12 kwietnia 2015

Ataraksja

Wielki powrót, ale czy w wielkim stylu? Tego dowiem się od Was. Osobiście jestem dumna z tego opowiadania, ponieważ w końcu czuję się na tyle pewnie, by cokolwiek opublikować, poza tym pisanie Atakasji było pewną formą autoterapii. Bardzo Was proszę o komentarze tuż po lekturze, bo nie ukrywam, że potrzebuję jakiegoś odzewu z Waszej strony. Poza tym - napiszcie, czy pragniecie erotycznego uzupełnienia tego one-shota. Co nieco powstało w mojej głowie, ale nie jestem pewna, czy powinnam je napisać. Powinnam, zboczuszki? 



* * * * *





        Siedział na łóżku z papierosem. Zaciągnął się głęboko, a potem powoli wypuszczał dym z ust. W sypialni brakowało świeżego powietrza, było przesiąknięte zapachem nikotyny. Ale to skutecznie go uspokajało, a w każdym razie powinno. Papierosy zazwyczaj koiły jego lęki, wprawiając go w przyjemny stan odprężenia. Dzisiaj jednak odczuwał irracjonalny strach, którego nie był w stanie określić. Po prostu - obudził się i poczuł, jak szybko bije jego serce. Nie miał powodu, by odczuwać tak silny stres. W pracy szło mu nieźle, wszyscy uznawali go za świetnego gitarzystę. Nie brakowało mu ofert współpracy z artystami. Z nikim się też nie kłócił, miał dobre relacje ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi. Nie był nieszczęśliwie zakochany lub porzucony. A mimo to dzisiaj obudził się z poczuciem lęku, który niemal go paraliżował.
  Dlatego teraz siedział zawinięty w kołdrę i palił papierosy. Miał na sobie luźne dresowe spodnie i biały podkoszulek, który kleił się do jego ciała. Był tak zestresowany, że mimowolnie zaczął się strasznie pocić. Potem weźmie prysznic i spróbuje wziąć się w garść, jeśli trochę się uspokoi. Niepokoiło go szybkie tętno i cisza panująca w mieszkaniu. Mieszkał sam. Nie miałby czasu na zajmowanie się zwierzakiem. Nie miał czasu również na przejmowanie się związkami. Był typem wiecznego kawalera, jak większość jego znajomych. Zwykle czuł się dobrze, gdy był sam - mógł wtedy w spokoju pomyśleć i odpocząć.
  Dzisiaj jednak pragnął, by ktoś przy nim był. Co się z nim działo? Czasami miewał napady samotności, ale nigdy nie odczuwał tego tak dotkliwie. Pierwszą osobą, która przyszła mu na myśl, był Morrie. Starszy kolega po fachu. Często razem wychodzili, potem Morrie zaproponował mu współpracę przy jego projekcie, Creature Creature. Mężczyzna był ostatnio zajęty, co było zrozumiałe; nagrywał kolejny album. Dawno się nie widzieli, a on uważał, że nie ma potrzeby do niego dzwonić i się narzucać. Teraz też nie chciał tego robić. Starszy miał swoje życie, a on nie miał prawa włazić w nie butami. Jedna rzecz była pewna: czuł się dobrze w jego towarzystwie. Morrie był wyrozumiały, umiał słuchać i rzadko kiedy z jego ust padały głupie komentarze, które mogłyby go zranić. Wiedział, że nie tylko on żywi w stosunku do wokalisty taką sympatię; Morrie przyciągał do siebie wielu muzyków. Miał niesamowitą charyzmę i zawsze otaczała go aura tajemniczości. Jakby się nad tym zastanowić, to w zasadzie nie wiedział nic na temat jego życia prywatnego. Rozmawiał albo o pracy, albo o aktualnych wydarzenia, osobiste tematy zawsze szybko ucinał.
