19 września 2012

A merry Japanese Christmas

Cześć wszystkim! Wiem, że strasznie długo mnie tutaj nie było, ale sami rozumiecie - zaczęła się szkoła, jestem w klasie maturalnej i nawał obowiązków nieco mnie przytłacza, tak że nawet jeśli mam czas na pisanie, to kiepsko jest z weną. Mogę się jednak pochwalić tym, że połowa opowiadania Butterfly (Hiro/Yasu) jest już zrealizowana i bardzo chciałabym ją do końca tego miesiąca opublikować. Tymczasem, by nieco zaostrzyć wasz apetyt na czytanie, postanowiłam przetłumaczyć z angielskiego krótkie opowiadanie mojej znajomej (oryginał znajdziecie TUTAJ). Życzę miłej lektury i jeszcze odrobinę cierpliwości!

*****



    Siedząc samotnie w domu, tuż przed północą, Hyde usiadł na kanapie z papierosem w jednej ręce, oraz z pilotem w drugiej. Nazajutrz miały się odbyć jego czterdzieste trzecie urodziny, a on był tutaj, trując swoje płuca, przeskakując z kanału na kanał na płaskim ekranie telewizora, podczas gdy powinien świętować, gdyby tylko był w nastroju do przebywania z ludźmi.
    Rozmyślając o swoim ukochanym, zaciągnął się ponownie, zanim program telewizyjny przykuł jego uwagę. Był tam Yasu, występując w najnowszym teledysku Acid Black Cherry, Chou. Hyde poruszył się w miejscu, zakładając nogę na nogę i podkręcił głośność. Yasu śpiewał na scenie podczas eleganckiego przyjęcia, mając na sobie frak. Cudowny jak zawsze, pomyślał Hyde, uśmiechając się pod nosem i odłożył papierosa do popielniczki, która znajdowała się tuż obok na sofie. Oglądał dalej, jego uśmiech był coraz szerszy w miarę ukazywania się coraz gorętszych scen.
    Yasu był półnagi wraz z jasnowłosym mężczyzną.
    - Co do cholery? - warknął Hyde, kiedy Yasu pocałował młodszego. - Boys love, tak? - zachichotał nerwowo, zaniepokojony tym, co właśnie zobaczył. Nie był pewien, czy był wzburzony, zły, czy zazdrosny, było w tym wszystkiego po trochu. Odsunął od siebie popielniczkę i siedział bez ruchu, oglądając resztę teledysku z szeroko otwartymi oczami. Zaraz potem wyłączył telewizor i cisnął ze złością pilotem.
    Brunet nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Yasu miał kilka naprawdę gorących teledysków z Acid Black Cherry, ale zawsze występowały w nich kobiety. Hyde podniósł się w końcu z sofy, po dziesięciu minutach w bezruchu, po czym z powrotem opadł na kanapę. Ten niepokój po obejrzeniu teledysku nie dawał mu spokoju, do czasu, kiedy jego telefon obwieścił przyjście e-maila. Sięgnął do kieszeni i otworzył nową wiadomość, uśmiechając się kiedy zobaczył, kto był adresatem.
    Haido-san, tanjoubi omedetou gozaimasu~~ ^O^/
    Nie miał pojęcia, jak Yasu to robił, że zawsze był pierwszą osobą życzącą mu wszystkiego najlepszego, ale jeszcze nigdy nikt go nie wyprzedził. Zaraz potem otrzymał całą masę wiadomości od znajomych, jednak miał zamiar na nie odpowiedzieć dopiero jutro. Ale chciał odpisać Yasu, po prostu musiał. Musiał się z nim zobaczyć.
    Hyde otworzył nową wiadomość i napisał:
    Arigatou gozaimasu, Yasu-kun~ Czy jest już zbyt późno, by zaprosić cię na drinka z pewnym starszym facetem? Hyde xxx
    Wysłał wiadomość, nie zastanawiając się nad tym, co właściwie napisał i zapalił kolejnego papierosa, czekając na odpowiedź. Kilka sekund później jego telefon znów zawibrował.
    Wcale nie jest za późno! Będę za moment. Ja ne!
    Hyde uśmiechnął się do siebie, kiedy to przeczytał i niemal natychmiast zgasił papierosa i poszedł przejrzeć swoją kolekcję win. Zastanawiał się przez moment, które wybrać i w kocu sięgnął po najdroższą butelkę, jaką posiadał. Miał nadzieję, że ta noc będzie wyjątkowa, więc potrzebował najlepszego wina, jakie posiadał. Udał się do kuchni, skąd wziął dwa podłużne kieliszki, wszystko to ustawił na niskim stoliku w salonie. W końcu, wyciągnął zapachowe świeczki i kiedy je zapalił, usiadł na sofie, w głębokim zamyśleniu oczekując Yasu.
    Czy powinien też rzucić się w jego ramiona i całować tak, jakby nie było jutra, kiedy tylko zobaczy go u swojego progu, bez żadnego przywitania? Hyde parsknął śmiechem na tę myśl. Nie było mowy o czymś takim, nawet jeśli nie mógł się doczekać tego słodkiego momentu, kiedy jego wargi zachłannie wpiją się w te jego. Chciał możliwie jak najbardziej opóźnić ten moment. Kilka lampek wina powinno mu w tym pomóc. Przyjacielska pogawędka i wtedy go zapyta. Zapyta, czy Yasu czuje do niego to samo...
    Z tego zamyślenia wyrwał go dzwonek do drzwi. Poderwał się z miejsca i podbiegł do drzwi, tuż przy nich wygładzając swoje ubranie, zanim je otworzył. Kiedy to uczynił, uśmiechający się szeroko Yasu czekał cierpliwie u progu. Hyde powstrzymał nagłą chęć do pocałowania go i zamiast tego przytulił go do siebie. Rozpromieniony blondyn objął jego ramiona i odwzajemnił uścisk.
    - Wszystkiego najlepszego, Haido-san - powiedział, wciąż przytulając Hyde. Obojgu ciężko było przerwać tę miłą chwilę, jednak brunet w końcu odsunął go od siebie.
    - Dziękuję. I cieszę się, że przyszedłeś, mimo tak późnej pory - Uśmiechnął się szeroko.
    - Żaden problem! To ja powinienem podziękować za zaproszenie -
