczne. Cisza umożliwiała mu skupienie się na tym, co ważne, na tych niemych emocjach i uczuciu, które wisiało w powietrzu.
    - Boli? - mruknął w końcu Yasu, minimalnie odsuwając się od mężczyzny i znów spoglądając mu prosto w oczy.
    - Już mi przechodzi, tabletki zaczynają działać – wyszeptał Hyde. Uśmiechnął się, kiedy brunet odgarnął kilka kosmyków włosów z jego czoła i musnął je wargami, co z pewnością całkowicie uśmierzyło dolegliwości.
    - Wracamy do łóżka? - zapytał cicho, zajęty teraz zabawą jego włosami, które nawlekał na palce. Był teraz taki niewinny i kochany, Hyde w żadnym razie nie miał ochoty wracać do sypialni. Chciał się napatrzeć na Yasu, za którym w ciągu tygodnia tęsknił. Nie wystarczyły mu te strzępki rozmów, szybkie telefony i przelotne pocałunki rano, kiedy obaj w popłochu wychodzili z mieszkania, każdy zajęty swoimi sprawami. Teraz czas się jakby zatrzymał, wokół panował błogi spokój. Nikt ich nie pospieszał, nikt im nie przeszkadzał; nareszcie mieli trochę intymności, którą Hyde cenił nade wszystko.
    - Wiesz, zawsze możemy to zrobić tutaj, na stole, nie musimy się kochać na materacu... - wymruczał z rozbawieniem i zaczepnie ucałował gorąco jego szyję, momentalnie przyciągając Yasu bliżej. Ten zachichotał cicho i wyślizgnął się z jego objęć, kręcąc głową.
    - Widzę, że już ci lepiej, więc idziemy spać. Rano będziesz ledwo żywy – odparł stanowczo brunet, kierując się powoli w stronę sypialni. Zerkał na niego co chwila przez ramię, chcąc się upewnić, że Hyde za nim idzie. Kiedy w końcu zniknął za drzwiami, mężczyzna podążył za nim. Wdrapał się na łóżko, gdzie leżał już ułożony wygodnie na boku Yasu. Poszedł za jego przykładem, wchodząc pod kołdrę ukochanego i wsunął swoją nogę między jego uda, chcąc być jeszcze bliżej.
    - Zróbmy sobie jeden dzień wolnego – wymamrotał Hyde, patrząc mu prosto w oczy. Yasu westchnął cicho i wtulił się mocniej w poduszkę, nie spuszczając wzroku z mężczyzny.
    - Chciałbym, skarbie – wyszeptał. Obaj wiedzieli, że to niemożliwie, praca zajmowała ważne miejsce w ich życiu, chociaż od jakiegoś czasu kusiło go, by zrobić sobie dłuższą przerwę. Za dobrze jednak znał Yasu, ukochany nie pozwoliłby mu na to, przekonując go, że skoro tak długo radzili sobie z brakiem czasu, to kolejny rok czy dwa nie zrobi im żadnej różnicy. - Śpijmy już – dodał również szeptem, wlepiając w niego teraz naprawdę zmęczone spojrzenie. Hyde pogłaskał go po policzku.
    Wydawało mu się, że Yasu zasnął od razu w momencie, gdy zamknął oczy. Mężczyzna patrzył na niego długo. Brunet był jego lekiem na całe zło. Był mu wdzięczny za tę chwilę bliskości, która mile go zrelaksowała i pozwoliła teraz spokojnie odpłynąć, wolnemu od wszelkich trosk i co najważniejsze, dręczącej go wcześniej migreny. Tak spokojny był niemal pewien, że jutro będzie pełen pozytywnej energii i uda mu się to wynagrodzić Yasu kolejnego wieczora. Planując te przyjemne chwile, z uśmiechem na ustach zapadł w głęboki sen.

5 komentarzy:

  1. Yay! To produktywny skutek osłabienia przeziębieniowego? Podoba mi się!^^

    Nie spodziewałam się teraz Hydesu, ale skoro Oni są moją ulubioną parą, już piszę Ci tu wszystko:
    Po pierwsze... cieszę się, że to napisałaś!:)
    P drugie, to jest urocze! Na dworze jest tak strasznie zimno, w dodatku mgła, a Ty tutaj wstawiasz opowiadanko, które zaraz rozgrzewa mnie od środka.
    I podoba mi się pomysł^^ Uwielbiam Cię za to, że nie naginasz nie wiem jak mocno wydarzeń i osobowości postaci i nie robisz z nich ultrabohaterów, którzy zachowują się nieprawdopodobnie. No bo czy nie mam racji sądząc, że ta scenka mogłaby być podejrzana w ich wspólnym mieszkaniu?:D

    Gdybym na samym początku nie zauważyła wielkości tego fanfika, pewnie miałabym duży problem emocjonalny... a bo to dlatego, że jak Yasu objął Hyde, to ja zaraz myślami pobiegłam do ich łóżkaXD To Twoja wina, bo piszesz takie dobre miłosne sceny.
    Po któreśtam... Hyde i Yasu tworzą parę idealną. I to opowiadanie jest takie puchate i miłe i rety, że muszę skończyć tu pisać, bo zaraz mi się zrobi zazdrośnie a potem smutno.