  Wziął głęboki wdech, nadal próbując się uspokoić. Nic złego się nie stało. Przecież dopiero co się obudził, nie musiał dzisiaj nigdzie wychodzić. To był jego dzień wolny, jeden z niewielu. Rzadko odpoczywał w domu, w końcu miał okazję się zrelaksować. Ale jego warga zadrżała; zacisnął usta i szybko zamrugał. Nie będzie płakał bez powodu, tylko dlatego, że serce wali w jego piersi. Coś cicho mówiło mu, że stanie się coś złego, a on uporczywie starał się odpędzić od siebie te myśli.
  Wypalił do końca papierosa i usiłował podnieść się z łózka, kiedy zadzwonił telefon. Przez chwilę wpatrywał się w niego tępym wzrokiem. Nie miał ochoty z nikim teraz rozmawiać, mimo tego, że czuł się niesamowicie samotny. W końcu zmusił się do wyciągnięcia ręki. Zerknął na wyświetlacz.
  Dzwonił Morrie.
  Skąd wiedział, że to teraz potrzebuje?
  Poczuł delikatny przypływ nadziei. Mimowolnie się uśmiechnął i przesunął palcem po ekranie, by odebrać.
  - Tak?
  - Cześć, Hiro. Mam nadzieję, że cię nie obudziłem.
  Hiro zamknął oczy. Nadal się uśmiechał, choć serce wciąż mocno biło. Głos Morriego był hipnotyzujący, bardzo niski, głęboki.
  - Nie, nie śpię już.
  - Wszystko w porządku? Dawno się nie odzywałeś. Sakura twierdzi, że od jakiegoś czasu unikasz ludzi. Chciałem się upewnić, czy sobie radzisz.
  Miał ochotę zaśmiać się gorzko. Czy sobie radzi? Gdyby Morrie go teraz widział, na pewno uznałby, że jest z nim coś nie tak. Miał ostatnio ciężkie dni, to prawda, ale nie sądził, że wokalista się tym zainteresuje. Tak naprawdę nikogo to nie obchodziło, dlatego był zdziwiony celem tej rozmowy. Był to jednak na swój sposób miłe, że o nim pomyślał. Jego serce powoli się uspokajało.
  - Jest dobrze. Nie martw się. Sakurze jest po prostu smutno, że nie chcę z nim wychodzić na piwo - zaśmiał się cicho. To była marna wymówka, dobrze o tym wiedział.
  - A ze mną byś się napił? Mam dzisiaj wolny wieczór, mógłbym do ciebie wpaść.
  - Na pewno masz czas?
  - Jeśli nie chcesz, żebym przychodził, to mi to po prostu powiedz.
  - Chcę.
  Ciężko było mu to z siebie wykrztusić, kiedy jego wargi znów zadrżały. Naprawdę nie chciał być nachalny, a jednocześnie chciał mu powiedzieć o wiele więcej. Bardzo chcę się z tobą zobaczyć, bo jestem niestabilny emocjonalnie i potrzebuję wsparcia. Rozmowa przez telefon mi nie wystarczy, pragnę fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem, który nie będzie próbował mnie wysłać do psychologa. 
  - Zrobię nam coś na kolację, nie przynoś nic ze sobą - dodał jeszcze, przerywając krępującą ciszę, jaka zapadła na moment.
  - Dobrze. Zadzwonię jeszcze do ciebie.
  Skulił się w pościeli, kiedy odłożył telefon na szafkę. Chwilowa euforia, jaką poczuł, kiedy odbierał, zdążyła zniknąć. Żałował, że zgodził się na spotkanie. Uwielbiał jego towarzystwo, ale nie chciał nikogo przyjmować w swoim mieszkaniu. Nie chciał się z nikim widzieć. Czuł się okropnie, czuł się fizycznie, niemal namacalnie nieatrakcyjny. Nie miał ochoty pokazywać się komukolwiek w takim stanie. Ale wiedział, że jeśli Morrie coś powie, to z pewnością dotrzyma słowa.
  Westchnął głęboko i zsunął się z łóżka.