    - Cóż, zasłużyłeś na nie, jako pierwsza osoba, która złożyła mi życzenia - zachichotał Hyde, zastanawiając się nad tym, jak głupio musiało to zabrzmieć. Jednak zaraz się zreflektował. - I nie zapominaj też, że przegapiłem twoje urodziny. Myślałem wtedy o tym cały dzień i naprawdę chciałem znaleźć więcej, niż piętnaście minut wolnego czasu na szybkiego drinka, ale miałem masę pracy. Wiesz jak to jest, kiedy właśnie coś wydajesz, zawsze jest tyle do zrobienia na ostatnią chwilę i... -
    - ...Haido, Haido. W porządku - przerwał mu Yasu. - Wiem, jak to jest być tak zapracowanym. Ale... - urwał na moment, spuszczając wzrok. - Myślałeś o tym przez cały dzień? - zerknął na Hyde, uśmiechając się od ucha do ucha. Stojący przed nim wokalista uciekł wzrokiem, wyraźnie speszony i... zarumieniony? Yasu miał ochotę zachichotać z powodu tak rozkosznego widoku. Może rzeczywiście nie był to wytwór jego wyobraźni, może miał jakiekolwiek szanse u mężczyzny jego marzeń; mężczyzny, w którym był zakochany, jak mu się zdawało, od wieków. Jeśli się mylił, to dlaczego Hyde nie był teraz poza domem, świętując swoje urodziny wraz z wieloma ludźmi, dlaczego zamiast tego był z nim tutaj sam na sam? Chciał wiedzieć, czy jego modlitwy zostały nareszcie wysłuchane.
    - Cóż, to prawda. Czułem się z tym źle, ponieważ jesteś jednym z moich najbliższych przyjaciół i lojalnym fanem, to chyba naturalne, że się martwiłem? - Hyde zauważył, że pocą mu się dłonie. Może Yasu już teraz sugerował mu, że jest w nim zakochany. Musiał usiąść i napić się, zanim namiesza. - Może przejdziemy do salonu i napijemy się czegoś, hmm? - uśmiechnął się nieco nerwowo, bacznie go obserwując. Yasu uśmiechał się delikatnie, jakby był z czegoś zadowolony. Hyde popchnął go lekko w stronę salonu, gdzie usiedli na skórzanej, czarnej kanapie, blisko siebie. Sięgnął po butelkę i otworzył ją, rozlewając wino do kieliszków, jeden podając Yasu.
    - Kanpai! - Yasu wrócił do swojego zwyczajnego, rozweselonego tonu i stuknął kieliszkiem w ten, który trzymał Hyde.
    - Kanpai! - odparł, równie radośnie, naśladując przy tym blondyna i upił łyk wina.
    Dwójka przyjaciół piła i rozmawiała o tym i o tamtym, o wszystkim i o niczym przez mniej więcej godzinę, zanim Hyde przypomniał sobie, po co tak naprawdę zaprosił do siebie Yasu. Znów miał spocone ręce, czoło oraz kark. Nie było już odwrotu, chciał mu to wyznać. W salonie zaległa cisza, żaden z nich się nie odezwał. Yasu chciał coś powiedzieć, jednak dostrzegł głębokie zamyślenie na twarzy Hyde, zupełnie jakby coś rozważał...
    - Haido... Czy coś... Czy coś się stało? - w końcu zadecydował przerwać to milczenie, obserwując przy tym wyraz twarzy bruneta i oczekując odpowiedzi.
    Hyde spojrzał na niego i zdecydował, że to właśnie ten moment. Miał otworzyć przed nim swoje serce, modląc się przy tym, by nie popełnić największej pomyłki w swoim życiu.
    - Hmm... Yasu... -
    - Tak, Haido...? Możesz mi o wszystkim powiedzieć, wiesz o tym, prawda? - odparł, również czując lekkie poddenerwowanie.
    - Ja, uh... Yasu... C-czy ty... kiedykolwiek myślałeś o mnie? - Hyde przygryzł dolną wargę, niemal żałując tego, co właśnie powiedział, jednak nie odwrócił wzroku; spoglądał mu prosto w oczy.
    - Eh, Haido? - zapytał Yasu, nieco podniesionym głosem, niemal dusząc się powietrzem, którego jakby zabrakło. - Co masz na myśli? - spojrzał na swojego idola tak, jakby zobaczył go po raz pierwszy, nie wierząc własnym uszom.
    - To znaczy... w taki romantyczny sposób? - Teraz zdecydowanie nie było odwrotu. To był ten moment, jego mocno bijące serce, otwarte dla niego.
    - C-czy w ten sposób chcesz się ze mną umówić? - zachichotał Yasu, starając się nieco ożywić atmosferę. - Dlaczego mnie o to teraz pytasz? -
    - Ponieważ... Od jakiegoś czasu czuję to samo... - uśmiechnął się delikatnie i chwycił dłoń blondyna.
    - Naprawdę? - Yasu przypomniał sobie, że musi oddychać, jeśli nie chce zemdleć w tak ważnym momencie. Moment, o którym marzył od tak dawna, właśnie stawał się rzeczywistością.
    - Tak, naprawdę. Zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę tego dłużej w sobie tłumić, a dzisiejsza noc wydała mi się idealną okazją. Ja naprawdę... jestem w tobie zakochany, Yasu-kun. I cieszę się, że czujesz do mnie to samo. Ne? - przekręcił głowę na bok, jak rozchichotana nastolatka, na co Yasu miał ochotę zapiszczeć, jednak mimo wszystko postanowił zachować się jak mężczyzna.
    - H-hai... Jestem w tobie zakochany od dłuższego czasu. Od lat... - uciekł gdzieś wzrokiem, nie przejmując się tym, że jest cały czerwony na twarzy.
    - Ja całkiem niedawno to odkryłem, a przynajmniej tak mi się wydaje... - Hyde wyciągnął dłoń w jego kierunku, kładąc ją na policzku Yasu; pogładził kciukiem mocno zarumienioną skórę. - Jestem pewnie, że pewnie marzyłeś o pocałowaniu mnie, miliony razy! - zażartował.
    - Oczywiście... Umarłbym ze szczęścia, gdybyś to zrobił - wyszeptał Yasu.
    - Nie umieraj, proszę. Pocałuję cię milion razy, jeśli będę musiał. Choć w zasadzie to żaden przymus, skoro tego pragnę - przysunął się do niego bliżej, przymknął powieki i musnął delikatnie wargi Yasu. To był jedynie pierwszy z wielu pocałunków, którymi go obdarzył tej nocy; całowali się powoli, czule, aż wkradł się między nich sen, tak że zasnęli przytuleni.
    Najlepsze urodziny w moim życiu, pomyślał Hyde, uśmiechając się do siebie, zanim usnął tamtej nocy.