    Bardzo Ci dziękuję za wstawienie. Bardzo się moje serce cieszy, że Cherry miała wenę!:3 Żeby Ciebie jeszcze się ta wena czasem tak czepiała częściej... Akimi byłaby w fanfikowym raju!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochane <3 mam nadzieję, ze znów zaczniesz pisać regularnie, bo czyta mi się twoje opowiadania cudownie. tylko tak dalej wisienko :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Cherry. Podczas wyszukiwania ciekawych blogów na które zdążyłam się w ostatnim czasie natknąć, nie mogło zabraknąć twojego. Kiedyś czytałam go nie mając konta. Co oznacza brak możliwości obserwowania i komentowania z mojej strony. Tak, wiem, że istnieje coś takiego jak forma anonimowa, ale nie chciałam z niej korzystać z pewnego powodu. Nie będę tu się rozpisywała, co to był za powód ponieważ to nie jest istotne. Przynajmniej dla mnie. Teraz, mając konto mogę się ujawnić i wyrazić swoją skromną opinie na temat twojego bloga. Naprawdę długo na to czekałam. Lecz najpierw chcę Cię przeprosić albo raczej uświadomić, że zawsze, gdy zaczynam obserwować jakiegoś bloga, komentuję ostatnio dodaną notkę od czasu mojej obserwacji. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, ale nie mam zamiaru cofać się do tyłu, by skomentować resztę poprzednich notek, co nie oznacza, że ich nie czytałam. Oczywiście czytałam wszystkie. Nie mogłabym odpuścić sobie tej przyjemności, jaka za tym idzie. Następne notki komentować będe oczywiście systematycznie, bo to jest moje zadanie. Zadanie obserwatora, więc się o to nie martw. W tej kwestii na pewno się nie zawiodę. Już dawno temu wpadłam na tego bloga. Tak mnie urzekłaś swoim talentem, że zapamiętałam jego adres. Można nawet powiedzieć, że wyrył mi się w pamięci. Ku mojemu niezadowoleniu, jest mało opowiadań, których głównym bohaterem jest Yasu, którego wręcz ubóstwiam i Hyde do, którego pałam również sporą sympatią. Bardzo podobają mi się wykreowane przez ciebie ich charaktery, które są cudowne i idealnie dopasowane. Piszesz niesamowicie. Po przeczytaniu zostaje ogrom różnorodnych wrażeń. Zawsze jednak są one pozytywne. Głównie przewodzi nimi taka jakaś błogość, która pozostaję naprawdę na długo. I to jest magiczne. Potrafisz zainteresować czytelnika nie banalnym tekstem, świetnie złożonymi zdaniami i wygórowanym słownictwem. Można określić to dwoma słowami: jesteś kreatywna. Również fabuła nie należy do naciąganej, nudnej i powtarzającej się. Po prostu masz ogromny talent. I cieszę się, że dzielisz się nim z nami. Pomimo tego, że nie napisałaś niczego nowego, długo cię tu nie było, nie mam zamiaru cię ponaglać. Poczekam na twój powrót z cierpliwością. Bo naprawdę warto. Twoje teksty wzbudzają wiele emocji i sprawiają, że człowiek chcę ich łaknąć więcej i więcej. To naprawdę uzależniające.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję ci za to opowiadanie, każde z tym pairingiem, o twoim talencie już pisałam, gdzie indziej, wiem że bardzo ci słodzę, ale na prawdę jesteś stworzona do pisania, odnoszę wrażenie, że mogłabyś nawet napisać świetną książkę - nieważne na jaki temat, to się po prostu wyczuwa - to znaczy, czy ktoś się z talentem rodzi, czy nie. Szkoda mi tylko, że TAK DŁUGO CIĘ TU NIE MA. Odkryłam bloga dopiero teraz i czytam wszystko po kolei tutaj co z tym pairingiem. PROSZĘ, WRÓĆ I NAPISZ COŚ. Na pewno sprawisz radość wielu czytelnikom.

    OdpowiedzUsuń