* * *



  Znowu był sparaliżowany strachem. Siedział w salonie na kanapie i trzęsącą się dłonią sięgał po następnego papierosa. Przed nim, na niskim stoliku, stała gotowa i wciąż jeszcze ciepła kolacja. Trochę ryżu, gotowanych warzyw i owoców morza. Nic oryginalnego. Nigdy nie lubił gotować, ale mieszkanie samemu zmusiło go do opanowania podstaw. Wyciągnął też z lodówki kilka puszek z piwem, by nie musieć po nie biegać do kuchni, znajdującej się za ścianą. Wypuścił dym z ust, mając ogromną ochotę sięgnąć teraz po jedną i wypić ją duszkiem.
  Spojrzał na zegar, co chwila upewniając się, że nie pomyliły mu się godziny. Morrie się spóźniał. To było bardzo nie w jego stylu. Zawsze był punktualny i ganił każdego, kto zjawiał się po czasie, tym samym nie okazując innym szacunku. Hiro był pełen niepokoju i nie mógł się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak. Może mu się coś stało po drodze? Może zwyczajnie się rozmyślił i postanowił, że nie będzie marnował dla niego czasu? Może specjalnie zadzwonił do niego rano, by rozbudzić w nim jakieś chore nadzieje i zostawić go naiwnie czekającego przez cały wieczór?
  - Nie rób mi tego... - jęknął sam do siebie. Zakrył twarz dłonią i wziął kilka głębokich wdechów. Na co właściwie liczył? Nie miał pojęcia, o czym mógłby z nim rozmawiać, jeśli Morrie w końcu się zjawi. Mało prawdopodobne było, by mu się zwierzył z tego, co właśnie dzieje się w jego głowie, jak bardzo jest nieszczęśliwy i przerażony od dłuższego czasu. To nie trwało jedynie od kilku godzin tego dnia. To się ciągnęło od kilku tygodni, może miesięcy. Nie był w stanie sobie przypomnieć. Bywały dni, kiedy czuł się zupełnie normalnie. Był szczęśliwy, małe rzeczy sprawiały mu radość. Ten dziwny stan otępienia zawsze dopadał go znienacka, a on konsekwentnie go maskował. Póki zajęty był pracą i spotkaniami towarzyskimi, wszystko było w porządku. Koszmar zaczynał się dopiero wówczas, gdy siedział sam w mieszkaniu, tak jak teraz.
  Zaciągnął się mocno papierosem, a jego wzrok znów zawędrował na zegar. Powinien być tutaj już od godziny. Telefon również milczał. Nie miał odwagi, by do niego zadzwonić i zapytać, co się stało. Był tchórzem, doskonale to wiedział. Naiwnie wierzył w to, że wokalista zjawi się za moment u jego progu, a on... No właśnie. Czuł irracjonalną potrzebę dotknięcia go w jakiś sposób. Czy to sprawi, że poczuje się lepiej? Sam nie był tego pewien.
  Kompletnie zrezygnowany zgniótł niedopałek w popielniczce i podniósł się z sofy. Pojutrze będzie lepiej. Miał już umówione spotkanie w studiu, więc będzie musiał się czymś zająć, a przygotowania do trasy koncertowej zawsze pochłaniały całą jego uwagę i energię. Musi tylko wytrzymać sam ze sobą nazajutrz. Odrobinę pocieszony tą myślą, zaczął zbierać ze stołu półmiski, by zanieść je do kuchni. Kolacji przecież miało nie być.
  Był w połowie korytarza, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Zastygł na moment w bezruchu i ścisnął mocniej krawędź porcelanowej miski z ryżem. Wlepił wzrok w drzwi, jakby spodziewał się, że same się otworzą. Kolejny dzwonek, nieco bardziej natrętny, zmusił go do odstawienia naczyń z powrotem na stół oraz błyskawicznego zjawienia się przy drzwiach z sercem bijącym tak mocno, jakby miało mu zaraz wypaść z klatki piersiowej.
  - Przepraszam cię, Hiro - Morrie odezwał się pierwszy, jeszcze stojąc u progu. Wydawał się szczerze zmartwiony i zakłopotany spóźnieniem. Na jego twarzy malowało się zmęczenie, które zazwyczaj chował za ciemnymi szkłami okularów. Bez makijażu wyglądał na o wiele starszego, niż na scenie, choć gitarzysta zdążył do tego przywyknąć.
  - Nie szkodzi. Obiecałeś, że przyjdziesz i jesteś, to najważniejsze - Przepuścił go w drzwiach i cofnął się w korytarz, czekając, aż wokalista zdejmie buty. Podniósł brwi, kiedy Morrie wręczył mu reklamówkę z kilkoma puszkami piwa oraz butelką wina. Chciał go z pewnością w ten sposób przeprosić, choć nie było to konieczne. Jeszcze przed chwilą Hiro przechodził małe załamanie nerwowe, a teraz nawet mimowolnie się uśmiechał.
  - Naprawdę mi przykro. Musiałem zostać na dłużej w studiu, to nie było zależne ode mnie. Wiesz, że nienawidzę być spóźniony - Uparcie szukał go wzrokiem i starał się spojrzeć prosto w jego oczy, na co Hiro wlepił wzrok w swoją porcję ryżu, kiedy już usiedli na podłodze przy niskim stoliku. Dłuższy kontakt wzrokowy nie wchodził w grę. Hiro nigdy tego nie lubił, a poza tym - doskonale wiedział, że Morrie natychmiast domyśliłby się, co się z nim dzieje. A problemów miał na głowie aż nadto, długowłosy nie chciał mu dokładać kolejnych zmartwień. - Poza tym stwierdziłem, że muszę się z tobą zobaczyć, zanim wyruszysz w trasę. Dwa miesiące cię nie będzie, prawda?