4 komentarze:

  1. ile luuuuuuuuuuuuukruuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu aż zęby ciut bolą XD rozmowa na końcu powaliła mnie na łopatki, a scena zazdrości Hyde'a była urocza wwww

    OdpowiedzUsuń
  2. Yatta, ale trafiłam~! Dziś skończyłam Kiss me Cherry, a tu tak słodkie opowiadanie <3

    Dziękuję za ten dar losu i za Twój trud włożony w tłumaczenie :3.
    Czekam teraz na coś od Ciebie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rety, takiego słodzenia chyba jeszcze nigdy nie czytałam. Serio, zazwyczaj uciekam jak widzę coś "tego" gatunku, ale skoro to Twoje tłumaczenie, nie mogłam nie przeczytać, prawda?
    No jest przesłodkie. Teraz widzę dlaczego tak cieszyłaś się po jego przeczytaniu.
    "Miał nadzieję, że ta noc będzie wyjątkowa..." - oplułam sobie monitor herbatą, wiesz?! I zapachowe świeczki, no jaaaa... Dziwne uczucie, wyobrażać sobie Hyde jako filmowo-romantycznego mężczyznę. Cała jego kreacja (moim niepoprawnym zdaniem) jakby mu odbierała męskości... Ale to znów świetnie pasuje do tego opowiadania! No eklerki, normalnie.
    Przede wszystkim dziękuję Ci za pracę jaką włożyłaś w to tłumaczenie, choć na pewno robiłaś to z przyjemnością, Cherry:) Cieszę się, że przez Ciebie (tak, przez Ciebie!) to przeczytałam.
    Życzę weny przy "Butterfly"!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się spodobał ten rozdział, przede wszystkim dlatego, że akcja umiejscowiona jest w czasach bardziej obecnych. Ok,ok. Wtedy obecnych, ale teraz na 45. W ogóle on kiedykolwiek będzie wyglądał staro? :) Dziękuję za tłumaczenie, domyślam się ile było przy tym wysiłku. W fandomie amerykańskich i brytyjskich fanfików z Hyde, Yasu, Laruku, Vamps, Acid jest mnóstwooo, co bardzo mnie przygnębia - bo u nas garstka!xd

    OdpowiedzUsuń