* * * 



  Morrie zaprzestał zadawania pytań. Hiro odetchnął z ulgą. Cieszyło go to, że wokalista wiedział kiedy przestać i najzwyczajniej w świecie zmienić temat. Resztę wieczoru spędzili na jedzeniu, z przerwami na zwierzenia starszego na temat planów dla ich zespołu. Jak zwykle, ani na moment nie wspomniał o swoim życiu osobistym, skupiając się tylko na pracy lub ich wspólnych znajomych. Tak więc on mówił, a Hiro milczał, lub mu przytakiwał, od czasu do czasu rzucając krótki, nic nie wnoszący komentarz. Było miło, gitarzysta niemal zapomniał o swoich utrapieniach. Wciąż jednak czuł ich obecność, gryzły go w ciszy, która zapadała na krótkie momenty.
  Lubił towarzystwo starszego, ale dzisiaj powoli zaczynało go ono męczyć. Sam tego nie rozumiał. Nie chciał być sam, a jednocześnie wolał, by wokalista nagle wstał i oświadczył, że musi już wracać do domu. Nie tak wyobrażał sobie ten wieczór. Czuł, że Morrie nie jest do końca szczery co do intencji swoich odwiedzin. Rano naprawdę zdziwił go ten telefon. Morrie nigdy nie zjawiał się bez powodu, z czystej troski. Ale on przecież też nie był z nim szczery. Czuł się sfrustrowany całą tą sytuacją. Gdyby mógł na chwilę uciec...
  - Skończyłeś już, mogę posprzątać ze stołu? - zapytał, spoglądając w końcu na starszego. Morrie kończył pić kolejne piwo i najwyraźniej nie miał już zamiaru jeść, więc pokiwał głową.
  Hiro podniósł się z podłogi i chwycił dwa półmiski; skierował się do kuchni, gdzie włożył je do pustego zlewu. Oparł się dłońmi o chłodny blat i pochylił nad nim, czemu towarzyszyło ciche westchnienie. Nie chciał wracać do salonu. Czuł się fatalnie. Był zmęczony udawaniem, że wszystko jest w porządku. Poczuł, że traci nad sobą kontrolę. Zacisnął mocniej palce na zimnej krawędzi blatu i dość gwałtownie zaczerpnął powietrza w płuca, by się uspokoić. Wargi mu drżały, zupełnie jak o poranku.
  Usłyszał skrzypnięcie podłogi, a zaraz potem ciche, ciężkie kroki. Zamrugał kilkakrotnie, odganiając czające się w kącikach oczu łzy. Odwrócił się, stając twarzą w twarz z Morrim. Odruchowo usiłował się cofnąć, jednak wokalista go zatrzymał; położył dłoń na jego boku, drugą dłonią sięgając do zlewu, w którym zostawił pozostałe naczynia. Nie patrzył na Hiro. Gitarzysta z kolei spoglądał na niego, zaskoczony tym gestem i niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Było tylko gorzej: znów poczuł się niesamowicie zmęczony. Nogi mu zmiękły, serce wręcz zabolało, gdy zaczęło jeszcze mocniej bić. Już nie mógł przed nim niczego ukryć.
  Kiedy Morrie spojrzał mu prosto w oczy, Hiro spodziewał się zobaczyć z jego spojrzeniu coś na kształt współczucia. Zamiast tego dostrzegł dziwny spokój i zrozumienie. Starszy był jak zwykle opanowany, jednak w jego wzroku było coś zupełnie nowego, czego Hiro nie umiał nazwać.
  Coś w nim pękło.
  Nie zastanawiał się nad tym, co robi i jak zareaguje Morrie. Objął go za szyję i wtulił się w jego tors ze wszystkich sił. Czuł jednocześnie ulgę, jak i przerażenie. Ulgę dlatego, że gdy poczuł ciepło jego ciała, zrobiło mu się tak jakoś raźniej. Bał się jednak, że wokalista go od siebie gwałtownie odsunie i zażąda wyjaśnień, lub – co gorsza – bez słowa wyjdzie. Nie chciał tego teraz. Na samą myśl o tym objął go jeszcze mocniej, będąc niemal pewnym, że dla Morriego jest to niemal bolesne. Schował twarz we wgłębieniu jego szyi, jednocześnie zaciskając powieki. Oddychał szybko, płytko, niemal zachłystując się powietrzem. Nie miał już nad sobą kontroli.
  Morrie nic nie powiedział. Objął go w pasie równie mocno, powodując tym samym, że Hiro zaczął drżeć na całym ciele. Czuł się żałośnie. Ale starszy tylko zacieśnił uścisk, tak jak on to zrobił przed momentem.
  W tle słyszał telewizor. Dźwięk był jakby przytłumiony, oddalony. A może to dlatego, że szumiało mu w uszach? Jednak dochodzący z sąsiedniego pokoju dźwięk uświadamiał mu, że to, co się teraz dzieje, dzieje się naprawdę. Powoli się uspokajał. Ciepło Morriego działało na niego kojąco. Wokalista z początku obejmował go mocno, pozostając w bezruchu, ale szybko się to zmieniło. Hiro był zaskoczony, gdy starszy zaczął głaskać go po plecach, mimowolnie zaczepiając o jego długie włosy i przeczesując je palcami. Jego ruchy były zdecydowane, gitarzysta miał wrażenie, że sprawia mu to przyjemność. Morrie oparł policzek o jego głowę, skupiając się na zabawie jego włosami. Było w tym sporo czułości, której Hiro nie rozumiał.
  Minęło sporo czasu, co wydedukował po nadejściu kolejnego programu telewizyjnego. Długowłosy rozluźnił uścisk. Morrie także, sądząc zapewne, że Hiro chce się odsunąć. Ale on szybko zsunął dłonie po jego torsie i objął go w pasie, o wiele delikatniej, niż przedtem. Był już całkiem spokojny, docierało do niego coraz więcej. Na przykład to, że dotyk drugiego człowieka był mu teraz niezbędny. Normalnie czułby się niezręcznie, byłby skrępowany. Dawno nie był z kimś tak blisko. Zauważył też, że lubi zapach jego perfum. Bał się podnieść głowę, więc w dalszym ciągu wtulał twarz w jego szyję. Oddychał powoli, z każdym oddechem upajając się tym zapachem, który go odprężał. To też było dla niego nowe i dziwne.
  A Morrie nadal przeczesywał palcami jego włosy, spokojny jak zawsze. Najwyraźniej żaden z nich nie miał zamiaru przerywać tego momentu. Hiro wcale tego nie chciał, było mu naprawdę dobrze. Choć doskonale wiedział, że nie mogą tak trwać w nieskończoność. Powoli podniósł głowę i spojrzał na wokalistę, nie mając pojęcia, czego się spodziewać.
  - Morrie... - zaczął cicho, od razu odwracając wzrok. Wcześniej z ulgą zorientował się, że w jego spojrzeniu nie ma złości ani pogardy, dlatego chciał się od razu usprawiedliwić, jakoś wyjaśnić mu tę chwilę słabości.
  - Już lepiej? - zapytał szeptem Morrie. Dotknął jego policzka. Zaskoczony tym gestem, Hiro znów na niego spojrzał.
  - Co...
  Pocałunek zupełnie zbił go z tropu. Nie był nachalny, Morrie tajemniczym sposobem zawsze działał delikatnie. Nogi wrosły mu w ziemię, kiedy poczuł jego wargi na swoich. Sparaliżowany, nie zrobił nic, by go od siebie odsunąć. Niepokój powrócił z prędkością światła i choć jego myśli goniły teraz jak szalone, jednego był stuprocentowo pewien.
  Ich przyjaźń właśnie się skończyła.



* * * 



        - Gdzie idziesz? - zapytał, starając się zamaskować przemawiający w jego głosie strach. Bał się zostać sam tej nocy. Nie chciał myśleć o tym, co wydarzyło się tego wieczoru, a paradoksalnie obecność Morriego obok mu to ułatwiała. Usiadł na łóżku, gotów natychmiast się z niego poderwać, gdyby wokalista chciał go teraz zostawić.
  - Posprzątać trochę – odparł cicho, zatrzymując się w drzwiach sypialni. Nie odwrócił się do niego, ale Hiro wiedział, że się uśmiecha. - Będziesz spał w tych ubraniach? Wciągnij na siebie coś wygodniejszego – rzucił jeszcze, zanim zniknął w korytarzu.
  W pokoju było całkowicie ciemno. Hiro nadal siedział na łóżku, rozglądając się po zarysach mebli. Przez uchylone drzwi wpadała pojedyncza smuga światła, która czasami migotała, kiedy Morrie przechadzał się po jego mieszkaniu.
  To był zdecydowanie najdziwniejszy wieczór w jego życiu. Ostatnie pół godziny, albo i więcej, spędzili leżąc w łóżku i po prostu patrząc na siebie. Nie odezwali się do siebie ani słowem po tym pocałunku. Wokalista najwyraźniej uznał, że Hiro wystarczy wrażeń. Kiedy tak leżał naprzeciwko niego, obejmując się swoimi ramionami i spoglądając mu prosto w oczy, nie mógł odpędzić od siebie myśli, że Morrie był szczęśliwy z powodu tego, co się stało. Na pewno nie zmuszał siebie, by towarzyszyć mu w milczeniu; prędzej ciężko było mu przekonać samego siebie, by nie dotknąć znów długowłosego. Czy dlatego chciał się z nim zobaczyć? Chciał mu wyjawić, co do niego czuje?
  Telewizor umilkł. Słyszał, jak Morrie zbiera resztę rzeczy ze stołu i zanosi je do kuchni. Podłoga skrzypiała cicho pod ciężarem jego kroków. Usłyszał, jak starszy odkręca kran i zaczyna myć naczynia.
  Poruszył się w końcu i podniósł z łóżka. Zdjął z siebie spodnie oraz bluzę, które zostawił na szarym zarysie fotela. Położył się z powrotem na materacu, w samej koszulce i bieliźnie. Schował się pod kołdrą i zaczął ponownie obserwować wąski pasek światła, który sączył się z kuchni. Nagle światło zgasło. Znów usłyszał kroki wokalisty, Morrie poruszał się powoli po omacku. Kiedy dotarł do sypialni, Hiro przyglądał się w milczeniu jego ciemnej sylwetce, kiedy usiadł na łóżku i zdejmował z siebie koszulę. Szczęk paska od spodni sprawił, że Hiro zrobiło się trochę nieswojo. Usłyszał, jak materiał spodni starszego opada na podłogę. Zaraz potem poczuł, jak ugina się pod nim materac, wraz z przysuwającym się do niego Morrim.
  - Hiro? - zapytał szeptem. Szukał go dłonią, aż natrafił na jego twarz. Znów pogłaskał go po policzku.
  Przez chwilę Hiro miał ochotę uciec, ale tak jak wcześniej, nie poruszył się wcale. Ponownie otuliło go przyjemne ciepło, gdy Morrie odsunął kołdrę na bok, by również móc się pod nią schować, i przysunął się jeszcze bliżej niego. Ich uda stykały się nawzajem, co od razu spowodowało szybsze bicie serca u długowłosego. Jednak gdy starszy znów go do siebie przytulił, ogarnął go wcześniejszy cudowny spokój. Pozwolił mu objąć się jeszcze mocniej i wtulić w szeroki tors.
  Nie umiał sobie tego poukładać w głowie i nie chciał. Miał wrażenie, że lepiej będzie, jeśli nie będzie próbował o tym rozmawiać z Morrim, tylko mu zaufa i pozwoli mu działać. On potrzebował kogoś, kto dotrzyma mu towarzystwa i uspokoi go dotykiem; starszy najwyraźniej potrzebował go dlatego, że żywił wobec niego jakieś uczucia. Nie obiecali sobie niczego, ale w panującej między nimi ciszy formował się nowy rodzaj więzi.
  Morrie znów leniwie głaskał go po plecach i bawił się jego włosami, kiedy zasypiał.
  To była pierwsza spokojna noc.

6 komentarzy:

  1. wg mnie udany powrót ^^ lubię twoje opisywanie odczuć postaci i ogólnie wiesz, że nie umiem pisać komentarzy m(_ _)m podobało mi się i tak, chcę przeczytać cytrynkę XD

    OdpowiedzUsuń
  2. To było cudowne, nie mogłam się oderwać (mama musiała mnie wołać parę razy by w końcu zeszła na dół). Wspaniale opisujesz emocje bohaterów, co rzadko się zdarza. Z miłą chęcią przeczytam kolejną część nawet i bez rodzajowej sceny, jestem ciekawa jak to rozwiniesz. Jestem tylko ciekawa czy napiszesz dalsze części tego opowiadania co zaczełaś przed swoim zniknięciem czy je pożucasz? Czekam na drugą część! Zdrowia i wiernej weny życzę!

    Serepia

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja droga, nawet nie zauważyłam, kiedy te dwa lata bez twojej twórczości zleciały. Jestem sobą rozczarowana, gdyż niemalże od początku śledziłam każdy rozdział "Kiss me, Cherry". Być może, stało się tak dlatego, że po pewnym czasie już rzadziej sprawdzałam powiadomienia i moja nadzieja na twój powrót z każdym miesiącem co raz bardziej malała. Wiedz jednak, że przez cały ten czas nie zapomniałam o tym, że kiedyś czytałam świetne fanfiki o moich ulubionych muzykach właśnie twojego autorstwa. O ile się nie mylę, to nigdy nie skomentowałam ani jednego twojego posta i raczej poszerzałam wiedzę o istnieniu tego bloga wśród znajomych. Pragnę prosić o wybaczenie, że zachowałam się tak niegodnie! Chcę, abyś wiedziała, że twoja twórczość z razu zajęła malutki kawałek mojego serca, zniewalając ten cal na wieczność. Z wypiekami na policzkach oczekiwałam kolejnych twoich opowiadań i wiedz, że to się nie zmieniło! Kiedy tylko zobaczyłam nowy wpis (ten, pod którym teraz piszę, poprzedni przepadł gdzieś pomiędzy innymi postami) poczułam się, jakbym cofnęła się w czasie o te kilka lat wstecz i ponownie przeżywała te wszystkie towarzyszące mi w tamtym okresie emocje. Nie wiesz, jak bardzo cieszę się z twojego powrotu! Mam nadzieję, że ponownie będziesz ubarwiać moje ponure wieczory swoimi opowiadaniami. Życzę nieskończonych zasobów pomysłów oraz wytrwałości w pisaniu. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych wpisów, jeszcze lepszych od poprzednich. Kocham wszystkie twoje prace i zapewne skończę czytając je wszystkie na nowo, jeszcze dzisiejszej nocy.

    Ściskam i całuję,
    Yuki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisałam Ci już, że uczucie niepokoju, które dręczy Hiro, ten irracjonalny strach jest mi znany, więc ze ściśniętym gardłem czytałam kolejne linijki. Świetnie przelałaś emocje, niedookreślone wątpliwości.
    A czytając jak Morrie i Hiro siedzą razem... naprawdę ich widziałam <3.
    Wystraszona sarenka i spokojny, łagodny Morrie, po prostu wyciągający rękę, żeby ją pogłaskać~ Uwielbiam ich razem.
    Może być kontynuacja, ale niekoniecznie seksualna. Naprawdę, jestem zadowolona z samego tego, że są blisko siebie w taki właśnie sposób. Nienachalny, prawie intymny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy one shot. Miło się go czytało. Nie mam pomysłu na komentarz, ale podobał mi się ten smutny klimat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Udało się! Także tego - pisz dalej! Jeśli chcesz małe erotyczne coś, to moim zdaniem oddzielnie, inaczej zepsuje się cała atmosfera. Jest świetnie, naprawdę. Te uczucia... Czytasz i myślisz "kurka, mam to samo, a w dodatku ktoś nazwał coś czego ja sama nie potrafię". Pięknie to ujęłaś, a co najważniejsze - tak po prostu, zwyczajnie.
    w kwestii techntechniczno-gramatyczno-stylistycznej nic nie wyłapałam, czyta się szybko i bardzo przyjemnie. A żeby tak nie słodzić - według mnie trochę początek kuleje, jakby brakowało czegoś. Taki lekki niedosyt jest, w mojej ocenie. Na szczęście, nie przekreśla to reszty i nie jest jakąś wielką wadą.
    Mam nadzieje, ze do dega coś napiszesz :3.
    Hajdziu.

    OdpowiedzUsuń